Milość ci wszystko wybaczy, czyli jakie znaczenia w kulturze popularnej ma przedniojęzykowe „ł”
Jednym z fundamentalnych założeń językoznawstwa jest arbitralność znaku językowego, czyli brak naturalnego związku między brzmieniem słowa a jego znaczeniem. Z brzmienia słowa „kot” nie da się wywnioskować, że oznacza ono gatunek domowego zwierzęcia. Wyjątkiem są onomatopeje.
Język nie służy jednak jedynie opisowi świata i przekazowi suchej informacji. Komunikacja jest nie tylko transferem pojęć, ale również łatwiej lub trudniej uchwytnych skojarzeń. Tę cechę języka wykorzystuje poezja i stylistyka, gdzie kryterium doboru słów jest nie tylko ich semantyka, ale również brzmienie z aliteracjami, asonansami czy dysonansami.
W językach naturalnych wymowa często nie jest jednorodna. Nawet gdy istnieje ustalona pewna norma promowana w edukacji czy mediach, obok niej istnieją warianty regionalne, środowiskowe i po prostu różnice osobnicze. Z pewną wymową wiążą się rozmaite stereotypy. Dobrzy aktorzy powinni umieć zagrać każdą rolę, ale wiadomo, że żaden reżyser nie zamieniłby miejscami Gustawa Holoubka i Jana Himilsbacha – trudno, aby pierwszy zagrał menela, a drugi intelektualistę. I dotyczy to także ich wymowy.
Polscy aktorzy teatralni – a mniej więcej do lat 60. ubiegłego wieku także filmowi – w ramach nauki dykcji byli uczeni wymowy pod pewnymi względami innej niż używana na co dzień przez większość Polaków. Przykładem głoska zapisywana literą „ł”. W językach słowiańskich mniej więcej tysiąc lat temu była ona wymawiana jako spółgłoska półotwarta przedniojęzykowa zbliżona do „l”. W ramach ewolucji w niektórych językach zaczęła się przekształcać. W Polsce od końca XVI w. zaczęła być zastępowana przez półsamogłoskę tylnojęzykową odpowiadającą niesylabicznemu „u” (w międzynarodowym zapisie fonetycznym [w]). Proces ten początkowo występował wśród chłopstwa i był nazywany wałczeniem. Warstwy wyższe zachowywały tradycyjną wymowę, ale z czasem nawet one przejęły nowy model i to on na przełomie XIX i XX w. stał się nową normą. Wymowa przedniojęzykowa została zachowana w dialektach kresowych (języki wschodniosłowiańskie też ją zachowały) i w środowiskach specyficznych, stąd zaczęła być nazywana sceniczną.
Jeszcze kilka-kilkanaście lat po II wojnie światowej w polskich filmach wymowa przedniojęzykowa była normą. Jednak wraz z nowym podejściem do X Muzy reżyserzy postawili na egalitaryzm i swojskość, co dotknęło również wymowy. Aktorzy zaczęli mówić tak, jak wszyscy, chyba że, jak wspomniany Gustaw Holoubek, tak się zżyli z wymową sceniczną, że stała się elementem ich idiolektu. Od tego czasu wymowa przedniojęzykowego „ł” stała się środkiem stylistycznym. Zjawisko to przeanalizował Jakub Bobrowski z Instytutu Języka Polskiego PAN.
Sięgnij do źródeł
Badania naukowe: O specyficznych funkcjach semiotycznych niektórych głosek w polskim dyskursie filmowym
Ponieważ od XX w. przedniojęzykowe „ł” występuje naturalnie jedynie w dialektach kresowych, użycie go w filmie jest jednym z sygnałów takiego pochodzenia bohatera. Z kolei nawiązaniem do wymowy scenicznej jest jej parodystyczne wykorzystanie w jednym z odcinków serialu „Świat według Kiepskich”.
Od wymowy scenicznej niedaleko do pretensjonalnej wymowy dawnych klas wyższych. Urbański takiego przykładu nie podaje, za to wskazuje, że przedniojęzykowe „ł” w polskich filmach z drugiej połowy XX w. miało nieoczywistą funkcję sygnalizowania innej cechy – według dawnych stereotypów czasami kojarzonej z arystokracją – homoseksualizmu. Co najmniej kilka razy właśnie w takiej funkcji się pojawiło.
Analiza wariantywnej wymowy wybranych głosek (Urbański przyjrzał się też „ę” i „r”), wskazuje, że jest to jeden ze środków stylistycznych, którym polscy filmowcy operują całkiem świadomie. Szczególnie celował w tym Stanisław Bareja, wykraczając w tym poza dziedzinę wymowy. U niego hiperpoprawność, zwłaszcza przysłowiowe „ą ę” w miejscach, w których brzmią nienaturalnie, jest jedną z form wskazania dysonansów i absurdów PRL. O świadomym stosowaniu świadczy też elastyczność w operowaniu rejestrami językowymi w zależności od środowiska. To potwierdza, że kultura popularna (tutaj – film) jest zanurzona w socjolingwistyce.
Dziękujemy, że jesteś z nami. To jest pierwsza wzmianka na ten temat. Pulsar dostarcza najciekawsze informacje naukowe i przybliża najnowsze badania naukowe. Jeśli korzystasz z publikowanych przez Pulsar materiałów, prosimy o powołanie się na nasz portal. Źródło: www.projektpulsar.pl.