The New South Wales State Archives / Wikipedia
Człowiek

Pandemia się skończy, kiedy będziemy chcieli

Skąd dokładnie będziemy wiedzieć, że pandemia COVID-19 jest już przeszłością? Okazuje się, że odpowiedzi trzeba szukać raczej w socjologii niż epidemiologii.

11 marca minęła druga rocznica ogłoszenia przez Światową Organizację Zdrowia pandemii i wydaje się, że znajdujemy się w punkcie zwrotnym. W dużej części świata obserwuje się stały spadek liczby zgonów, a znaczny odsetek ludzi ma – uzyskaną w wyniku zakażenia lub szczepienia – pewną odporność na wywołującego chorobę wirusa SARS-CoV-2.

The Centers for Disease Control and Prevention (CDC) opublikowało nowe wskaźniki ryzyka, które sugerują, że w wielu częściach Stanów Zjednoczonych ludzie nie muszą już nosić maseczek. Burmistrzowie, gubernatorzy i inni urzędnicy – chcąc wrócić do normalności – znoszą ten obowiązek i nie nawołują do szczepień tak energicznie, jak wcześniej. Wiele osób nabiera przekonania, że ostrą fazę pandemii mamy już za sobą.

Pandemia kończy się, kiedy ludzie przestają zwracać na nią uwagę

„Uważam, że pandemie kończą się częściowo dlatego, że ludzie ogłaszają ich koniec” – mówi prof. Marion Dorsey, historyczka z University of New Hampshire, która bada przeszłe pandemie, w tym tę grypy „hiszpanki” z 1918 roku. Oczywiście – zauważa – nie bez znaczenia jest tu czynnik epidemiologiczny, czyli moment, w którym właśnie się znajdujemy: wirus nadal jest obecny, ale nie powoduje już dużej liczby ciężkich zachorowań i zgonów. Przechodzimy od choroby pandemicznej do endemicznej. Badaczka wskazuje jednak, że to, kiedy nastąpi owo przejście, zależy w dużej mierze od ludzkich zachowań.

„Ludzie wchodzący do sklepów bez masek lub po prostu dla przyjemności sygnalizują pogląd, iż pandemia się zmniejsza, a nawet kończy” – mówi prof. Dorsey. I nie ma tu znaczenia żadne oficjalne stanowisko w tej sprawie: „Nie sądzę, aby cokolwiek miało znaczenie, dopóki jako społeczeństwo (...) nie uznamy, że ma”.

Do podobnego wniosku doszedł historyk John M. Barry, autor jednej z najbardziej wnikliwych kronik pandemii z 1918 r. „The Great Influenza: The Story of the Deadliest Pandemic in History” („Wielka grypa. Opowieść o najbardziej śmiercionośnej pandemii w historii”). „Pandemia kończy się, kiedy ludzie przestają zwracać na nią uwagę” – mówi.

Reszta zależy od zjadliwości wirusa oraz dostępności szczepionek i leków. „W przypadku COVID jesteśmy prawie na tym etapie – mówi naukowiec – chociaż szczepionki i terapie są dla wielu ludzi na całym świecie nadal niedostępne. Opinia publiczna jest coraz bardziej zmęczona ograniczeniami życia w warunkach pandemii”. Barry ostrzega jednak, że zbyt szybkie przejście do kolejnego etapu może być niebezpieczne.

Wirus w toku ewolucji niekoniecznie staje się mniej groźny

O „hiszpance” – która zabiła co najmniej 50 milionów ludzi na całym świecie (to szacunki, bo trudno jest uzyskać precyzyjne dane) – pisze się, że miała trzy fale. Pierwsza pojawiła się wiosną 1918 r., druga i najbardziej śmiertelna – jesienią, trzecia zaś trwała od początku do lata 1919 r. Barry twierdzi jednak, że w 1920 r. nowa odmiana choroby wywołała falę czwartą, która w niektórych miastach zabiła więcej osób niż druga, mimo że do tego czasu odporność na wirusa była już wysoka.

