Lisa Feldman Barret: Wyczerpany mózg zamyka nas w „bańkach”. By go odciążyć, człowiek może poświęcić nawet życie
|
|
Prof. Lisa Feldman Barrett – kanadyjsko-amerykańska badaczka zajmująca się emocjami z perspektywy psychologii i neuronauki. Przedstawicielka teorii konstruktywizmu psychologicznego, zakładającej, że emocje nie są biernymi reakcjami, lecz konstruktami mózgu. Profesorka psychologii na Northeastern University. Autorka książek „Jak powstają emocje” i „Mózg nie służy do myślenia”. Na zaproszenie Politechniki Wrocławskiej wygłosiła niedawno wykład w ramach cyklu Interdyscyplinarne Seminarium Naukowe (ISN). |
KATARZYNA KACZOROWSKA: – „Mózg nie służy do myślenia” – to tytuł jednej z pani książek. Do czego zatem służy?
LISA FELDMAN BARRETT: – Wyjaśnijmy sobie coś: ludzki mózg myśli, ale nie jest to jego główna funkcja.
A jaka jest jego główna funkcja?
Koordynowanie i regulowanie wewnętrznych układów organizmu. Jeśli mózg tego nie potrafi, umieramy. Wszystko inne co robimy – postrzeganie, odczuwanie, analizowanie – spełnia tę podstawową funkcję, chociaż nie doświadczamy siebie w ten sposób. Podczas naszej rozmowy nie myślę świadomie o regulacji ciała, mimo że dzieje się to nieustannie. Świadomie myślę o tym, jak być zrozumiałą i pomocną.
Zwykło się uważać, że emocje są ukryte w różnych obszarach mózgu – i że są wyzwalane przez nasze działania. Pani twierdzi inaczej.
Ta koncepcja jest poparta wieloma dowodami naukowymi. Emocje niczego nie wyzwalają. Nasze działania nie wywołują emocji, a emocje nie wywołują myśli, uczuć ani zachowań. Emocje są przejawem myśli, uczuć i działań.
To znaczy?
Emocja powstaje w taki sam sposób jak myśl czy percepcja – jako przejaw naturalnych zdolności predykcyjnych mózgu. Mózg jest procesorem sygnałów. Odbiera te sygnały z oczu, uszu, skóry, jelit, krwi – i nadaje im znaczenie, ponieważ musi planować działania, aby utrzymać się przy życiu w jak najlepszej kondycji. Ten proces można podsumować dwoma pytaniami: „Co zrobisz dalej?” i „Czego doświadczysz?”.
Kiedy jesteśmy spragnieni, pijemy wodę. Pisze pani, że mózg oszukuje nas, sprawiając, że myślimy, iż pragnienie zostało zaspokojone po kilku łykach, bo w rzeczywistości ciało odczuje skutki dopiero po 20 minutach.
Nasz mózg nie „mówi” nam, co mamy czuć. Nasz umysł jest tym, co robi mózg, przetwarzając sygnały sensoryczne, by nadać im znaczenie. Mówiąc „czuję”, jednocześnie mówimy „mój mózg czuje”. „Nadanie znaczenia” oznacza zapamiętanie przeszłych zdarzeń podobnych do obecnych w celu zaplanowania działania w następnej chwili. Kopie tych planów działań motorycznych to domysły lub przewidywania sensorycznych konsekwencji, zanim pojawią się odpowiednie sygnały. Nie ma więc oszustwa – jest przewidywanie, po którym, jeśli to konieczne, następuje korekta. To bardzo skuteczny sposób zarządzania każdym systemem, także naszym ciałem.
Wyobraźmy sobie, że słyszymy głośny huk. Może to być dźwięk rury wydechowej samochodu. Albo trzaśnięcie drzwiami na wietrze. Ale w niektórych regionach Stanów Zjednoczonych może to być również strzał z broni palnej. To, co zrobimy dalej, aby pozostać przy życiu i zdrowiu, zależy od przyczyny tego dźwięku. Mózg jednak jej nie zna – odbiera jedynie skutek. Musi więc zgadywać. I dokonuje tych domysłów z wyprzedzeniem, zaczynając od przygotowania motorycznego. Co robimy, gdy słyszymy grzmot? Chwytamy parasol. A jeśli to broń palna? Schylamy się i odsuwamy, aby pozostać niewidocznym.
Mózg przygotowuje z wyprzedzeniem możliwe plany motoryczne i przewiduje sensoryczne konsekwencje planowanych ruchów. Napływające sygnały wybierają plan najlepiej dopasowany – i ten zostaje wdrożony. Gdybyśmy czekali, aby się dowiedzieć, co spowodowało dźwięk, moglibyśmy np. zginąć w strzelaninie. Tłumaczę to ludziom, często posługując się przykładami z bejsbolu.
W Polsce popularniejsza jest piłka nożna.
Ale mechanizm jest ten sam. Wyobraźmy sobie mecz. Miotacz w Major League rzuca piłkę z prędkością 130–160 km/h. Pałkarz ma około 400–500 ms na reakcję. To za mało czasu, żeby świadomie zobaczyć piłkę, zaplanować ruch i go wykonać. Mózg pałkarza nieświadomie przygotowuje zamach, przewiduje, gdzie piłka znajdzie się za chwilę. Na podstawie wszystkich zebranych do tej pory informacji automatycznie oblicza trajektorię jej lotu. Przygotowuje akcję, a następnie przewiduje odczucia gracza.
Kalkuluje: „Co zrobię dalej? Co widziałem ostatnim razem, gdy tak się zachowywałem? Jak będą się czuć moje stawy? Co usłyszę, gdy kij uderzy w piłkę?”. Neurony, które przygotowują akcję, automatycznie wysyłają sygnały do neuronów przewidujących zmiany sensoryczne, które nastąpią podczas wykonywania tej akcji. Sygnały te nieustannie docierają do mózgu gracza poprzez oczy, uszy i inne narządy zmysłów. Jeśli odpowiadają przewidywaniom mózgu, reakcja motoryczna zostaje zakończona – zamach odbywa się zgodnie z planem, a gracz prawdopodobnie uderza w piłkę. Jeśli jednak wystąpi rozbieżność, a więc mózg nie przewidział np. podmuchu wiatru, skurczu mięśnia lub bólu ścięgna, może on przyjąć nowe dane i skorygować swoje przewidywania. Ta korekta może jednak zająć tak dużo czasu, że zawodnik nie trafi w piłkę.
Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że pani teoria doskonale wyjaśnia skłonność do pozostawania w społecznych „bańkach”. Mózg może w nich funkcjonować łatwiej, zachowując poczucie bezpieczeństwa, stabilności i akceptacji społecznej.
Tak właśnie jest. Istnieją cztery główne czynniki, które są metabolicznie kosztowne dla mózgu. Pierwszym z nich jest ruch ciała – nawet ruch oczu podczas tej rozmowy. Drugim jest nauka czegoś nowego – równie kosztowna energetycznie. Trzecim – utrzymanie prawidłowego funkcjonowania układu odpornościowego. Czwartym – radzenie sobie z ciągłą niepewnością – taką jak brak bezpieczeństwa ekonomicznego. Każde zwierzę – w tym człowiek – żyje z ograniczonym budżetem energetycznym. Czasami więc mózg musi znaleźć sposoby na obniżenie kosztów. Jednym z nich jest minimalizacja niepewności.
Jeśli ja będę dla pani przewidywalna, a pani będzie przewidywalna dla mnie – to oszczędność metaboliczna dla nas obu. Możemy więc otoczyć się mediami i ludźmi, których zachowania łatwo przewidzieć. W ten sposób powstają wspomniane bańki. Jeśli wiem, co powiesz i zrobisz, zużywam mniej energii.
I to wszystko?
Nie sądzę, żeby obniżenie kosztów energetycznych było jedynym powodem, ale jest jednym z ważnych. To moja naukowa spekulacja oparta na znanych mi badaniach – nie mam twardych dowodów na to, że bańki powstają w wyniku prób zmniejszenia obciążenia metabolicznego. Nikt nie przeprowadził badań na ten konkretny temat. Ale sądzę, że historia to potwierdza. Każdy reżim autorytarny poprzedzany jest przez zamęt gospodarczy, osobisty lub polityczny – kosztowny dla ludzkiego układu nerwowego. Dlatego jeśli ktoś chce, żeby ludzie zrezygnowali z wolności, skutecznym sposobem jest pogrążenie ich w chaosie. Przeciążenie metaboliczne prowadzi bowiem do cierpienia. A ludzie są gotowi poświęcić wiele, aby je złagodzić. Czasami nawet własne życie.
Warto również podkreślić, że sama niepewność nie jest z natury zła. Może być jak ćwiczenia. Jak trening przed maratonem.
Czy pandemia covid-19 była dla nas takim nieoczekiwanym wysiłkiem?
Jeszcze przed pandemią wiele krajów zmagało się z niestabilnością gospodarczą i polityczną. Na przykład zmiana klimatu to forma nieprzewidywalnej niepewności, która ma o wiele poważniejsze konsekwencje, niż większość ludzi zdaje sobie sprawę.
Jakie?
Cóż, panuje niepewność co do przyszłości planety i istot na niej żyjących. Ale zmiany klimatu powodują również subtelne zmiany poziomu dwutlenku węgla w powietrzu, co przekłada się na jego nieznacznie wyższe stężenie we krwi. A nawet niewielkie wahania CO₂ utrudniają mózgowi regulację organizmu. Wiemy to z badań: jeśli chcemy wywołać u kogoś atak paniki – np. w laboratorium – wystarczy, żeby oddychał powietrzem o nieco wyższej zawartości tego gazu (związek między rosnącym stężeniem CO₂ w atmosferze a częstością ataków paniki w populacji nie został jednak bezpośrednio dowiedziony – przyp. red.). To bardzo skuteczny sposób na wywołanie silnej reakcji. I może się to zdarzyć również poza laboratorium.
Wszystko, co zaburza regulację organizmu, zwiększa obciążenie metaboliczne mózgu. Także pandemia czy wojny. To obciążenie rośnie nawet u osób mieszkających daleko od konfliktów. Drobne, płynące z mediów impulsy metaboliczne sumują się w jeden, ale potężny.
Kiedy myśli pani o mózgu, czy widzi tę szarą masę?
Kiedy myślę o mózgu, myślę o umyśle. Umysł jest tym, co robi mózg, przejawem dialogu między mózgiem, ciałem i światem. Widzę więc niezwykle złożony system. Myślimy, że wiele rozumiemy, ale naprawdę pojmujemy tylko niewielki ułamek tego, co naprawdę się dzieje. Mówimy o mózgu jak o wielkiej szarej bryle mięsa, ale to coś więcej. To zbiór komórek, który tworzy znaczenie, które bez niego by nie istniało.
Czy mózg ma płeć?
Prawdopodobnie nie. Ale u kobiet z naturalnym cyklem menstruacyjnym, które nie przeszły menopauzy, wraz z poziomem hormonów zachodzą zmiany w połączeniach mózgowych. Dotyczy to również każdego człowieka w ciągu doby, także mężczyzn, u których poziom testosteronu zmienia się w zależności od pory dnia. Pod pewnymi względami pani mózg prawdopodobnie funkcjonuje więc bardzo podobnie do mózgu mężczyzny w pewnych fazach cyklu i mniej podobnie do mózgu mężczyzny w innych fazach. Oczywiście istnieją również ogromne różnice indywidualne, ale są podstawy, aby sądzić, że hormony krążące we krwi są powiązane z pewnymi aspektami pracy mózgu.
Z danych zebranych przez mój zespół badawczy wynika, że w fazie przedmiesiączkowej zachodzą zmiany w komunikacji neuronów. Niektóre neurony komunikują się łatwiej i szybciej. Oznacza to, że kobiety w sposób naturalny, cykliczny, mogą stać się bardziej podatne na traumę. Wolałabym, żeby tak nie było, i gdybym nie zauważyła tej implikacji w swoich własnych danych, prawdopodobnie bym w to nie uwierzyła.
Z szeroko zakrojonych badań epidemiologicznych w Skandynawii wiemy również, że kobiety przyjmujące pigułki antykoncepcyjne są o ok. 40–70 proc. bardziej narażone na rozwój depresji. Badania te nie są tajne, ale jakoś nie dotarły do świadomości publicznej. Historyczka nauki Naomi Oreskes zauważa, że poziom estrogenu i progesteronu jest powiązany z wahaniami czynnościowymi mózgu. Mężczyźni również doświadczają zmian hormonalnych – poziom testosteronu spada z biegiem życia, ale jego spadek jest wolniejszy. Nie doświadczają też cykli miesięcznych, a kobiety tak. Mamy menopauzę. I wtedy mózgowi trudniej jest regulować pracę organizmu. To samo dotyczy okresu dojrzewania.
Polski dramatopisarz i powieściopisarz Stanisław Ignacy Witkiewicz napisał, że wszystko jest winą hormonów. Ale przykład, który przywołała pani wcześniej – jak mózg interpretuje wystrzały – może świadczyć, że chodzi o coś więcej.
Oczywiście. Mózg ciągle odbiera sygnały, których nie przewidział, lub zauważa brak tych, które przewidział. Na tym właśnie polega uczenie się. A objawia się ono fizycznymi zmianami w mózgu. Przewidywania, które mózg automatycznie formułuje, są ściśle powiązane z wcześniejszymi doświadczeniami, które go ukształtowały. Niektóre z nich pojawiają się za sprawą tego, co robią i mówią inni ludzie, szczególnie gdy jesteśmy dziećmi. Nazywamy to dziedziczeniem kulturowym. Wszystko to kształtuje mózg człowieka w określony sposób.
Co panią najbardziej zaskakuje w ludziach?
O mój Boże, czy mamy jeszcze godzinę? Czasami jestem zdumiona, jak hojni i życzliwi bywają ludzie w najtrudniejszych okolicznościach. A innym razem jestem zdumiona okrucieństwem, jakie widzę. Więc chyba najbardziej zaskakuje mnie – niezmiennie – to, że inna osoba może być dla człowieka kimś jednocześnie najlepszym i najgorszym.
ROZMAWIAŁA KATARZYNA KACZOROWSKA