Karol Jałochowski / pulsar
Struktura

Frank Wilczek dostaje Duchowego Nobla

Od pół wieku Nagroda Templetona jest źródłem nieustających kontrowersji. Wśród jej laureatów są i święci, i uczeni. Zasłużeni mniej i bardziej. Fizyk Frank Wilczek należy do tych ostatnich. A przy tym uprawia dywersję na tyłach.

Są prezenty, które mogą sprawić więcej kłopotu niż pożytku. Nagrody też. Z naukowym Noblem sprawa jest prosta. To splendor w postaci czystej, zwykle niezakłóconej kontrowersjami. Liczy się stosunkowo dobrze mierzalne meritum, czyli dorobek naukowy. Nieco inaczej jest z Noblem literackim i pokojowym. Ten bywa zaczynem niejednej dyskusji.

Jeszcze gorzej jest z nagrodą Templetona. Jej pomysłodawca oraz dawca budżetu fundacji, czyli Sir John Templeton, postanowił honorować postaci szczególnie zasłużone w „eksplorowaniu najgłębszych pytań o Wszechświat”, o miejsce ludzkiego gatunku i rolę, jaką ten drugi odgrywa w tym pierwszym. Był przekonany, że Nobel nie dostrzega duchowej warstwy ludzkiego uczestnictwa w świecie i postanowił ten brak wypełnić nagrodą, której wartość pieniężna przekracza norweskie wyróżnienie.

Wśród laureatów są i święci, i uczeni. Są osoby o niezaprzeczalnym i niekwestionowanym dorobku, takie jak brytyjski astronom Martin Rees czy amerykański fizyk Freeman Dyson. Są postaci, które mogą uchodzić za wzory do naśladowania, jak Dalai Lama czy południowoafrykański biskup Desmond Tutu. Są naukowcy, którzy łączą porządki zdaniem innych rozłączne – jak fizyk i pastor brytyjski John Polkinghorne. Są też jednostki dalece kontrowersyjne, jak Matka Teresa z Kalkuty, którą świętej pamięci Christopher Hitchens określał mianem „fanatyczki, fundamentalistki i oszustki”.

Dziś nagrodę Templetona otrzymuje Frank Wilczek, wyśmienity fizyk amerykański, noblista z 2004 r., zakotwiczony zawodowo w Massachusetts Institute of Technology. Zasłynął już we wczesnej młodości, dając ogromny wkład w teoretyczną wiedzę na temat procesów zachodzących we wnętrzach jąder atomowych. Konkretniej – wespół z Davidem Grossem i Hugh Politzerem przewidział, jak oddziałują ze sobą kwarki (tzw. swoboda asymptotyczna w chromodynamice kwantowej). Od tamtego czasu ten urodzony w 1951 r. pół-Polak pozostaje niewyczerpanym źródłem oryginalnych pomysłów, i to w tych rejonach fizyki, które są najciemniejsze – także dosłownie (ciemna materia).

Co ujęło nagrododawców w Wilczku? Na pewno chęć utożsamiania piękna z prawdą. Amerykanin wielokrotnie, także w znakomitych książkach, których napisał kilka, dawał dowód przekonaniu, że matematyczna prostota lub harmonia równań opisujących zjawisko fizyczne jest mocnym sygnałem ich poprawności. „Kiedy gram na fortepianie i wsłuchuję się w strukturę muzyki, by ją zrozumieć, mam bardzo podobne wrażenie jak wtedy, gdy bawię się równaniami, starając się pojąć istotę zjawiska” – mówił mi w roku 2007, kiedy odwiedzał Warszawę (rozmowa ukazała się w tygodniku POLITYKA).

Mówił też: „Formułowanie równań tylko na podstawie wyników doświadczeń, bardzo zresztą skomplikowanych, było niezwykle trudne. Okazało się, że łatwiej postąpić na opak, założyć, że zjawiska mają charakter symetryczny, i sprawdzić, czy to prawda. I to podejście okazało się fantastycznie skuteczne! To wielki dar dla fizyków. Potężne narzędzie, ponieważ pozwala otrzymywać wiele treści ze stosunkowo prostych równań. Zadziwiające, ale natura zdaje się z nami współpracować!”. Do tej pory takie podejście w nauce się sprawdzało.

Przede wszystkim prawdopodobnie skupił Wilczek na sobie uwagę Fundacji Templetona refleksjami o naturze boga. Mawiał i pisywał o tym, jak to uprawiając naukę poznajemy umysł istoty wyższej. Ale wszystko wskazuje na to, że bardziej chodziło mu o boga Spinozy, a jeszcze bardziej o boga Einsteina, dla którego była to tylko wspaniała, bogata w tradycje, użyteczna figura retoryczna. „Im jestem starszy, tym bardziej cenię punkt widzenia, który zakłada, że ten sam rodzaj psychologicznej satysfakcji, którą ludzie czerpią z konwencjonalnej religii, można mieć z lepszego zrozumienia rzeczywistości. Im dogłębniej ją znamy, tym więcej odkrywamy w niej niespodzianek, tym więcej wzorów dostrzegamy. Wszechświat to dzieło zasługujące na najwyższy szacunek” – mówił fizyk w 2007 r.

Choć urodzony i wychowany jako katolik, w wieku nastoletnim Wilczek doznał „odwrócenia” – i pozostaje dziś na pozycjach agnostyczno-panteistycznych. O religii zaś wypowiada się w sposób łagodny, uznając ją za komplementarny dla nauki sposób rozumienia rzeczy. O ile tylko mówimy o jednostce ludzkiej, a nie nauce jako systemie generowania wiedzy.

Ciężar nagrody Templetona pięknie udźwignął profesor Michał Heller, polski duchowny, fizyk, filozof, astronom. Ponad półtora miliona dolarów (w roku 2008) przeznaczył na stworzenie Centrum Kopernika Badań Interdyscyplinarnych UJ, znakomitej instytucji naukowej i edukacyjnej, bez której trudno sobie dziś wyobrazić nie tylko Kraków.

Poznasz laureata po efektach nagrody.

Reklama

Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną