Pulsar - wyjątkowy portal naukowy. Pulsar - wyjątkowy portal naukowy. Shutterstock
Struktura

Ciemna strona ukochanego owocu klasy średniej

Za uprawami awokado kryją się ogromne pieniądze, a co za tym idzie – tysiące zabitych i degradacja środowiska naturalnego.

Tancítaro to niespełna 30-tysięczne miasto w stanie Michoacán w południowo-zachodnim Meksyku. Znajduje się tu największe skupisko plantacji awokado na świecie. 6 kwietnia 2018 r. zorganizowano z tej okazji piknik, na którym pobito światowy rekord Guinnessa w przygotowaniu największej porcji guacamole. Tytuł rekordzisty zapewniła porcja ważąca 3788 kg. Ale to nie z tego powodu Tancítaro jest na ustach działaczy humanitarnych z całego świata, a nazwa miasta często pojawia się w prasie. Drogi dojazdowe w okolicy patrolowane są przez uzbrojone i zamaskowane oddziały wyposażone w karabiny maszynowe i kamizelki kuloodporne. Dodatkowo co kilka kilometrów ulokowano punkty kontrolne, przez miejscowych nazywane filtros, które sprawdzają przejeżdżające auta. Większość uzbrojonych mężczyzn stanowią lokalni farmerzy, którzy nie mogąc się doczekać ochrony państwa przed kartelami, sami postanowili zadbać o bezpieczeństwo własne i swoich upraw. Kilka lat temu samozwańczym jednostkom samoobrony udało się odbić miasto z rąk gangsterów, a Tancítaro to dziś bezpieczna wyspa, na której panuje względny spokój. Ale tylko w obrębie granic strzeżonych przez ochroniarzy.

Powodem zamieszania i konfliktu jest awokado. Mało kto zdaje sobie sprawę, że ten niepozorny owoc, którym zajada się klasa średnia całego świata, ma swoją ciemną stronę. Za uprawami smaczliwki, jak nazywane jest też awokado w Polsce, kryją się ogromne pieniądze, a co za tym idzie – tysiące zabitych i degradacja środowiska naturalnego.

Pracownicy przebierają awokado na taśmie produkcyjnej fabryki Frutas Finas w Tancítaro. Stamtąd pochodzi połowa wszystkich owoców produkowanych w Meksyku.IndigoPracownicy przebierają awokado na taśmie produkcyjnej fabryki Frutas Finas w Tancítaro. Stamtąd pochodzi połowa wszystkich owoców produkowanych w Meksyku.

Zielone szaleństwo

Historia popularności awokado to doskonały przykład dobrze zorganizowanej kampanii marketingowej, która z lokalnego owocu, w zasadzie bez żadnego konkretnego smaku, uczyniła obiekt pożądania ambitnych gospodyń domowych i ceniących się szefów kuchni. Nazywane jest superżywnością i przypisuje się mu dużą zawartość zdrowych tłuszczów, witamin, potasu, antyoksydantów i błonnika. Ma obniżać poziom cholesterolu, zmniejszać objawy artretyzmu, a nawet uchronić przed rakiem. Owoc stał się elementem stylu życia, wyznacznikiem statusu i klasowości. W ciągu ostatnich dwóch dekad został jednym z najpowszechniejszych i najbardziej pożądanych produktów na Zachodzie.

Choć awokado było składnikiem diety ludności Ameryki Południowej już 10 tys. lat p.n.e., na europejskie stoły trafiło wraz z kukurydzą, ziemniakami, fasolą czy orzechami w dobie „odkryć Nowego Świata”. Pierwszym Europejczykiem, który posmakował awokado, był Martín Fernández de Enciso. W 1519 r. opisał je w książce „Suma de geografía”. Owoc porównał do pomarańczy, która w momencie pełnej dojrzałości zmienia kolor na żółty. Smak określił jako maślany i cudowny. Historyk Gonzalo Fernández de Oviedo y Valdés 7 lat później stwierdził z kolei, że awokado jest znakomite w połączeniu z serem.

W XIX w. popularność awokado rosła, a wraz z nią liczba plantacji. W tym czasie powstały pierwsze uprawy na wzgórzach Kalifornii, choć owoc ten w Ameryce Północnej zaczął być powszechny dopiero w XX w. Z tym okresem wiąże się ciekawa historia, bo awokado nazywano wówczas gruszką aligatora. W 1927 r. miejscowa giełda producentów poskarżyła się, że skojarzenie z budzącym postrach bagiennym gadem rujnuje biznes. Zaczęto więc naciskać na zmianę nazwy owocu. Padło na bardziej egzotyczne i mniej groźne „awokado”. Słowo wywodzi się od azteckiego ahuacacuahatl, co oznacza… drzewo z jądrami. Mimo jednoznacznych skojarzeń nazwa się przyjęła.

Po rozwiązaniu problemu nazewnictwa branża stanęła przed kolejnym wyzwaniem. Jak zachęcić ludzi do jedzenia owocu, który nie ma określonego smaku? Nie jest przecież ani słodki, ani słony, ani kwaśny? Z pomocą przyszedł marketing. W pierwszej połowie XX w. Amerykanie popyt na awokado zaspokajali niemal wyłącznie krajową produkcją. Roślinę, która wymaga szczególnej troski i wyrafinowanych warunków klimatycznych, uprawiano jedynie na południu USA i tylko w cieplejszych miesiącach roku. Był to więc owoc sezonowy, co wpływało na jego cenę. Nie każdy mógł sobie pozwolić na dodawanie awokado do codziennej diety. Firmy marketingowe wykorzystały to, czyniąc z gruszki aligatora produkt luksusowy, nieodłączny składnik ekskluzywnych sałatek i wykwintnych dań. „Arystokracja pośród owoców” – brzmiało popularne wówczas hasło promujące awokado. Przepisy sugerowały, że najlepiej smakuje ono w połączeniu z homarem.

W latach 80. branża powołała do życia Kalifornijską Komisję ds. Awokado, której zadaniem była ochrona wizerunku owocu. W jej ramach utworzono komitet zrzeszający ekspertów ds. żywienia z całego kraju. Chodziło o przygotowywanie i popularyzowanie badań, które promowałyby zdrowotne właściwości awokado. W raportach i kampaniach podkreślano, że owszem, owoc jest bogaty w tłuszcze, ale te zdrowe, nienasycone, obniżające cholesterol. To jednocześnie cenne źródło wielu witamin i błonnika – wskazywano. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Do 1985 r. liczba pól w Kalifornii obsadzonych awokado zwiększyła się niemal czterokrotnie. Wartość plonów wystrzeliła z 25 mln do 162 mln dol. rocznie.

Sadzonki drzewek awokado, które trafią na plantację.ShutterstockSadzonki drzewek awokado, które trafią na plantację.

Rząd Stanów Zjednoczonych chronił początkowo lokalny rynek przed napływem owoców od południowych sąsiadów, ale popyt na nie rósł w takim tempie, że krajowe zasoby przestały wystarczać. W 1993 r. USA, Kanada i Meksyk podpisały Północnoamerykański Układ o Wolnym Handlu (NAFTA). W ten sposób sprzedaż awokado w ciągu następnych lat wystrzeliła kilkukrotnie. Tylko w latach 2001–2018 średnia roczna konsumpcja Amerykanów podniosła się z 1 kg na osobę do prawie 3,5 kg. Rocznie sprowadza się tam prawie 900 tys. tych owoców, a wszelkie rekordy bije pod tym względem coroczny finał Super Bowl. Finałowy mecz o mistrzostwo w futbolu amerykańskim to nie tylko sportowe widowisko, ale także swoista narodowa uczta, podczas której Amerykanie pochłaniają średnio 1,5 mld skrzydełek z kurczaka, kilkanaście milionów sztuk pizzy i blisko 6 tys. t awokado, głównie w formie kremowego sosu do chipsów. To 7% rocznej konsumpcji tego owocu w USA. Stany Zjednoczone są dziś niemal całkowicie zależne od owoców z Meksyku, skąd pochodzi 75% awokado spożywanych w tym kraju.

Zresztą nie tylko Amerykanie oszaleli na punkcie zielonego owocu, a skala konsumpcji w XXI w. zaczęła bić wszelkie rekordy. Na całym świecie rocznie spożywa się blisko 5 mld sztuk. Rosjanie, którzy niecałe 20 lat temu sprowadzali je do siebie w liczbie 700 t rocznie, dzisiaj kupują ich aż 19 tys. t. Chiny, choć nie znały tego owocu jeszcze w 2001 r., dziś importują 32 tys. t na rok. Tego typu przykłady można mnożyć. Niestety, ktoś płaci za to wysoką cenę.

Wykonane dronem zdjęcie lotnicze przedstawia dotkniętą suszą dolinę obok plantacji awokado w gminie Petorca w Valparaiso, Chile (1 kwietnia 2021).EFE/ForumWykonane dronem zdjęcie lotnicze przedstawia dotkniętą suszą dolinę obok plantacji awokado w gminie Petorca w Valparaiso, Chile (1 kwietnia 2021).

Pod lufami karabinów

Awokado uprawiają plantatorzy z Izraela, RPA, Hiszpanii, Peru, Chile czy Kenii, ale to Meksyk jest prawdziwym potentatem w tej dziedzinie. Kraj ten dostarcza ok. 1,8 mln t owoców rocznie, odpowiadając za blisko połowę światowej produkcji. Z tego 80% awokado pochodzi ze stanu Michoacán. Zróżnicowana topografia tej części świata, żyzna wulkaniczna gleba i wyżynne tereny w połączeniu z ciepłym klimatem sprzyjają uprawie owocu prawie przez cały rok. Pomaga tu także standaryzacja działań, której dokonano na przełomie lat 80. i 90., dzięki czemu znacząco podniosła się jakość produktu. Niestety ponad 3 mld dol., jakie Meksyk rocznie zarabia na eksporcie awokado, szybko stały się celem karteli mafijnych.

Tak się złożyło, że NAFTA otworzyła drzwi meksykańskiemu awokado w momencie trudnym dla tego kraju. Ceny narkotyków na międzynarodowym rynku zaczęły spadać, a władze Meksyku rozpoczęły ofensywę przeciwko zorganizowanej przestępczości. Kartele, które do tej pory zarabiały na handlu kokainą, zaczęły się rozpadać i dzielić na mniejsze gangi, nieustannie prowadzące ze sobą wojny. Najgroźniejszą grupę stanowił gang Los Zetas, złożony z byłych żołnierzy i komandosów elitarnych oddziałów. Bandyci słynęli z makabrycznych zbrodni, czyniąc z nich swego rodzaju widowisko. Zdekapitowane lub poćwiartowane ciała swoich ofiar wystawiali na widok publiczny, porzucając je na ulicach lub wieszając na mostach. Władze Stanów Zjednoczonych uznały Los Zetas za najbrutalniejszy i najlepiej uzbrojony kartel na świecie.

Gangsterzy przekupywali urzędników, by zdobyć nazwiska i adresy najmajętniejszych plantatorów. Wymuszenia i haracze szybko stały się codziennością. Bandyci żądali 60–100 dol. haraczu od każdego hektara upraw, każąc sobie dodatkowo płacić za każdy sprzedany kilogram owoców. Opłaty pobierali także od firm odpowiedzialnych za pakowanie i transport awokado oraz od agencji wynajmujących robotników do pracy w sadach. Haracz egzekwowali groźbami i przemocą. Niekiedy przejmowali ziemię rolników lub konfiskowali ich zbiory. Miejscowa ludność żyła w ciągłym strachu. Ludzie przepadali bez śladu. Napaści, gwałty i zabójstwa zdarzały się codziennie. Każdy zastanawiał się, kto będzie następny. Awokado zaczęto nazywać aguacate del diablo, czyli owocem diabła. Meksykańskie władze szacują, że bandyci zarabiali w ten sposób rocznie nawet 150 mln dol.

Członkowie grupy samoobrony Pueblos Unidos pełniący wartę w ochronie plantacji awokado (8 lipca 2021)AFP/East NewsCzłonkowie grupy samoobrony Pueblos Unidos pełniący wartę w ochronie plantacji awokado (8 lipca 2021)

W obliczu bezczynności władz stanowych i federalnych obywatele postanowili wziąć sprawy w swoje ręce i sami bronić się przed gangsterami. Tak jak w Tancítaro, gdzie każdego dnia z taśm produkcyjnych zjeżdża blisko milion owoców. Ta górzysta miejscowość, położona w zachodniej części Michoacánu, nazywana jest światową stolicą awokado. Produkuje go tyle, że wystarczyłoby do zaspokojenia popytu 40-milionowej Kalifornii. W sierpniu 2020 r. rolnicy zorganizowali ruch samoobrony o nazwie Pueblos Unidos, mający odpierać ataki bandytów. Strażnikami są lokalni mieszkańcy, którzy wcześniej nie umieli nawet strzelać. Teraz spędzają czas na ćwiczeniach z obsługi broni zamiast na polu. Bogatsi opłacają prywatną policję, by kartele trzymały się z dala. To walka nierówna, bo gangsterzy nie mają żadnych zasad i uciekają się do najpodlejszych i najbardziej odrażających zbrodni, byleby złamać ducha rolników. Od kilku lat awokado zaczęło nasiąkać krwią niczym afrykańskie diamenty, wydobywane nielegalnie pod lufami karabinów, i nie zapowiada się, by miałoby się cokolwiek zmienić.

Woda na wagę złota

Szkód wyrządzanych przez hodowlę zielonych owoców jest więcej. Wysoką cenę za modę na awokado płacą nie tylko mieszkańcy Meksyku, ale i tamtejsze lasy, masowo wycinane pod uprawę. By ominąć prawo, lasy są podpalane, bo według obowiązujących w Meksyku przepisów obszar leśny, który spłonął, może zostać wykorzystany do celów rolnych. I nie ma znaczenia, w jakich okolicznościach doszło do pożaru. Efekt jest taki, że w samym tylko stanie Michoacán każdego roku w sady przekształca się 20 tys. hektarów lasów, z czego 40% to plantacje awokado. To mniej więcej tyle, ile liczy łączna powierzchnia 11 tys. boisk do piłki nożnej. W całym Meksyku problem jest jeszcze większy: w ciągu 5 lat wycięto 170 tys. hektarów lasów. To oficjalne dane, prawdziwa skala problemu może być jeszcze większa.

Masowa deforestacja Meksyku pociąga za sobą szereg ekologicznych skutków. Na przykład ofiarami tego są motyle z gatunku Danaus plexippus, zwane popularnie monarchami. Każdego roku miliony tych owadów migrują z Ameryki Północnej do środkowego Meksyku, by w miejscowych lasach przeczekać zimę. Podczas podróży pokonują nawet 3 tys. km. Ich naturalny kompas w trakcie wędrówek stanowi światło słoneczne, a dokładnie – kąt jego padania. Z powodu działalności meksykańskich plantatorów, którzy niszczą ich siedliska, te niezwykłe owady znikają z powierzchni Ziemi. Sytuacja jest na tyle poważna, że pod koniec lipca 2022 r. Międzynarodowa Unia Ochrony Przyrody (International Union for Conservation of Nature, IUCN) uznała monarchy w tej części świata za gatunek zagrożony wyginięciem.

Rezerwat motyli zwanych monarchami w Michoacán (Meksyk). Organizacje i działacze społeczni robią wszystko, by ratować ten gatunek przed wyginięciem.ShutterstockRezerwat motyli zwanych monarchami w Michoacán (Meksyk). Organizacje i działacze społeczni robią wszystko, by ratować ten gatunek przed wyginięciem.

Zabójcze dla meksykańskiej przyrody są także stosowane przy uprawie awokado pestycydy, w Europie zakazane ze względu na ich szkodliwość dla zdrowia. Substancje te trafiają do wód gruntowych, a także potoków, rzek i jezior. Największy problem z wodą mają jednak obywatele Chile, innego wielkiego eksportera awokado, a sytuacji nie poprawia tamtejsze prawo. W 1981 r. za rządów Augusta Pinocheta sprywatyzowano tam źródła wody. Zgodnie z ustawą prawo do wody jest regulowane przez oddzielne prawo własności, dlatego właściciele plantacji awokado mogą pobierać wodę z rzek, przyczyniając się do ich wysuszenia. Państwo przyznaje bezterminowe koncesje na pobór wody z jeziora, rzeki czy wód gruntowych, które można następnie sprzedać na wolnym rynku. Co istotne, własność ziemi jest w Chile oddzielona od własności wody. Można zatem kupić działkę bez prawa własności do wody na niej, bo ta należy np. do właściciela plantacji w okolicy. A wody w tym przypadku potrzeba naprawdę dużo.

Do wyprodukowania kilograma awokado zużywa się ok. 237 l wody, a do nawodnienia jednego hektara upraw potrzeba aż 100 tys. l dziennie. Prowincja Petorca, leżąca w centralnym regionie kraju, skupiła się właściwie tylko na tej działalności – stąd pochodzi 60% chilijskich owoców – pola ziemniaków i pomidorów stopniowo znikają. Sady są nawadniane kosztem przyrody i ignorowania podstawowych potrzeb życiowych mieszkańców. Do prywatnych gospodarstw woda dowożona jest cysternami. – Nasza dolina była idealnym miejscem do uprawy awokado z uwagi na niski poziom wilgotności, który sprawia, że rosnące tu owoce są doskonałe. Zabrakło jednak wystarczających regulacji, więc plantatorzy – w tym duże firmy – zaczęli sadzić je bez opamiętania, brutalnie niszcząc miejscowy ekosystem. „Zielone złoto” dla naszej doliny stało się koszmarem. Straciliśmy lokalne rolnictwo, strumienie i rzeki – opowiadał w rozmowie z Agencją Reutera burmistrz Petorki Gustavo Valdenegro.

Odpowiedzialna konsumpcja

Czy to oznacza, że powinniśmy zacząć bojkotować awokado i całkowicie przestać je jeść? Wiele organizacji tak robi. W Wielkiej Brytanii coraz więcej restauracji wyrzuca je ze swojego menu, nie chcąc przyczyniać się do degradacji środowiska naturalnego. Takie kroki podjęły m.in. lokale Wild Strawbery z Buckinghamshire, Tinan Coffee Co z Bristolu czy londyński Firedog, który reklamuje się jako „strefa wolna od awokado”. Jeden z najbardziej znanych irlandzkich szefów kuchni JP McMahon uważa, że awokado to krwawe diamenty Meksyku i wszystkie restauracje powinny natychmiast zaprzestać ich zamawiania i serwowania klientom.

Konsumpcja awokado z Meksyku i Chile jest jednoznacznie nieetyczna. Poza tym w przeciwieństwie do Meksykanów mamy mnóstwo jego substytutów – owoców i warzyw tak samo zdrowych i bogatych w witaminy czy antyoksydanty (wśród polskich produktów bardzo podobne właściwości mają kasza jaglana, jarmuż czy kiszona kapusta). Nie musimy jednak całkiem rezygnować z awokado – warto po prostu konsumować je świadomie. Na poziomie makro pewne działania podejmują państwa, jak choćby Stany Zjednoczone, które już kilka razy wstrzymały czasowo import tych owoców z Meksyku, bo tamtejsze władze nie radzą sobie z kartelami. Ostatni raz w lutym 2022 r., kiedy pod adresem amerykańskich inspektorów gangsterzy zaczęli kierować anonimowe groźby. Inspektorzy odgrywają kluczową rolę we współpracy z Meksykiem, gdyż kontrolują każdy etap produkcji i dostawy owoców.

Najwięksi producenci awokado.Najwięksi producenci awokado.

Na poziomie konsumenckim wybierajmy mądrze i zamiast awokado importowanego z Ameryki Południowej wybierajmy te produkowane bliżej, np. w Hiszpanii czy Turcji. Kupując owoce z terenu Unii Europejskiej, dodatkowo mamy pewność, że w ich uprawie nie zostały zastosowane żadne nielegalne pestycydy, a i warunki pracy zbieraczy były godne. W Polsce nie ułatwia nam świadomych wyborów fakt, że wiele supermarketów nie podaje kraju pochodzenia awokado. Takie strategie sprawiają, że etyczna i odpowiedzialna konsumpcja jest niełatwa, ale nie niemożliwa. Wybierajmy produkty oznaczone logo Fairtrade, które zaczęło certyfikować awokado w 2010 r., starając się sprostać wyzwaniom związanym z prawami pracowniczymi i ochroną środowiska. Obecnie istnieje 16 spółdzielni sprzedających awokado na zasadach Fairtrade – m.in. w Peru, Meksyku, Kenii, Brazylii, Sri Lance, RPA, Kolumbii i Indiach. W latach 2019–2020 całkowita produkcja awokado w ramach tego zrzeszenia wzrosła o 42%, a w 2020 r. jego sprzedaż wygenerowała 200 tys. dol. premii dla rolników.

Wiedza i Życie 10/2023 (1066) z dnia 01.10.2023; Społeczeństwo; s. 52
Oryginalny tytuł tekstu: "Owoc diabła"

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną