Od użytkowego drewna do symbolicznego odcisku dłoni. „Najstarsze” staje się coraz starsze
Azja to jednak nie peryferia, czyli najstarsze narzędzie kompozytowe
Najnowszy przykład przychodzi z Azji Wschodniej – regionu, który przez dekady uchodził za technologicznie zachowawczy, wręcz zapóźniony wobec Afryki i Europy. Tymczasem stanowisko Xigou w środkowych Chinach pokazuje coś dokładnie odwrotnego. Znaleziono tam zaawansowane dalekowschodnie narzędzia kompozytowe sprzed 160–72 tys. lat. Wykonały je homininy, które potrafiły planować, standaryzować i łączyć różne materiały w jeden funkcjonalny system – czytamy w najnowszym „Nature Communications”.
Sięgnij do źródeł
Badania naukowe: Xigou site discovery challenges long-held views on early human technology in East Asia
Analizy śladów użycia narzędzi ujawniły, że ostrza były osadzane w rękojeściach w co najmniej dwóch różnych wariantach konstrukcyjnych. To nie improwizacja, lecz efekt myślenia etapowego: od doboru surowca, przez obróbkę rdzenia, po połączenie kamienia i trzonka. Co więcej, wszystko to działo się w czasie, gdy Chiny były zamieszkane przez kilka gatunków wielkogłowych homininów (jak Homo longi dziś łączony z Denisowianami), a być może także wczesnych Homo sapiens.
Xigou nie pasuje więc do starej narracji o „peryferyjnej” Azji, naśladującej innowacje z Zachodu. Pokazuje, że technologiczna pomysłowość była rozproszona, lokalna i wielotorowa, a różne populacje ludzi eksperymentowały z narzędziami na własną modłę.
To, co w Xigou zaskakuje najbardziej, to nie sama złożoność dalekowschodnich narzędzi, lecz fakt, jak długo jej nie dostrzegano. Dziś coraz wyraźniej widać, że był to brak wyobraźni i narzędzi badawczych, nie brak kompetencji dawnych ludzi. Kiedy zaczęto systematycznie analizować mikroskopijne ślady użycia, a datowanie oparte na kilku niezależnych metodach stało się standardem, obraz przeszłości zaczął się gwałtownie zagęszczać.
Kij to nie prowizorka, czyli najstarsze narzędzie drewniane
Ten sam mechanizm działa w przypadku materiału, który przez długi czas niemal nie istniał w opowieści o początkach technologii, czyli drewna. Narzędzia z tego surowca poprzedzały te kamienne. Niestety drewno znika, a wraz z nim całe technologiczne uniwersum, oczywiste dla dawnych ludzi. Słusznie antropolożka Dean Falk zaproponowała kiedyś prowokacyjne określenie „epoka botaniczna”, by zwrócić uwagę na to, jak bardzo zubożony jest nasz obraz najdawniejszej technologii. Dlatego każde stare odkrycie drewnianego narzędzia lub jego wykorzystania – ma olbrzymie znaczenie.
W najnowszym numerze PNAS zespół badaczy z Grecji, Niemiec i Wielkiej Brytanii opisał dwa narzędzia sprzed ok. 430 tys. lat, odkryte na stanowisku Marathousa 1 na Peloponezie. Miejsce to, położone na terenie kopalni węgla brunatnego, dostarczyło narzędzi kamiennych, kości zwierząt oraz prawie 150 fragmentów drewna. Dwa z nich noszą wyraźne ślady obróbki i użytkowania.
Sięgnij do źródeł
Badania naukowe: Evidence for the earliest hominin use of wooden handheld tools found at Marathousa 1 (Greece)
Najbardziej przekonujący jest zachowany w kilku fragmentach o łącznej długości kilkudziesięciu centymetrów kij wykonany z pnia drobnej olchy. Analizy wskazują, że był on celowo zaostrzany i używany do kopania, zapewne w poszukiwaniu jadalnych bulw. To funkcja mało efektowna, ale fundamentalna – zaostrzonymi kijami do dziś posługują się łowcy-zbieracze na całym świecie. Drugie narzędzie, mniejsze, wykonane z wierzby lub topoli, pozostaje zagadką.
Nie posługiwali się nimi Homo sapiens, bo pojawili się w Europie znacznie później. Mogli to być neandertalczycy albo Homo erectus – gatunki, które od dawna przestaje się postrzegać jako technologicznie prymitywne. Odkrycia z Marathousy wzmacniają ten obraz. W dodatku jest potwierdzenie, że drewno nie było prowizorycznym dodatkiem do kamienia, lecz podstawowym surowcem kulturowym, bez którego nie da się zrozumieć najstarszych ludzkich technologii.
Kość to nie ersatz, czyli najstarsze narzędzie z kości słonia w Europie
Podobnie nie doceniano roli kości zwierząt. Przez dekady były one traktowane jako surowiec zastępczy – coś, po co sięgano wtedy, gdy brakowało kamienia. Tymczasem były one świadomie wybieranym materiałem, cenionym za swoje właściwości mechaniczne i funkcję, jakiej nie dało się uzyskać przy użyciu kamienia.
Już 1,5 mln lat temu w wąwozie Olduvai w Tanzanii homininy obrabiały masywne fragmenty kości słoni i hipopotamów, tworząc z nich narzędzia o wyraźnie ukształtowanych krawędziach. Nie były to przypadkowe odłamki, lecz długie, ciężkie elementy, powstałe w wyniku kontrolowanego odbijania dużych płatów kostnych – techniki wymagającej doświadczenia i planowania.
Sięgnij do źródeł
Badania naukowe: The earliest elephant-bone tool from Europe: An unexpected raw material for precision knapping of Acheulean handaxes
Jeszcze wyraźniej widać to w datowanym na – jak czytamy w najnowszym „Science Advances” – ok. 480 tys. lat znalezisku z Boxgrove w południowej Anglii. Odkryto tam fragment kości słonia, który został najpierw celowo uformowany, a następnie używany jako retuszer, czyli narzędzie służące do precyzyjnego wykańczania i odnawiania ostrzy kamiennych. Analizy mikroskopowe ujawniły na jego powierzchni charakterystyczne zagłębienia, rysy i mikroszczątki krzemienia, wskazujące na powtarzalne i kontrolowane uderzenia w krawędzie narzędzi kamiennych. Kość nie została tu użyta dlatego, że była „pod ręką” – wręcz przeciwnie, bo w Boxgrove kamienia nie brakowało. Wybrano ją dlatego, że miękki młotek kostny pozwalał na znacznie większą kontrolę nad procesem obróbki niż twardy kamień. Dzięki niemu możliwe było subtelne ścienianie i wygładzanie ostrzy w końcowej fazie produkcji pięściaków. Taki sposób pracy wymagał nie tylko siły, lecz także precyzyjnej koordynacji wzrokowo-ruchowej, wyczucia materiału i planowania sekwencji działań.
Kość, drewno i kamień nie funkcjonowały więc osobno. Tworzyły zintegrowane systemy technologiczne, w których różne materiały pełniły różne funkcje. Jedne nadawały się do uderzeń, inne do wykańczania, jeszcze inne do trzymania czy osadzania ostrza. Takie systemy trudno dostrzec, jeśli szuka się jedynie spektakularnych „pierwszych wynalazków”, a nie codziennych praktyk.
Europa to nie kolebka, czyli najstarszy ślad ręki
Jeszcze wyraźniej widać to w przypadku sztuki naskalnej. Przez długi czas za jej kolebkę uznawano Europę. Dziś ten pogląd rozsypuje się równie szybko jak liniowy model rozwoju. W jaskiniach Indonezji, na wyspie Sulawesi (Celebes), odciśnięte dłonie mają co najmniej 67,8 tys. lat. To jedne z najstarszych znanych śladów symbolicznego działania Homo sapiens. Naukowcy z Australii i Indonezji znaleźli je w wapiennej jaskini Liang Metanduno na wyspie Muna, a wiek wydatowali metodą uranowo-torową. Ten naskalny rysunek jest starszy o ponad tysiąc lat od rekordowo starych znalezisk z jaskiń Półwyspu Iberyjskiego.
Sięgnij do źródeł
Badania naukowe: Rock art from at least 67,800 years ago in Sulawesi
Odcisk dłoni jest formą zaskakująco prostą. Nie przedstawia zwierzęcia ani sceny polowania. Nie opowiada historii. Mówi tylko: „byłem tu”. I właśnie w tej oszczędności tkwi jego siła. Takie ślady trudno wpisać w narrację o „postępie”, bo nie prowadzą one prostą drogą od realizmu do abstrakcji ani od „prymitywu” do „arcydzieła”. A jednak to one coraz częściej przesuwają granice tego, co uznaje się za początek kultury. Niemal na pewno wykonał je przedstawiciel naszego gatunku, ponieważ ok. 68 tys. lat temu Homo sapiens wędrował przez rejon Celebesu w stronę Sahulu, pradawnego kontynentu łączącego Australię, Nową Gwineę i Tasmanię, który zasiedlił co najmniej 65 tys. lat temu.
Jeśli dziś archeologia pełna jest „najstarszych” odkryć, to nie dlatego, że przeszłość nagle stała się bogatsza. Stała się po prostu lepiej widoczna. Badacze dysponują coraz subtelniejszymi metodami datowania, potrafią rozpoznawać ślady użycia tam, gdzie wcześniej widzieli tylko „naturalne uszkodzenia”, i – co być może najważniejsze – przestali zakładać, że nasi przodkowie byli z definicji prymitywni.
Zamiast jednej, liniowej ścieżki rozwoju wyłania się obraz mozaiki – lokalnych innowacji, zanikających tradycji, ślepych uliczek i zaskakującej pomysłowości. Przeszłość nie prowadziła prostą drogą do nas. Była światem pełnym kompetentnych ludzi, którzy – tak jak my – radzili sobie najlepiej, jak potrafili, w warunkach, w jakich żyli.