Reklama
Pulsar - wyjątkowy portal naukowy. Pulsar - wyjątkowy portal naukowy. Mirosław Gryń / pulsar
Człowiek

Może by zasiać co… Złożone dzieje rolników i łowców-zbieraczy. Tak się zmieniały reguły gry

Grota gra, wspólnota tańczy. O muzyce, jaką tworzyli i jakiej słuchali ludzie paleolitu
Człowiek

Grota gra, wspólnota tańczy. O muzyce, jaką tworzyli i jakiej słuchali ludzie paleolitu

Trudno bez kopalnego zapisu dokładnie odtworzyć krajobraz dźwiękowy, ale możemy być pewni, że dźwięk był jednym z kluczowych elementów ich doświadczenia. [Artykuł także do słuchania]

Przejście od łowiectwa do rolnictwa nie było nieuniknionym etapem historii ludzkości. Nie było też jednej „rewolucji neolitycznej”, lecz setki lokalnych „eksperymentów społecznych”. [Artykuł także do słuchania]

Archeolog Gordon Childe prawie sto lat temu wprowadził pojęcie „rewolucji neolitycznej”, przez które rozumiał definitywne przejście z gospodarki zbieracko-łowieckiej na rolnictwo i hodowlę. Miało się ono rozpocząć ok. 10 tys. lat temu na Bliskim Wschodzie i rozprzestrzenić po świecie – długo nie dopuszczano nawet myśli, że mogły istnieć inne ośrodki tej innowacji. W tej wizji małe mobilne grupy łowców-zbieraczy ustępowały miejsca rolnikom, których styl życia był bardziej stabilny i wydajny. Opornych wypychano na wyspy, bagna lub inne nierolnicze regiony. Dziś wiemy jednak, że przez długie okresy jedni i drudzy egzystowali obok siebie, współpracując i wpływając na siebie nawzajem. Często pośrednikami tych kontaktów były kobiety.

Krewni aż po grób

Namacalnym świadectwem tych relacji są dziś cmentarzyska. Dzięki analizom pochówków i DNA można sprawdzić, kto był z kim spokrewniony i jak wyglądały więzi społeczne. Z paleolitu znane są bardzo nieliczne wspólne pochówki i zazwyczaj nie leżą w nich osoby spokrewnione genetycznie. Ok. 34 tys. lat temu w Sungirze na Syberii dwóch chłopców, wyposażonych w tysiące paciorków z kości mamuta, pochowano twarzą w twarz. Analiza DNA wykazała, że nie byli braćmi, jak wcześniej sądzono. W potrójnym grobie z Dolnych Věstonic na Morawach sprzed ok. 31 tys. lat jeden z młodzieńców był niepełnosprawny, więc zakładano, że pochowano go z bliskimi, ale badania genetyczne to wykluczyły. Wyglądało więc na to, że składanie kilku ciał do jednego grobu miało znaczenie symboliczne lub społeczne, a nie rodzinne. Nie zawsze jednak tak było.

Na Gotlandii ok. 5–4,5 tys. lat temu rolnicy żyli w sąsiedztwie jednej z ostatnich społeczności łowców-zbieraczy w Europie. Na ich cmentarzysku w Ajvide obok pojedynczych grobów znajdują się także zbiorowe. Najnowsze analizy DNA 34 pochowanych tam osób wykazały, że składano w nich rodziców z dziećmi, rodzeństwo albo dalszych krewnych. W jednym z grobów dwa maluchy leżały razem z ciotką lub przyrodnią siostrą, co może wskazywać, że opiekę nad dziećmi dzielono między krewnych.

Badacze sądzą, że taki model ukształtował się pod wpływem rolników, dla których – ze względu na dziedziczenie ziemi i dóbr – więzi rodzinne miały szczególne znaczenie. Mężczyźni na cmentarzysku w Ajvide byli ze sobą genetycznie spokrewnieni, a kobiety pochodziły z zewnątrz i miały haplogrupy charakterystyczne dla populacji rolniczych. Najwyraźniej to rolniczki wprowadzały do społeczności łowieckich nowe zwyczaje.

Gotlandia nie była wyjątkiem – w północno-środkowej Europie istniało u schyłku paleolitu (w mezolicie) więcej enklaw ludności, które przez tysiąclecia utrzymywały kontakty z rolnikami. Zespół kierowany przez Davida Reicha z Harvard Medical School oraz Ińigo Olalde z Uniwersytetu Kraju Basków porównał DNA 112 osób żyjących między ok. 10,5 tys. lat temu a 3,7 tys. lat temu w dolinach i deltach Renu oraz Mozy. Podczas gdy w południowej Europie rolnictwo było już jedyną strategią przetrwania, tam łowcy-zbieracze korzystali z bogatych zasobów wodnych i leśnych. Dzięki rybom, ptactwu i dzikim roślinom styl życia łowców-zbieraczy mógł być równie stabilny jak gospodarka rolnicza. Na pewno społeczności te nie trwały w izolacji – nie tylko używały ceramiki rolników, ale też adaptowały różne praktyki gospodarcze i formy organizacji życia. Niektóre nawet miały poletka uprawne.

Podobnie jak na Gotlandii rolnicze geny przybywały tam głównie z kobietami. Najwyraźniej granica między łowcami a rolnikami bywała przepuszczalna najczęściej w jedną stronę: albo więc dla rolniczek model życia w społecznościach mezolitycznych był atrakcyjny, albo też rolnicy nie mieli nic przeciwko oddawaniu swoich kobiet sojusznikom z sąsiedztwa. O tym, że łowczynie-zbieraczki również trafiały do osad farmerów, świadczy obecność ich genów w populacjach rolniczych. Szkoda, że się nie dowiemy, który z tych transferów był bardziej pożądany i na ile były one dobrowolne.

Czytaj też: Przychodzi Homo do lekarza... Przed tysiącami lat ludzie też chorowali. Jak przetrwali?

Po co sadzić, jak samo rośnie?

Na ziemiach dzisiejszej Polski zbieractwo i łowiectwo też najdłużej przetrwało na północy, na terenach z dobrym dostępem do wody. W Dąbkach na Pomorzu żyjące ok. 5–3,5 tys. lat p.n.e. społeczności kultury Ertebølle w zamian za skóry, dziczyznę czy suszone ryby otrzymywały od rolników zboża i nabiał. Nad Zatoką Gdańską żyjąca z połowów ryb ludność kultury rzucewskiej utrzymywała bliskie relacje z rolnikami z głębi lądu. W zamian za skóry fok, bursztyn i inne morskie dobra otrzymywano nie tylko ceramikę, ale i zwierzęta hodowlane, co zmieniało przyzwyczajenia kulinarne. Ale w żadnym razie nie były to wpływy jednostronne.

Relacje między łowcami-zbieraczami i rolnikami działały w obie strony, na co wskazują pozostałości tłuszczów na najstarszych naczyniach rolników. W 2016 r. zespół Alexandre’a Lucquina z University of York przeanalizował lipidy z blisko 600 naczyń ceramicznych ze stanowisk w Danii, północnych Niemczech i Polsce oraz w krajach bałtyckich. Okazało się, że rolnicy, którzy dotarli nad Bałtyk ok. 7,5 tys. lat temu, zaczęli intensywnie korzystać z zasobów morza, chociaż wcześniejsze analizy ceramiki ze stanowisk nadmorskich w zachodniej Europie pozwalały przypuszczać, że takie praktyki były bardzo rzadkie.

Jednym z najtrwalszych stereotypów jest przekonanie, że łowcy-zbieracze żyli w małych izolowanych grupach, niezdolnych do budowania złożonych relacji społecznych. Jednak z najnowszych badań zespołu Marty Sanchez de la Torre z uniwersytetu w Barcelonie wynika, że późne społeczności paleolityczne tworzyły rozległe sieci współpracy, obejmujące wymianę surowców, informacji i partnerów. Dlatego kontakty z rolnikami nie były czymś wyjątkowym, a zjawisko przejmowania poszczególnych technologii przy zachowaniu własnego trybu życia nie musiało być przejściową fazą „na drodze do rolnictwa”, lecz trwałą strategią gospodarczą.

Pierwsze ślady upraw, na które archeolodzy natrafili nad Jeziorem Tyberiadzkim w Izraelu, mają 23 tys. lat. Ludzie siali tam dziką pszenicę płaskurkę, jęczmień i owies, ale na tak małą skalę, że nie doszło do udomowienia tych zbóż. Gdy uprawy stały się nieopłacalne – z powodu wyjałowienia gleb lub zmian klimatycznych – powrót do zbieractwa i łowiectwa był logicznym i przez całe tysiące lat oczywistym rozwiązaniem. Jak pisze Piotr Kołodziejczyk w książce „Tam, gdzie mieszka wiatr. Archeologiczne zagadki Bliskiego Wschodu”, pozostanie przy gospodarce wytwórczej było wynikiem kilku zjawisk: kumulacji dotychczasowych doświadczeń agrarnych, sprzyjających warunków klimatycznych i przyrostu demograficznego. Ponieważ wiązało się z głęboką reorganizacją wspólnot – życiem osiadłym, potrzebą magazynowania dóbr i formami własności, które prowadziły do narastania nierówności i konfliktów o zasoby – w wielu społecznościach koszty postawienia tylko na rolnictwo nie rekompensowały zysków.

Łowcy-zbieracze, nawet jeśli doskonale znali zasady uprawy roślin, świadomie z nich nie korzystali, bo „po co sadzić, skoro na świecie jest tyle orzechów mongongo?”, jak mówili antropologom Buszmeni z plemienia !Kung. Tam gdzie jedzenia było w bród, rolnictwo oznaczało więcej pracy i większą zależność od kaprysów pogody, więc wczesne społeczności mogły traktować je jako rozwiązanie ostateczne. Jak podkreślali David Graeber i David Wengrow w „Narodzinach wszystkiego”, wiele społeczności uprawiało rośliny, ale nie podporządkowywało ich produkcji całej gospodarki. Model mieszany mógł wyżywić stosunkowo duże populacje.

Świat łowców-zbieraczy nie był prymitywny. To oni w Chinach, Korei i Japonii ponad 10 tys. lat przed rolnikami zaczęli wypalać ceramikę. W Turcji w Göbekli Tepe wznieśli monumentalne kamienne kręgi 12 tys. lat temu. W Lepenskim Virze w Serbii, nad Dunajem, ok. 8,4 tys. lat temu zbudowali osadę z trapezowatymi domami o podłogach z wapiennej zaprawy. W Sannai Maruyama w Japonii osada sprzed 5,9 tys. lat składała się z setki drewnianych zabudowań i wież. W amerykańskim Poverty Point niecałe 2 tys. lat później łowcy-zbieracze zaczęli usypywać ogromne wały w kształcie koncentrycznych pierścieni, grające rolę centrów handlowo-ceremonialnych.

Rolnictwo nie było więc nieuniknionym etapem historii ludzkości. Graeber i Wengrow zwracali uwagę, że w wielu regionach świata ludzie wybierali różne sposoby życia, a granica między rolnictwem a łowiectwem była znacznie bardziej płynna, niż przez lata zakładano. Zamiast jednej „rewolucji neolitycznej” istniało wiele lokalnych eksperymentów społecznych.

Badania z doliny Uspallata w Argentynie opublikowane 18 marca w „Nature” pokazują, że „eksperymentowanie” nie było wyjątkiem, lecz regułą. Analiza DNA 46 osób oraz izotopów z ich kości wykazała ciągłość lokalnej populacji przez niemal 2 tys. lat – bez śladu zastąpienia jej przez przybyszy. Rolnictwo było tam stopniowo przyjmowane i przez długi czas współistniało z innymi strategiami zdobywania pożywienia. Co więcej, moment największego uzależnienia od upraw (ok. 600–800 lat temu) zbiegł się z kryzysami: niedożywieniem, chorobami (gruźlicą) i depopulacją. Przetrwanie wynikało więc z mobilności opartej na więziach rodzinnych, często wzdłuż linii żeńskiej. To takie przypadki mieli na myśli Graeber i Wengrow, pisząc o społeczeństwach, które nie tyle „przechodziły” do rolnictwa, ile testowały je na własnych warunkach.

Czytaj też: Grota gra, wspólnota tańczy! Jakiej muzyki słuchali ludzie paleolitu? I do czego służył im dźwięk

Chłopomyśliwi

Europejska historia wypychania łowców-zbieraczy ku wybrzeżom i północy miała swój odpowiednik w Azji Południowo-Wschodniej. Archeolodzy mówią o „hipotezie dwuwarstwowej” (two-layer hypothesis). Pierwszą „warstwę” stanowili paleolityczni łowcy-zbieracze związani z tradycją Hòabìnhian; drugą – rolnicy przybywający z południowych Chin od ok. IV tys. p.n.e., niosący ze sobą uprawę ryżu, nowe technologie oraz wyższy potencjał demograficzny. Migracje te zapoczątkowały długotrwały proces mieszania się, konkurencji i współpracy.

Zespół Eske Willersleva z uniwersytetu w Kopenhadze na podstawie analiz DNA wykazał, że pierwsze społeczności rolnicze w Azji Południowo-Wschodniej mieszały się z lokalnymi łowcami-zbieraczami, by w kolejnych tysiącleciach udział komponentu genetycznego typowego dla rolników systematycznie rósł. Tropikalne lasy Azji Południowo-Wschodniej stały się domem łowców-zbieraczy. Ponieważ jednak życie z łowiectwa i zbieractwa w gęstym lesie równikowym jest wyjątkowo trudne bez płodów roli, obecność myśliwych w tym środowisku mogła być wtórna. Dlatego Semangowie z Półwyspu Malajskiego, którzy jeszcze do niedawna utrzymywali się ze zbieractwa i łowiectwa, przez stulecia w zamian za rattan, żywicę i kamforę dostawali od zaprzyjaźnionych rolników narzędzia, ceramikę i ryż. Dopóki istniała taka wymiana, nie było potrzeby zmiany strategii utrzymania.

Północ Euroazji stała się ostoją dawnego stylu życia, bo dla rolników granicę nie do przebycia stanowił klimat. Tamtejsi łowcy-zbieracze tworzyli osiadłe kultury, czego śladem jest znaleziony w 2019 r. fort w zachodniosyberyjskiej Amnii nad rzeką Ob, zbudowany 8 tys. lat temu. 10 domów otoczonych wałami i palisadami to najstarsza i najbardziej wysunięta na północ osada obronna Eurazji, broniąca dostępu do łowisk migrujących przez tajgę ryb – oraz do zgromadzonych w elegancko wypalonych garnkach zapasów.

Dopiero ekspansja hodowców reniferów, koni i bydła zaczęła wywierać presję na łowców-zbieraczy. Pasterze zaczęli spychać ich ku peryferiom arktycznym – zamieszkujący je dziś Ketowie i Jukagirzy to nosiciele archaicznych linii genetycznych. Ten sam mechanizm przetrwania widać u Saamów w Skandynawii – w ich DNA też jest widoczna stara linia europejskich łowców-zbieraczy, ale i wyraźny ślad migracji z północnej Syberii.

Kontrapunktem dla eurazjatyckiego scenariusza jest Ameryka Północna, gdzie aż do przybycia Europejczyków obok populacji rolniczych żyły mobilne społeczności myśliwych. W dolinie Missouri budujący ufortyfikowane miasta i uprawiający kukurydzę Mandanowie sąsiadowali z polującymi na bizony Lakotami (Siuksami). Grupy te spotykały się na jarmarkach, handlowały i wymieniały idee, pozostając przy odmiennych wizjach życia.

Mogło być też tak, że w obrębie jednego plemienia lawirowano między dwiema formami gospodarki, a nawet modelami społecznymi, co Graeber i Wengrow nazwali „rolnictwem na pół etatu”. Na przykład przedstawiciele Ludów Wielkich Jezior, jak Ottawowie, latem gromadzili się w dużych osadach i uprawiali kukurydzę, jesienią zaś plemię dzieliło się na małe, mobilne i egalitarne grupy myśliwskie. Rolnictwo było dla nich sezonowym wyborem, a płynna struktura społeczna dostosowywała się do bieżących potrzeb.

Wywracające nasze myślenie o neolicie obyczaje panowały natomiast u ludu Nambikwara w Amazonii. Układy egalitarne obowiązywały, gdy uprawiano w ogrodach maniok, kukurydzę i tytoń, a dobrowolnie podporządkowywano się silnemu wodzowi w porze suchej, przechodząc w tryb mobilnych łowców. Nadzór nad grupą usprawniał działanie w trudnym terenie. Przejście do rolnictwa nie musiało więc zawsze oznaczać narodzin hierarchii – bywało wręcz odwrotnie.

Tak niewielu ocaliło tak wiele

Historia przejścia od łowiectwa do rolnictwa nie była jednokierunkowa. Czasem rolnictwo przychodziło wraz z migracją całych populacji, czasem wraz z kobietami, które wżeniały się w społeczności łowiecko-zbierackie, przynosząc ze sobą nowe umiejętności i praktyki. W innych przypadkach odmienne strategie gospodarowania mogły współistnieć przez tysiąclecia. Neolityzacja była serią lokalnych negocjacji między ludźmi a środowiskiem oraz różnymi grupami o różnych wizjach życia. Choć rolnictwo ostatecznie zdominowało krajobraz Eurazji, nie dlatego „wygrało”, że było zdrowsze, lżejsze czy bardziej egalitarne. Przeciwnie – przez tysiąclecia oznaczało cięższą pracę, uboższą dietę i większą podatność na choroby. Jego przewaga polegała na zdolności do podtrzymywania rosnącej liczby ludzi na ograniczonej przestrzeni.

Tam gdzie pojawiały się pola uprawne i stada, łowcy-zbieracze byli wypychani na margines, ale przetrwali na terenach rolniczo nieprzydatnych. Nie są to odizolowane od świata grupy. Inuici w Arktyce, Pirahã w puszczy amazońskiej, Buszmeni na pustyni Kalahari, Hadza w Tanzanii, Batek w tropikalnych lasach Malezji czy Agta na Filipinach funkcjonują w sieciach wymiany, pracy sezonowej i kontaktów małżeńskich. Nie porzucają własnych strategii mobilnych, przejmują wybrane elementy gospodarki osiadłej, a nawet korzystają ze zdobyczy technologicznych. Zostało ich niewielu, bo rolnictwo i krocząca za nim cywilizacja tak zmieniły warunki gry, że inne strategie przetrwania stały się trudne do utrzymania. Dlatego tak kurczowo trzymają się tradycji? To nie lenistwo, głupota ani zabobonny strach, lecz obawa przed utratą wolności.

Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną