Śmierć zwierzęcia często boli jak ludzka. Prawo do żałoby przyznaje się rzadko
Naukowcy z Wielkiej Brytanii sprawdzili, jak ludzie radzą sobie z różnymi typami strat. W reprezentatywnej próbie (975 osób) jedna trzecia ankietowanych przeżyła odejście swojego małego towarzysza, a ponad 90 proc. – śmierć bliskiej osoby. Wśród badanych znających oba te doświadczenia co piąty wskazał, że to utrata pupila była dla niego najdotkliwsza. To sporo, jeśli pamiętać, że opłakiwanie psa czy kota zazwyczaj uchodzi za przesadę, a bywa wręcz traktowane jako przejaw infantylizmu.
Autorzy pracy analizują także to, co psychiatria określa mianem przedłużonej żałoby – zaburzenia, w którym żal po stracie utrzymuje się miesiącami, nie wygasa i zakłóca codzienność. Uznać ten stan za wymagający medycznego wsparcia można jednak wyłącznie po śmierci człowieka. Modele statystyczne analizujące dane dotyczące tej jednostki chorobowej pokazały zaś pełną równoważność między reakcjami osób opłakujących ludzi i tych, które straciły swoich podopiecznych. Nie ujawniła się żadna różnica w objawach ani w intensywności przeżycia.
Tymczasem w przypadku śmierci człowieka psychiatria przyznaje prawo do diagnozy, w przypadku utraty futrzanego przyjaciela – mówi się co najwyżej o „czułym sercu” albo „nadmiernej wrażliwości”. To problematyczne, bo sugeruje, że granice rozpoznania wyznacza nie funkcjonowanie psychiki, lecz linia między Homo sapiens a resztą żyjącego świata.
Biologia rozpoznaje wspólne mechanizmy, psychiatria – identyczny układ objawów. Różnicę wprowadza dopiero sfera społeczna – to w niej żałobę uparcie się hierarchizuje. Tymczasem badania wskazują, że kiedy dochodzi do zerwania naprawdę silnej więzi, gatunek nie ma znaczenia.
Dziękujemy, że jesteś z nami. To jest pierwsza wzmianka na ten temat. Pulsar dostarcza najciekawsze informacje naukowe i przybliża najnowsze badania naukowe. Jeśli korzystasz z publikowanych przez Pulsar materiałów, prosimy o powołanie się na nasz portal. Źródło: www.projektpulsar.pl.