Reklama
Puma płowa odłowiona pod Koszalinem. Puma płowa odłowiona pod Koszalinem. Zoo Poznań / Facebook
Środowisko

Puma spod Koszalina obnaża bezradność państwa. Dlaczego wciąż bezkarnie hoduje się dzikie zwierzęta?

Od HIV i eboli po Covid-19 i małpią ospę – handel dzikimi zwierzętami jest dla ludzi ryzykowny
Człowiek

Od HIV i eboli po Covid-19 i małpią ospę – handel dzikimi zwierzętami jest dla ludzi ryzykowny

Naukowcy z Université de Lausanne po raz pierwszy precyzyjnie zmierzyli skalę zagrożenia dla ludzi, łącząc gigantyczne bazy danych o handlu z informacjami o patogenach.

Dla niektórych to czysty biznes. W przypadku innych wiąże się to z dreszczykiem emocji. Są tacy, którzy chcą znajomym zaimponować tygrysem w klatce albo jadowitym pająkiem. Trafiają się też „zakręceni kolekcjonerzy” albo „anarchiści z zasady”. Przepisy są restrykcyjne – z ich egzekwowaniem jest problem. [Artykuł także do słuchania]

Dzikiego kota nagrali na początku lipca w gminie Polanów myśliwi. Jeden z nich był tak przestraszony, że próbował odgonić zwierzę okrzykiem „do budy”, a nawet oddał strzał w powietrze, by je spłoszyć. Prof. Rafał Kowalczyk z Instytutu Biologii Ssaków PAN w Białowieży potwierdził, że kot na nagraniach wideo to młoda puma. Początkowo istniały obawy, że będzie trudno ją odłowić. Na szczęście zwierzę na kryjówkę wybrało zarośnięty wysokimi i gęstymi trawami pustostan we wsi Karsinka. Tam je złapano, a po nocy spędzonej w ośrodku Fundacji dla Dzikich Zwierząt „Larus” przewieziono do zoo w Poznaniu. Okazało się, że to samica.

Skąd puma w Polsce? Nie jest to gatunek naturalnie występujący w Europie, jego siedliska rozciągają się od Kanady po Patagonię. Kocica spod Koszalina raczej nie bała się ludzi, więc najprawdopodobniej uciekła z prywatnej hodowli.

Załóż sobie cyrk

Polskie przepisy dotyczące tzw. gatunków niebezpiecznych reguluje ustawa o ochronie przyrody oraz rozporządzenie ministra środowiska z 2011 r. w sprawie gatunków zwierząt niebezpiecznych dla życia i zdrowia ludzi. Dzielą one tego rodzaju zwierzęta na dwie grupy. Kategoria pierwsza to zwierzęta najbardziej niebezpieczne, zalicza się do nich m.in. wielkie koty, jadowite węże i pająki, krokodyle, a także małpy człekokształtne. Kategoria druga – zwierzęta niebezpieczne – to m.in. mniej toksyczne gady i pajęczaki. Te mogą przetrzymywać osoby prywatne, ale muszą uzyskać zgodę regionalnej dyrekcji ochrony środowiska.

W przypadku kategorii pierwszej przepisy nie przewidują hodowli w warunkach domowych. Prawo do przetrzymywania takich zwierząt mają tylko ogrody zoologiczne, placówki naukowe, ośrodki rehabilitacji i azyle. Puma płowa (Puma concolor) zalicza się właśnie do tej grupy. A że w województwie zachodniopomorskim nie zarejestrowano żadnego przedstawiciela tego gatunku, zwierzę musiało uciec komuś, kto w żadnym wypadku nie powinien go mieć.

Jeszcze do niedawna istniała tzw. furtka cyrkowa, która pozwalała na wejście w posiadanie zwierzęcia niebezpiecznego kategorii pierwszej przez osobę prywatną. Stąd głośna sprawa pumy Nubii. Kamil Stanek, weteran misji w Afganistanie, kupił ją legalnie w Czechach, kiedy była jeszcze kociakiem. W tym samym czasie zarejestrował działalność gospodarczą jako cyrk i wkrótce ją zawiesił. Puma była trzymana na prywatnej posesji i pokazywana na festynach, brała też udział w sesjach zdjęciowych.

Stanek po prostu obchodził przepisy i na zwierzęciu zarabiał. W czerwcu 2018 r. Fundacja Viva! złożyła do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Stankowi zarzucano przetrzymywanie pumy w warunkach nieadekwatnych do potrzeb dużego drapieżnika, wykorzystywanie zwierzęcia do celów komercyjnych, a także stwarzanie zagrożenia dla osób postronnych.

Stanek przegrał w sądzie, a ten nakazał mu przekazanie Nubii do zoo w Poznaniu, jednak weteran odmawiał. Kiedy ogród zoologiczny złożył zawiadomienie o przywłaszczeniu zwierzęcia, które po wyroku stało się własnością Skarbu Państwa, a ówczesna dyrektorka Ewa Zgrabczyńska w lipcu 2020 r. pojawiła się u Stanka z pracownikami i policją, ten uciekł z pumą do lasu. Obława z udziałem antyterrorystów, drona i helikoptera stała się medialną sensacją.

Po dwóch dniach Stanek poddał się dobrowolnie, a Nubia trafiła nie do Poznania, ale Śląskiego Ogrodu Zoologicznego w Chorzowie. Pozostaje tam do dziś. W 2025 r. Sąd Okręgowy w Sosnowcu skazał mężczyznę na rok więzienia w zawieszeniu. Sprawa stała się impulsem do zmiany prawa. Jeszcze w 2021 r. wykreślono cyrki z listy podmiotów uprawnionych do pozyskiwania nowych zwierząt niebezpiecznych. Inne furtki, całkowicie nielegalne, pozostają wciąż otwarte.

Kup pan tygrysa

Podczas zajęć poświęconych prawnym aspektom zarządzania gatunkami proszę studentów m.in. o wyszukanie w polskim internecie ofert sprzedaży niebezpiecznych zwierząt należących do różnych grup systematycznych. Większość znajduje takie w ciągu 15 minut, przy czym wiele dotyczy gatunków stwarzających największe zagrożenie – mówi dr Andrzej Kepel, przewodniczący Państwowej Rady Ochrony Przyrody i prezes Polskiego Towarzystwa Ochrony Przyrody „Salamandra”. W jego ocenie obrót tymi zwierzętami – choć nielegalny – odbywa się w zasadzie jawnie i ma charakter powszechny. Ten sam problem dotyczy handlu inwazyjnymi gatunkami obcymi oraz okazami objętymi konwencją waszyngtońską (CITES), oferowanymi bez wymaganych dokumentów potwierdzających ich pochodzenie.

Czarnorynkowa cena dorosłego żywego tygrysa – zależnie od wieku, kondycji czy podgatunku – to zwykle 80–120 tys. zł. Młode osobniki są tańsze – opowiada dr Kepel. – Jeśli jednak taki tygrys padnie, koszty mogą się zwrócić z nawiązką. Części jego ciała mogą zostać sprzedane i przemycone na rynek azjatycki (w Polsce najczęściej jest to Wietnam) na potrzeby medycyny tradycyjnej lub do wyrobu dóbr luksusowych stanowiących symbol wysokiego statusu społecznego. Według aktualnych szacunków międzynarodowych organizacji monitorujących taki handel na szczątkach tygrysa można zarobić nawet 300 tys. zł.

Ekspert mówi, że jako biegły sądowy zetknął się ze sprawami dotyczącymi nielegalnie przetrzymywanych makaków, tygrysów, lampartów, rysi, oryksów, kułanów, pekari i skorpionów. W Polsce bezprawnie posiadane są także zwierzęta wielu innych gatunków stwarzających zagrożenie, m.in. lwy, pawiany, zebry, krokodyle oraz śmiertelnie jadowite węże i pająki, a z rodzimych – wilki, rysie, a nawet niedźwiedzie. – Tygrysy czy pumy trzymane w Polsce przez osoby fizyczne pochodzą głównie z Czech i Słowacji. Tam przepisy dotyczące przetrzymywania takich zwierząt są dużo bardziej liberalne. Według naszej wiedzy rodzą się również u polskich hodowców – zaznacza dr Kepel.

Celebrycką karierę puma Nubia zawdzięczała rzekomej działalności cyrkowej swojego właściciela. W 2021 r. tę lukę prawną usunięto.East NewsCelebrycką karierę puma Nubia zawdzięczała rzekomej działalności cyrkowej swojego właściciela. W 2021 r. tę lukę prawną usunięto.

Wypij wino z kota

Jedna z najbardziej makabrycznych spraw związanych z hodowlą dużych kotów dotyczyła właśnie Czech. W 2018 r. sukcesem zakończyło się pięcioletnie śledztwo prowadzone przez czeską policję, służby celne i inspektorat ochrony środowiska. W magazynie w Pradze znaleziono odłączoną od prądu zamrażarkę, a w niej rozkładające się szczątki tygrysów, lwów i pum. W szopie obok leżał dopiero co zabity osobnik. Organizacja ochrony tygrysów Four Paws podała, że strzelono mu w oko, by cenne futro pozostało nieuszkodzone.

„The Guardian” pisał, że na pierwsze dowody podejrzanego procederu służby celne natrafiły w 2013 r., gdy w furgonetce prowadzonej przez Wietnamczyka znalazły worek z kośćmi tygrysów. Kilka miesięcy później odkryto szkielety dwóch osobników w głośnikach wysyłanych do Hanoi. Później w ręce służb wpadały kolejne dowody, takie jak tzw. wino tygrysie czy kostki bulionowe z wygotowanych kości. Pierwszy z wymienionych produktów to napój alkoholowy na bazie kości tygrysa, który osiąga bardzo wysokie ceny na czarnym rynku. Drugi, również nielegalny, jest wykorzystywany w tradycyjnej azjatyckiej medycynie.

W 2015 r. czeski rząd zlecił kontrolę w fermach tygrysich w całym kraju. W ten sposób udało się odkryć wietnamsko-czeską siatkę przestępczą. Oficjalnie zwierzęta były hodowane dla cyrków i prywatnych minizoo, ale część z nich zabijano, by sprzedawać do Wietnamu kości, skóry i pazury oraz wykonane z nich produkty.

Zostań „anarchistą z zasady”

Zdaniem dr. Kepela nie ma jednej odpowiedzi , dlaczego ludzie decydują się na to, by nielegalnie trzymać niebezpieczne zwierzęta. Dla niektórych to czysty biznes, a zwierzęta są towarem. W przypadku innych wiąże się to z dreszczykiem emocji. Są tacy, którzy chcą znajomym zaimponować tygrysem w klatce albo jadowitym pająkiem. Trafiają się też „zakręceni kolekcjonerzy”, którzy pragną zebrać komplet gatunków z danego rodzaju. Albo „anarchiści z zasady”, działający w myśl dewizy „nikt nie będzie mi mówił, co mogę trzymać w domu”.

Niektórzy hodowcy przypisują sobie szlachetne intencje. Jak Łukasz Chamioło, który – poza innymi zwierzętami – w klatkach w ogródku w małopolskim Czchowie od siedmiu lat trzyma dwa lwy i tygrysa. W rozmowach z mediami podkreśla, że bardzo kocha swoje zwierzęta. „Codziennie je karmię z ręki i głaszczę (...). Zawsze starałem się, żeby wszystko było tak, jak należy, a przede wszystkim zależy mi na obronie tych zwierząt” – mówił przed sądem. Innego zdania jest prokuratura, która zarzuca mu, że zwierzęta nabył nielegalnie oraz że się nad nimi znęca.

Chamioło według ustaleń prokuratury miał kupić dzikie koty, wykorzystując wspomnianą furtkę cyrkową. Usunięcie tej luki prawnej w 2021 r. zezwalało istniejącym cyrkom na zatrzymanie zwierząt, ale w ocenie prokuratury Chamioło nigdy tego rodzaju działalności nie prowadził.

Dzikie koty Łukasza Chamioły z Czchowa, który twierdzi, że dba o nie i bardzo je kocha. Prokuratura jest innego zdania.Powiatowy Inspektorat Weterynarii w Brzesku/pulsarDzikie koty Łukasza Chamioły z Czchowa, który twierdzi, że dba o nie i bardzo je kocha. Prokuratura jest innego zdania.

Nie przejmuj się niebezpieczeństwem

Jak pokazuje przykład pumy spod Koszalina, takie zwierzęta czasem uciekają. Nie jest to zresztą pierwszy przypadek w tym rejonie. We wrześniu 2025 r. w gminie Będzino fotopułapka dwukrotnie uchwyciła inną pumę, dorosłą, znaleziono też odciski łap. Jej losy są jednak nieznane. W naturalny sposób pojawiają się pytania o bezpieczeństwo ludzi – szczególnie gdyby jakieś zwierzę było w stanie przetrwać dłużej.

Większość zwierząt niebezpiecznych w razie ucieczki z hodowli na dłuższą metę nie dałaby sobie rady w naszym klimacie. – Zimy na pewno nie przetrwałyby skorpiony czy różne gatunki egzotycznych jadowitych węży. Niektóre, jak małpy, lgnęłyby zapewne do ludzi, więc zostałyby łatwo zauważone i szybko odłowione – precyzuje dr Kepel. Dodaje, że mógłby u nas przeżyć tygrys, jednak osobniki z hodowli raczej słabo polują, więc najprawdopodobniej jednak nie byłby w stanie przetrwać. No i najpewniej szybko popadłby w konflikt z człowiekiem, co mogłoby mieć tragiczne skutki. Z dużym prawdopodobieństwem poradziłyby sobie natomiast rysie czy wilki albo hybrydy psa z wilkiem. – Te ostatnie są szczególnie niebezpieczne w przypadku porzucenia lub ucieczki, ponieważ nie boją się ludzi – ostrzega przyrodnik.

Jeśli chodzi o odłowioną pumę, to prof. Kowalczyk przestrzegał przed zbędną paniką, wskazując, że zwierzę na nagraniach jest ciekawskie, ale nieagresywne. Trochę strachu najadła się Katarzyna Lesner z Fundacji Larus, której udało się zlokalizować je w pobliżu pustostanu we wsi Karsinka i wezwać służby oraz weterynarzy. – Puma mnie przepłoszyła. Nie był to atak. Po prostu chciała mnie przepędzić z terenu, który uznała za swój – tłumaczy.

Spodziewaj się umorzenia

Dlaczego nielegalne hodowle niebezpiecznych zwierząt wciąż są problemem? Dr Kepel mówi, że choć polskie przepisy dotyczące ochrony przyrody są restrykcyjne, to ich egzekwowanie często okazuje się iluzoryczne. Dotyczy to także zwalczania nielegalnego importu, posiadania i handlu gatunkami niebezpiecznymi, a także czarnorynkowego obrotu gatunkami chronionymi i inwazyjnymi gatunkami obcymi.

Większość takich spraw, jeśli w ogóle zostają wszczęte, kończy się umorzeniem – mówi. – Policja i prokuratura niechętnie je podejmują, ponieważ żywych zwierząt często nie ma gdzie umieścić. Choć od 2022 r. obowiązuje ustawa o Centralnym Azylu dla Zwierząt, ten wciąż nie powstał. Ogrody zoologiczne nie mają wolnych miejsc dla osobników z czarnego rynku, podobnie jak większość prywatnych schronisk.

Są jeszcze inne trudności. Przyrodnik zwraca uwagę na to, że o ile bezkręgowce (skorpiony czy pająki) można uśmiercić, to jadowitych węży – nie mówiąc już o dużych kotowatych czy małpach – zasadniczo nie wolno. Jako kręgowce podlegają ochronie na mocy ustawy o ochronie zwierząt. A na dodatek wiele gatunków niebezpiecznych jest przy tym jednocześnie zagrożonych wyginięciem. – No i trzeba pamiętać, że od ujawnienia przestępstwa do orzeczenia przepadku zwierząt mogą upłynąć lata.

Prawda jest też taka, że organy ścigania unikają prowadzenia spraw dotyczących dziko żyjących zwierząt, bo często brakuje im odpowiednich kompetencji. – Trudno się temu dziwić. Sprawy te trafiają zwykle do wydziałów do walki z przestępczością gospodarczą, które na co dzień zajmują się zupełnie innymi zagadnieniami, niewymagającymi wiedzy zoologicznej ani znajomości przepisów prawa przyrodniczego. Wciąż nie mamy wyspecjalizowanej służby ani choćby komórki zajmującej się zwalczaniem tego typu przestępstw – podsumowuje dr Kepel.

Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną