Reklama
Australia też ma problem ze zdziczałymi kotami. W latach 2015–20 wytruto ich tu milion. Australia też ma problem ze zdziczałymi kotami. W latach 2015–20 wytruto ich tu milion. Getty Images
Środowisko

Kot i kat. O drastycznych i humanitarnych metodach radzenia sobie ze zwierzętami, które zabijają inne zwierzęta

Fantazje, perwersje, oszustwa, okrucieństwa, a nawet morderstwa. Oto życie erotyczne pająków
Środowisko

Fantazje, perwersje, oszustwa, okrucieństwa, a nawet morderstwa. Oto życie erotyczne pająków

Myśl, że zwierzęta tak „prymitywne” mogłyby przejawiać skomplikowane seksualne rytuały, nawet nie przychodzi nam do głowy. Ich seks bywa postrzegany jako mechaniczny transfer plemników, a więc czynność beznamiętna, pozbawiona behawioralnej i emocjonalnej otoczki. Tymczasem pająki mają swoją sztukę kochania. [Artykuł także do słuchania]

Koty są niebezpieczne dla innych gatunków, często zagrożonych wyginięciem. To w dużej mierze wina człowieka. On zaś decyduje: zabójcę należy wyeliminować. [Artykuł także do słuchania]

Cyraneczka rdzawa, zwana po maorysku pāteke, jest endemitem. Ta specjalistyczna nazwa określa gatunki, które występują w jednym konkretnym miejscu na świecie. W tym przypadku – w Nowej Zelandii. Pāteke jeszcze 200 lat temu była najpowszechniejszą kaczką w tym kraju. Zamieszkiwała wilgotne lasy, rozległe bagna i moczary, leniwie płynące rzeczki, a także jeziora i ujścia rzek. Polowania i intensywne osuszanie bagien na potrzeby rolnictwa sprawiły jednak, że większość jej siedlisk znikła. W 2000 r. dzika populacja tych rudobrązowych ptaków skurczyła się do zaledwie 700 osobników, które zamieszkiwały jedynie Great Barrier – czwartą co do wielkości wyspę Nowej Zelandii.

Pāteke znalazła się zatem na skraju wyginięcia. Na szczęście na początku stulecia ruszyły programy hodowlane, dzięki którym liczebność tego gatunku znacząco się zwiększyła. I choć nadal to najrzadszy ptak wodny w Nowej Zelandii, jego populacja liczy obecnie 2,5–3 tys. osobników. Udało się też stworzyć nowe stanowiska gatunku poza Great Barrier. W tym na półwyspie Purerua na Wyspie Północnej, gdzie 20 pāteke sprowadzono w ramach projektu Pest Free Purerua.

Wszystko szło zatem w dobrym kierunku. Do czasu, kiedy na półwysep przywędrował zdziczały kot domowy. Wtedy cyraneczek rdzawych zaczęło ubywać.

Cyraneczka rdzawa, najrzadszy ptak wodny w Nowej Zelandii.BE&WCyraneczka rdzawa, najrzadszy ptak wodny w Nowej Zelandii.

Nowozelandzki antybohater

Krępego szaropręgowanego kocura fotopułapka uchwyciła po raz pierwszy w 2023 r. Nazwano go Nine Lives, czyli Dziewięć Żyć, ponieważ kilkakrotnie zespół Pest Free Purerua był bliski złapania upartego łowcy, ale ten za każdym razem czmychał w wysokie trawy. Poza tym jego zachowania były nieprzewidywalne. Polował na pāteke w jednym miejscu, po czym nie pojawiał się tam przez kolejne trzy miesiące. Nie miał też stałych pór łowów: raz atakował o zmierzchu, innym razem o północy albo wczesnym rankiem, a zdarzało się, że i w ciągu dnia. Spryt i zuchwałość uczyniły go sławnym, na początku tego roku przyjechała nawet ekipa filmowa CNN, by nakręcić o nim krótki dokument.

Przez trzy lata na kocura czatowali myśliwi, próbowano go wabić różnymi przynętami. Rozbudowano też sieć fotopułapek. I w końcu 30 lipca jedna z nich przesłała na telefon komórkowy zdjęcie Dziewięciu Żyć schwytanego w klatkę-pułapkę. Jak podały nowozelandzkie media, połasił się na smażonego kurczaka oraz mięso z łososia i królika. Kosztowało go to życie – na miejsce wysłano myśliwego, który wykonał na nim wyrok.

Według danych przedstawionych przez Pest Free Purerua przez trzy lata Nine Lives upolował przynajmniej 30 cyraneczek rdzawych wypuszczonych w ramach programu reintrodukcji: 15 z 20 w 2023 r. oraz 15 z 20 w 2024 r. To znaczy, że w tak krótkim czasie mógł zabić 1 proc. całej populacji tego gatunku, a mówimy przecież tylko o jednym kocie. Do tego sekcja jego zwłok wykazała, że w menu tego supermyśliwego znajdowały się również pisklęta ptaka kiwi oraz jaszczurki.

Decyzja o zabiciu Nine Lives oburzyła wielu Nowozelandczyków. Jednak Andrew Mentor, koordynator Pest Free Purerua, jej bronił. „Kochamy nasze koty domowe i nie chcemy ich krzywdzić. Jeśli jednak chodzi o te zdziczałe, to musimy je usuwać, ponieważ jest ich w środowisku bardzo wiele” – zaznaczył, podkreślając, że właśnie tego wymaga ochrona gatunków zagrożonych.

Dziki kocur nazwany Dziewięć Żyć (zdjęcie z fotopułapki) przez trzy lata upolował ok. 30 cyraneczek wypuszczonych w ramach programu reintrodukcji.mat. pr.Dziki kocur nazwany Dziewięć Żyć (zdjęcie z fotopułapki) przez trzy lata upolował ok. 30 cyraneczek wypuszczonych w ramach programu reintrodukcji.

Zwierzę polityczne

Historia Dziewięciu Żyć jak w soczewce pokazuje problem, jaki Nowa Zelandia – choć nie tylko ona – ma z kotami domowymi. Z jednej strony Nowozelandczycy niewątpliwie darzą koty dużą sympatią. Według danych z „New Zealand Pet Data Report”, opublikowanego w 2024 r. przez organizację Companion Animals New Zealand, koty mieszkają w aż 40 proc. gospodarstw domowych i jest ich między 1,19 a 1,32 mln.

Z drugiej strony Felis catus jest tam uznawany za jeden z najgroźniejszych gatunków inwazyjnych. Zawleczone przez kolonistów na wyspy obce zwierzę od momentu swojego przybycia sieje spustoszenie w lokalnej faunie, przyczyniając się w ten sposób do degradacji naturalnych ekosystemów. Najgroźniejsze są koty zdziczałe, takie jak Nine Lives, których liczebność według danych rządowych jest szacowana na ponad 2,4 mln osobników. Urodziły się w środowisku naturalnym, z dala od człowieka, i żyją na własną łapę, polując na wszystko, co są w stanie złapać. Poza kiwi czy cyraneczką rdzawą w ich jadłospisie jest np. nietoperz wąsonos mniejszy. Nowozelandzki resort środowiska podaje, że koty są w stanie w tydzień uśmiercić aż 100 osobników w jednej tylko lokacji, w okolicach miasta Ohakune, a to gatunek zagrożony wyginięciem. Najsłynniejszą ofiarą pozostaje łazik wyspowy – nielotny ptak ze Stephens Island, który został wybity na przełomie XIX i XX w. (miał to zrobić tylko jeden kot Tibbles, należący do latarnika, ale to mało prawdopodobne). Problem w tym, że tutejsza, w ogromnym stopniu endemiczna, fauna przez dziesiątki milionów lat ewoluowała bez obecności lądowych ssaków drapieżnych, więc nie potrafi się przed nimi bronić. Zresztą kłopotem są nie tylko koty, ale również inne inwazyjne na Nowej Zelandii gatunki: zdziczałe psy domowe oraz sztucznie wprowadzone zwierzęta dzikie, takie jak szczur śniady czy kitanka lisia.

Zdziczały kot domowy w Otago w Nowej Zelandii.ShutterstockZdziczały kot domowy w Otago w Nowej Zelandii.

Wszystko to sprawia, że w Nowej Zelandii kot jest tematem politycznym. W listopadzie 2025 r. rząd włączył Felis catus do listy celów strategii „Predator Free 2050”, która zakłada usunięcie do tego roku z Nowej Zelandii inwazyjnych ssaków drapieżnych. Takie plany były już kilka lat wcześniej, ale napotykały opór organizacji prawno-zwierzęcych oraz części społeczeństwa. Jednocześnie środowiska przyrodnicze i ekologiczne krytykowały państwo za brak zdecydowania w tej sprawie. W 2025 r. rząd przeprowadził konsultacje społeczne, w których aż 90 proc. uczestników opowiedziało się jednak za objęciem strategią również kotów. To oczywiście nie oznacza, że wszystkie te zwierzęta mają zostać zabite. Te żyjące w domach mogą czuć się bezpiecznie – usuwane są tylko osobniki zdziczałe.

Mordercza inteligencja

Na poziomie lokalnym akcje likwidacyjne były już realizowane. Jedna z nich wzbudziła ostre kontrowersje. W 2023 r. organizatorzy zawodów myśliwskich North Canterbury Hunting Competition wpadli na pomysł, by w ramach konkursu łowieckiego wydzielić kategorię dziecięcą – dla uczestników do 14. roku życia. Najmłodsi konkurowaliby w niej o to, kto zabije najwięcej kotów. Zwycięzca miał dostać 250 dol. nowozelandzkich, dziecięcy motocykl terenowy marki Honda oraz tytuł Junior Hunter. Nie dostał jednak – zaprotestowały organizacje prozwierzęce, o sprawie szeroko informowały nie tylko nowozelandzkie media, i to w tonie zdecydowanie krytycznym. Ostatecznie z konkursu dla dzieci zrezygnowano i do zdziczałych kotów strzelali tylko dorośli (ubili łącznie 240 osobników). W kolejnych latach w ramach North Canterbury Hunting Competition dzieci mogły jedynie rozstawiać żywołapki i sprawdzać, czy nie złapał się w nie jakiś mruczek.

Taryfy ulgowej zdziczałym kotom nie daje również Australia, która ma z nimi problem podobny jak Nowa Zelandia. Efektem rządowego planu z lat 2015–20 była śmierć 1 mln zdziczałych kotów. Prawdopodobnie, bo wszystkich ofiar się nie doliczono: główną metodą było zrzucanie trutki z helikopterów, więc nie jest jasne, ile zwierząt ją zjadło. Zabójczy posiłek został przygotowany specjalnie na tę akcję przez weterynarza Dave’a Algara, którego nieżyczliwi zaczęli nazywać Doktorem Śmiercią. Zawierał mięso kangura, tłuszcz z kurczaka, zioła oraz toksynę 1080, czyli fluorooctan sodu. Duża część rodzimych australijskich zwierząt jest na nią odporna, więc jej użycie uznano za względnie bezpieczne, choć nie do końca selektywne, bo „kiełbaska” była groźna np. również dla psów dingo. Z tego powodu później chętnie stosowano inną trutkę, PAPP. W tym przypadku toksyna była zamknięta w twardej kapsułce. Zauważono, że część rodzimych zwierząt raczej rozgryza smaczną dla nich przynętę i zjada mięso, a samą kapsułkę zostawia w spokoju. Natomiast koty połykały całość, a otoczka toksyny rozpuszczała się w żołądku.

Jednak chyba najbardziej zaawansowanym wytworem antykociej morderczej technologii jest Felixer, opracowany przez firmę Thylation. To urządzenie w kształcie skrzynki, które dzięki AI rozpoznaje kota, a następnie spryskuje go toksycznym żelem. Kot zaczyna się wylizywać i po kilku godzinach jest martwy. Felixer zasila energia słoneczna, trzeba tylko uzupełniać naboje z trutką.

Problem globalny

Dla kogoś mieszkającego w Polsce takie metody byłyby trudne do zaakceptowania. Trzeba jednak wziąć pod uwagę to, że unikatowa przyroda obydwu krajów w ogromnym stopniu ucierpiała – i cierpi nadal – przez kota (ale też inne gatunki inwazyjne).

Oczywiście problem inwazyjności kota nie dotyczy tylko Nowej Zelandii, Australii czy w ogóle Oceanii. Jest globalny. Przykładowo ofiarą tych zabójców jest Conolophus marthae. Ta krytycznie zagrożona jaszczurka nie ma polskiej nazwy gatunkowej, ale po tłumaczeniu z angielskiego mogłaby ona – nieco barokowo – brzmieć: różowy legwan lądowy z Galapagos (ang. Galápagos pink land iguana). Gad ten przez Międzynarodową Unię Ochrony Przyrody (IUCN) jest kwalifikowany jako krytycznie zagrożony: ostało się ok. 200 osobników, żyją tylko na jednej wyspie archipelagu – Isabela. Podczas badań prowadzonych w 2022 r. fotopułapki wykryły, że w młodych, dopiero co wyklutych z jaj jaszczurkach gustują właśnie koty.

Inwazyjność tych zwierząt jest też dokuczliwa w miastach. W 2022 r. w „Biological Invasions” ukazał się artykuł przedstawiający wyniki badania w meksykańskim Xalapa. Wzięło w nich udział 120 kotów tzw. wychodzących z 44 domów, ich opiekunów poproszono, by przez trzy miesiące zbierali upolowane przez nie ofiary. Różnorodność okazała się bardzo duża: 88 gadów, 57 bezkręgowców, 44 płazy, 38 ptaków i 19 ssaków. Łącznie: 246 ofiar.

Koty domowe wychodzące z domów na ulicach Cancun w Meksyku.ShutterstockKoty domowe wychodzące z domów na ulicach Cancun w Meksyku.

A jak sytuacja wygląda w Polsce? W styczniu 2019 r. w „Global Ecology and Conservation” ukazało się badanie dr Dagny Krauze-Gryz z Uniwersytetu Warszawskiego, dr. Jakuba Gryza z Instytutu Badawczego Leśnictwa i dr. Michała Żmihorskiego z Instytutu Biologii Ssaków PAN (dziś wszyscy są profesorami) dotyczące kotów wiejskich. Naukowcy oszacowali, że mogą one zabijać i zjadać rocznie nawet 631 mln ssaków i niemal 144 mln ptaków. „Wiadomo było, że koty zabijają dużo, ale prezentowane przez nas estymacje nawet nas zaskakują. Zawsze w takich sytuacjach jest problem z precyzją oszacowań, ale dane, które mamy, wskazują na takie właśnie liczby” – komentował wtedy w rozmowie z PAP Michał Żmihorski.

Publikacja badania spowodowała duży ferment w środowisku miłośników kotów. Podobnie było w czerwcu 2022 r., gdy Instytut Ochrony Przyrody PAN umieścił Felis catus w bazie gatunków obcych, kwalifikując go właśnie jako inwazyjny. Trzeba jednak podkreślić, że ten wpis nie powoduje żadnych skutków prawnych: kot domowy nie znajduje się ani na polskiej, ani na unijnej liście inwazyjnych gatunków obcych. Znalazł się jednak w gronie 100 najgroźniejszych gatunków inwazyjnych świata, zidentyfikowanych przez Grupę Specjalistów ds. Gatunków Inwazyjnych (ISSG) przy Międzynarodowej Unii Ochrony Przyrody (IUCN).

Kot domowy na ulicy w Warszawie.ShutterstockKot domowy na ulicy w Warszawie.

Ostatnie życie

Mimo wszystko zabijanie tych zwierząt z powodu ich inwazyjności budzi sprzeciw nawet tam, gdzie dały się naprawdę we znaki lokalnej przyrodzie. I nic w tym dziwnego. Kot nie jest inwazyjny sam z siebie – to ludzie wprowadzili go w ekosystemy, które nie były na niego gotowe, tak jak inne gatunki inwazyjne. Cenę za to płaci swoim życiem właśnie on – i w tym jest ewidentna dwuznaczność moralna.

Niestety, trudno sobie wyobrazić, by w Australii czy Nowej Zelandii, gdzie zdziczałe koty liczy się w milionach, a straty w rodzimych i coraz rzadszych, często unikatowych w skali globu, gatunkach rosną, dało się tego uniknąć. Oczywiście można by z tego zrezygnować, ale w tym przypadku nie ma takiego wyboru, przy którym udałoby się nie ubrudzić sobie rąk. Gdyby Nine Lives nie złapano i nie zastrzelono, dalej wyjadałby pāteke.

Rodzina dzikich kotów domowych w Shimabara w Japonii.ShutterstockRodzina dzikich kotów domowych w Shimabara w Japonii.

Dlatego – na co zwracają uwagę zarówno przyrodnicy, jak i ruchy prozwierzęce – ważne jest, by koty zostawały w domach. Wbrew opowieściom o tym, że potrzebują wolności, na zewnątrz – szczególnie w mieście – są w niebezpieczeństwie: mogą wpaść pod samochód, zostać zagryzione przez psy czy zjeść coś trującego. Wskazana jest także sterylizacja kotów, żeby w przypadku ucieczki lub np. utraty opiekuna nie rozmnażały się jako bezdomne, bo ich potomstwo będzie już zasilało grono zwierząt zdziczałych. Niedawne badania dają też nadzieję, że po odpowiednio przeprowadzonym procesie adaptacyjnym nawet feral cat może się odnaleźć w azylu lub w domu i tam spędzić resztę swojego życia.

Nine Lives został wypchany i zakonserwowany przez taksydermistę. Będzie wykorzystywany do edukacji na temat szkód wyrządzonych dzikiej przyrodzie przez koty. Być może w ten sposób dostał jeszcze jedno, dziesiąte życie.

Reklama