Kłopot w tym, że o ile podczas drugiej i trzeciej fali wprowadzano obostrzenia, o tyle podczas czwartej praktycznie nikt tego nie zrobił. I choć do 1921 r. liczba zgonów spowodowanych grypą powróciła do poziomu sprzed epidemii, Barry uważa, że zbyt szybkie przejście do kolejnego etapu było błędem.

Ostatecznie patogen pandemii z 1918 r. (wirus grypy H1N1) ewoluował i stał się mniej zjadliwy, bo utracił znaczną część zdolności zakażania komórek w płucach, co mogło wywoływać ich śmiertelne zapalenie. Dziś wydaje się, że choroba wywołana wariantem Omicron ma łagodniejszy przebieg choroby. Nie jest jednak jasne, w jakim stopniu wynika to ze słabszej zdolności wirusa do zakażania dolnych dróg oddechowych, a w jakim z faktu, że wiele osób wcześniej nabyło odporność.

Nie istnieje żadne prawo natury, które mówi, że wirus w toku ewolucji zawsze staje się mniej groźny. Nie można wykluczyć, że kolejna odmiana będzie równie zakaźna jak Omicron i w dodatku spowoduje poważniejsze choroby. Barry twierdzi, że wirus z 1918 r. był powodem kilku poważnych epidemii po 1921 r. I zauważa, że jedna z nich – szczególnie ciężki sezon grypowy w 1928 r. – skłoniła Kongres USA do reorganizacji Hygienic Laboratory i stworzenia na jego bazie większego National Institutes of Health (NIH).

„Hiszpankę” z powszechnej świadomości wypchnął koniec I wojny światowej

Jeśli chodzi o COVID-19 historyk jest na razie ostrożnym optymistą. „Myślę, że najbardziej prawdopodobne jest to, że kolejne warianty wirusa będą łagodniejsze niż poprzednie. – mówi. – Ale tego nie wiemy, to zdarzenie losowe. W dłuższej perspektywie zapewne tak właśnie będzie, ale nie oznacza to, że każda iteracja wirusa będzie podążać w tym samym kierunku”.

Wirus grypy z 1918 r. nigdy nie zniknął – ostatecznie przekształcił się w grypę sezonową – ale większość osób, które przeżyły, wykształciła pewną na niego odporność i postanowiła żyć tak, jakby pandemii nie było. Dorsey wskazuje przy tym, że kolejnym czynnikiem, który pomógł pandemii zniknąć z publicznej świadomości, był fakt, że zbiegła się ona z końcem I wojny światowej.

Ówczesny prezydent USA Woodrow Wilson i jego rząd byli bardziej skupieni na odbudowie, co pochłaniało większość uwagi mediów w tamtym czasie. „Łatwiej było przekierować uwagę, gdy grypa zaczęła tracić na zjadliwości” – mówi badaczka. A później istotniejsze stały się inne choroby, takie jak polio.

Pandemia jednak zostanie z nami na długo

Ale i Dorsey zauważa, że COVID-19 już wcześniej nas zaskakiwał. Dodaje też, że nawet po ustąpieniu bezpośredniego zagrożenia prawdopodobnie jeszcze przez wiele lat będziemy zmagać się z jego następstwami. Liczne osoby, które straciły członków rodziny, oraz rzesze pracowników służby zdrowia, którzy byli świadkami niewyobrażalnej ilości śmierci i cierpienia, będą doświadczać żałoby i traumy. A to wielu z nich uniemożliwi dalsze funkcjonowanie.

Choć pandemia z 1918 r. była niszczycielska, wydaje się, że szybko zapomniano, jakim była koszmarem. Barry uważa, że w przypadku COVID będzie inaczej. „W 1918 r. ludzie ciągle umierali na choroby zakaźne, więc doświadczenie to było w pewnym stopniu znane” – mówi Barry. COVID-19 spowodował zaś głębokie i trwałe zakłócenia w życiu społecznym. „Na długo zmienił życie każdego człowieka. I nie da się tego zapomnieć”.

Artykuł ukazał się 14 lutego 2022 roku na łamach sciam.com. Tytuł oryginalny „People, Not Science, Decide When a Pandemic Is Over”. Lead i śródtytuły pochodzą od redakcji pulsara.

Reklama

Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną