Reklama
Sat-Okh w stroju indiańskim. Zdjęcie wykonane ok. 1958 r. Sat-Okh w stroju indiańskim. Zdjęcie wykonane ok. 1958 r. Narodowe Archiwum Cyfrowe
Człowiek

Polski Indianin: Opowieść o fascynacji, zachwycie, lukach i wątpliwościach

Klątwa Tutanchamona to wymysł dziennikarzy. Śmierć czekała tych, którzy otworzyli sarkofag Kazimierza Jagiellończyka.
Człowiek

Klątwa Tutanchamona to wymysł dziennikarzy. Śmierć czekała tych, którzy otworzyli sarkofag Kazimierza Jagiellończyka.

W próbce pobranej z kości kolanowej króla odkryto grzyb-pleśń o nazwie Aspergillus flavus. Wytwarza on aflatoksyny, groźne substancje chorobotwórcze, powodujące m.in. różne odmiany raka. [Artykuł także do słuchania]

Historia Stanisława Supłatowicza to nie tylko opowieść o przetrwaniu, ale przede wszystkim studium tożsamości, gdzie przynależność do grupy etnicznej ściera się z wymogami brutalnej polityki państw narodowych. To wreszcie bezceremonialne pytania o prawdę w całej tej historii, zbudowanej w dużej mierze na jednostronnym przekazie. [Artykuł także do słuchania]

Stanisław Supłatowicz, znany jako Sat-Okh (Długie Pióro), należy do najbardziej zagadkowych postaci rodzimej kultury popularnej XX w. Przez lata funkcjonował jako polski Indianin – pisarz, gawędziarz i popularyzator wiedzy o rdzennych mieszkańcach Ameryki Północnej. Jego książki zdobyły dużą popularność, a on sam urósł do rangi postaci legendarnej. Egzotycznej, a zarazem swojskiej, bo wpisanej w polskie doświadczenie wojny i późniejszej odbudowy. Ale historia Supłatowicza wymyka się prostym klasyfikacjom biograficznym. To nie tylko opowieść o przetrwaniu, ale przede wszystkim studium tożsamości, gdzie przynależność do grupy etnicznej ściera się z wymogami brutalnej polityki państw narodowych. To wreszcie bezceremonialne pytania o prawdę w całej tej historii, zbudowanej w dużej mierze na jednostronnym przekazie.

Zderzenie cywilizacji

Rekonstrukcja wczesnych lat życia Stanisława Supłatowicza wymaga oddzielenia literackiej autokreacji od twardych realiów etnograficznych i historycznych. Tutaj musimy postawić przed czytelnikiem wyraźną tabliczkę ostrzegawczą. To, co wiemy o jego dzieciństwie i inicjacji w plemieniu, pochodzi niemal wyłącznie z jego książek i wywiadów. Sat-Okh był znakomitym narratorem własnego życia i właśnie to czyni rekonstrukcję faktograficzną tak trudną. W autobiograficznie stylizowanej „Ziemi słonych skał” z 1958 r. Sat-Okh przedstawiał siebie jako syna Polki, Stanisławy Supłatowicz, oraz wodza Szaunisów zwanego Wysokim Orłem i wychowanego nad rzeką Mackenzie w Kanadzie. W najbardziej znanej wersji tej opowieści Polka zesłana w głąb Imperium Rosyjskiego miała po rewolucyjnym zamęcie uciec z Syberii przez północną Azję i Alaskę do Kanady, a tam związać się z rdzenną wspólnotą, z której wywodził się ojciec przyszłego Sat-Okha. Taki obraz utrwaliły jego relacje. Ale nawet podstawowe dane biograficzne Supłatowicza, jak rok urodzenia, pozostają w tym przypadku niejednoznaczne. W różnych relacjach pojawiały się daty w przedziale pomiędzy 1920 a 1925 r.

Początek XX w. był epoką gwałtownych przemieszczeń ludności: rewolucji, zesłań, ucieczek i emigracji. Ludzie z ziem dawnego imperium carskiego trafiali na Syberię, a później – różnymi drogami – próbowali wydostać się z rosyjskiego chaosu. W tym sensie opowieść o kobiecie z Europy Wschodniej, która znalazła się na północy Ameryki, wpisuje się w szerszy pejzaż epoki, choć szczegóły w przypadku Sat-Okha pozostają sporne. Nawet podstawowe dane, jak data i miejsce jego urodzenia czy szczegóły losów rodziny, występują w rozbieżnych wersjach, co każe traktować autobiograficzną narrację z dużą ostrożnością. Równie ważne jest to, jak wyglądała sama Kanada, do której ta opowieść nas prowadzi. Nie była to romantyczna kraina wolności, lecz państwo stosujące wobec ludów rdzennych politykę przymusowej asymilacji. Lata 20. i 30. XX w. stały się dla tamtejszych Indian czasem głębokiego kryzysu. Polityka rządu federalnego zmierzała konsekwentnie do jednego: wymazania indiańskiej tożsamości w ciągu jednego pokolenia. Narzędziem tej polityki były przede wszystkim szkoły rezydencjalne oraz Indian Act – ustawa z 1876 r., wielokrotnie zaostrzana, która odbierała rdzennej ludności prawa wyborcze, zakazywała ceremonii religijnych i regulowała niemal każdy aspekt życia w rezerwatach. Kanadyjska Komisja Prawdy i Pojednania w raporcie z 2015 r. nazwała ten system wprost kulturowym ludobójstwem.

Pow-wow w Rezerwacie Indian Kahnawake.ShutterstockPow-wow w Rezerwacie Indian Kahnawake.

Jeśli w biografii Sat-Okha jest moment najbardziej symboliczny, to właśnie dzieciństwo, opisywane jako życie na styku dwóch porządków: rdzennych kultur Ameryki Północnej i świata europejskiego, do którego miał później wrócić. Z relacji Supłatowicza wynika, że wychowywał się jako pełnoprawny członek społeczności Szaunisów. Uczył się tropienia zwierzyny, rozpoznawania roślin i technik przetrwania. Nosił imię nadane przez plemię. Przeszedł inicjację. Mówił lokalnym językiem. Moment przełomowy nastąpił, gdy młodzieniec dowiedział się od matki o swoich polskich korzeniach i postanowił wyruszyć do Europy. W najbardziej znanej wersji tej historii, przedstawianej przez samego Supłatowicza, matka przywozi syna z Kanady do Polski ok. 1937 r. Ten przeskok z kanadyjskiej tajgi do przedwojennej Polski był dla kilkunastoletniego Sat-Okha drastycznym procesem dekonstrukcji tożsamości. Stanisław Supłatowicz, bo takie nazwisko przyjął po matce, musiał szybko opanować nie tylko język polski, ale i normy społeczne cywilizacji przemysłowej, które stały w całkowitej sprzeczności z jego dotychczasowym systemem wartości.

Wybuch wojny nadał jego pobytowi w Polsce większej dynamiki i dramaturgii. W tym czasie rodziło się Polskie Państwo Podziemne, fenomen w historii II wojny światowej. Armia Krajowa u szczytu działalności liczyła 300–400 tys. zaprzysiężonych żołnierzy. W jej szeregach znalazł się również Stanisław. Wychowanek kanadyjskich Indian był niezwykle egzotycznym nabytkiem. Wojenna biografia Sat-Okha to rzadki w polskiej historiografii przykład wykorzystania rdzennych technik przetrwania w europejskim teatrze działań partyzanckich. Supłatowicz przez lata opowiadał, że został aresztowany przez gestapo, a następnie uciekł z transportu do Auschwitz. Ta wersja jego biografii budzi jednak sporo zastrzeżeń.

Jako żołnierz Armii Krajowej o pseudonimie Kozak, służący w oddziale Mariana Sołtysiaka „Barabasza” (słynni Wybranieccy), Sat-Okh stał się legendą Gór Świętokrzyskich. Jego dowódca w swoich powojennych wspomnieniach podkreślał unikalne zdolności „Kozaka”: bezszelestne poruszanie się w lesie, umiejętność tropienia oraz instynktowną orientację w terenie. Cechy będące fundamentem wychowania indiańskiego okazały się kluczowe w walce z okupantem. To tragiczny paradoks historii – człowiek, który uciekł z Kanady przed przymusowym cywilizowaniem, odnalazł sens swojego pierwotnego wychowania w sercu ogarniętej totalitaryzmem Europy, zamieniając łuk na karabin, a pióropusz na furażerkę z orzełkiem.

Muzeum Sat-Okha w Wymysłowie przez lata gromadziło pamiątki związane ze Stanisławem Supłatowiczem oraz eksponaty nawiązujące do kultury rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej.Dawid Lasociński/ForumMuzeum Sat-Okha w Wymysłowie przez lata gromadziło pamiątki związane ze Stanisławem Supłatowiczem oraz eksponaty nawiązujące do kultury rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej.

Powrót do korzeni

Po zakończeniu wojny Supłatowicz stanął przed wyzwaniem odnalezienia się w stalinowskiej rzeczywistości. Dla byłego żołnierza AK, a zarazem osoby o niejasnym dla urzędników pochodzeniu etnicznym okres ten stał się czasem swoistego internowania w granicach państwa. Polityka paszportowa PRL w latach 50. była jednym z najbardziej represyjnych instrumentów kontroli obywateli, szczególnie tych z akowską przeszłością. Dla Sat-Okha, który marzył o powrocie do Kanady, brak zgody na wyjazd oznaczał formę duchowej i fizycznej niewoli. Zaciągnął się więc do Marynarki Wojennej, a następnie pracował w Polskich Liniach Oceanicznych jako mechanik i steward. Służba na statkach takich jak MS „Batory” pozwalała mu na kontakt z wielkim światem, choć paradoksalnie jako pracownik floty handlowej znajdował się pod stałą obserwacją organów bezpieczeństwa.

W okresie PRL narodził się jednak Sat- Okh pisarz. W 1958 r. zadebiutował powieścią „Ziemia słonych skał”, która stała się fenomenem wydawniczym. Sukces literatury indiańskiej w bloku wschodnim wynikał z potrzeby eskapizmu, ucieczki czytelnika od socrealistycznej codzienności w świat nieskażonej przyrody i honorowych kodeksów. Książki Sat-Okha wpisywały się zresztą w długą polską fascynację tematyką indiańską. Autor więc szybko stał się liderem duchowym polskich stowarzyszeń poświęconych tej kulturze. Dla Supłatowicza pisanie było formą autoterapii i jedynym sposobem na zachowanie tożsamości w świecie zdominowanym przez legitymacje partyjne i mundury – jawił się jako ktoś, kto przemawia z wnętrza opisywanego świata.

„Ziemia słonych skał” to jedna z najgłośniejszych książek Sat-Okha. Opowieść wpisuje się w jego literacką legendę o życiu wśród Indian.Archiwum„Ziemia słonych skał” to jedna z najgłośniejszych książek Sat-Okha. Opowieść wpisuje się w jego literacką legendę o życiu wśród Indian.

Mimo rosnącej sławy i statusu literackiego władze konsekwentnie odmawiały mu prawa do prywatnej podróży za ocean, więc przez blisko dwie dekady Sat- Okh pozostawał marynarzem w klatce. Widział brzegi innych kontynentów z pokładu statku, ale nie mógł postawić stopy na ziemi, którą uważał za swoją pierwszą ojczyznę. Ta wymuszona izolacja trwała aż do odwilży i zmian w polityce zagranicznej, które umożliwiły mu wyjazd w 1966 r. Konfrontacja mitycznej krainy dzieciństwa z rzeczywistością lat 60. okazała się jednak bolesną dekonstrukcją tożsamości. Krajobraz, który Sat-Okh zapamiętał jako wolną tajgę, został w dużej mierze przekształcony przez przemysł wydobywczy i rygorystyczny system rezerwatów, co drastycznie zmieniło strukturę społeczną tubylczych wspólnot. Pobyt w Kanadzie nie okazał się więc spełnieniem marzenia, choć Supłatowicz wzbudził zainteresowanie mediów jako „indiański” polski marynarz i były żołnierz AK i spotkał się z osobami przedstawianymi jako jego siostra i brat. Największym jednak ciosem okazało się odrzucenie przez dawne środowisko.

Polski literat w garniturze dla mieszkańców rezerwatu był już obcym człowiekiem, który uniknął dekad systemowej opresji i biedy, jakie stały się udziałem kanadyjskich Indian. Brak wspólnego kodu kulturowego z rówieśnikami, którzy przeszli przez system szkół rezydencjalnych, pogłębił tę izolację. W dodatku polonijne środowiska w Kanadzie, często wrogie wobec przybyszów z PRL, nie stanowiły dla Supłatowicza oparcia, a on sam nie potrafił odnaleźć się w roli atrakcji etnograficznej. Ta gorzka lekcja uświadomiła mu, że jego prawdziwy dom – kraina wolnych myśliwych – przestał istnieć. To właśnie to rozczarowanie stało się impulsem do jeszcze silniejszego zaangażowania w popularyzację kultury indiańskiej w Polsce, która stała się dla niego metodą ocalenia pamięci o świecie, którego nie zdołał odnaleźć za oceanem.

Dziedzictwo Stanisława Supłatowicza to fenomen na mapie polskiej kultury powojennej wykraczający poza ramy zwykłego sukcesu literackiego. Stał się postacią publiczną, a po przejściu na emeryturę działał w Polskim Ruchu Przyjaciół Indian, występował w telewizji i jeździł po szkołach na spotkania z dziećmi i młodzieżą. Ta aktywność pokazuje, że w PRL i w pierwszych latach po jego upadku funkcjonował już nie tylko jako autor książek, ale jako prawdziwy polski Indianin. Zmarł 3 lipca 2003 r. w Szpitalu Marynarki Wojennej w Gdańsku.

W całej tej historii jest jeden problem. Wiele przesłanek podkopuje wiarygodność szczegółów biografii, którą zaprezentował światu Supłatowicz. Niektórzy twierdzą też, że Sat-Okh to postać wykreowana przez samego autora.

Popularność książek Sat-Okha wynikała z połączenia wartkiej fabuły z aurą ­autobiograficznej opowieści.ArchiwumPopularność książek Sat-Okha wynikała z połączenia wartkiej fabuły z aurą ­autobiograficznej opowieści.

Okładka książki 'Biały mustang'.ArchiwumOkładka książki "Biały mustang".

Polska, kraj Indian

Kiedy w 1958 r. na półkach księgarskich pojawiła się „Ziemia słonych skał” Sat- Okha, trafiła na grunt starannie przygotowany przez ponad stulecie. Polska fascynacja rdzennymi mieszkańcami Ameryki Północnej jest zjawiskiem osobliwym na tle Europy – głębszym, bardziej emocjonalnym i bardziej zorganizowanym niż w krajach, które miały z Indianami bezpośredni kontakt kolonialny. Jej korzenie sięgają XIX w. Henryk Sienkiewicz podczas podróży do Stanów Zjednoczonych w latach 1876–1878 opisywał w listach wymierający świat zachodnich prerii z wyraźną sympatią dla jego rdzennych mieszkańców. Ale prawdziwie masową wyobraźnię rozbudził Karl May, niemiecki pisarz, który sam nigdy nie był w Ameryce. Mimo to stworzył Winnetou, wodza Apaczów, a ten stał się w Europie Środkowej wcieleniem indiańskiego honoru i szlachetności.

W PRL fascynacja Indianami nabrała jednak zupełnie nowego wymiaru. W kraju, w którym egzotyczne podróże były przywilejem, a rzeczywistość tonęła w szarości socrealizmu, Indianie stali się nośnikiem wartości wyraźnie alternatywnych wobec systemu: wolności jednostki, życia w zgodzie z naturą, oporu wobec kolonizatora, który narzuca swoją cywilizację siłą. Alegoria była czytelna, choć nikt jej głośno nie nazywał. Dodatkowym paliwem była seria przygodowych powieści Alfreda Szklarskiego o Tomku Wilmowskim, które otwierały młodzieży okno na świat niedostępny w inny sposób.

Na tej glebie wyrosło zjawisko bez bliskiej analogii w Europie Zachodniej: zorganizowany masowy ruch indianistyczny. Jego członkowie nie ograniczali się do czytania książek. Szyli stroje na podstawie muzealnych dokumentacji, uczyli się plemiennych języków, budowali tipi i organizowali letnie zloty. Skala działania tego ruchu zadziwiała nawet samych rdzennych Amerykanów, którzy od lat 80. zaczęli odwiedzać polskie zloty jako goście.

Rysy na pomniku

Historia Sat-Okha była zbyt piękna, by przejść bez szwanku przez dziennikarskie śledztwo. Wątpliwości dotyczące tożsamości Sat-Okha krążyły głównie w półprywatnym środowisku Polskiego Ruchu Przyjaciół Indian jako plotki, złośliwości i podejrzenia, którym trudno było nadać rangę publicznego zarzutu. W sierpniu 1993 r. w magazynie „Miliarder” ukazał się wywiad z Długim Piórem opatrzony archiwalnymi zdjęciami, które miały przedstawiać jego dziadka i ojca. Problem polegał na tym, że jedno ze zdjęć pochodziło ze słynnego albumu fotografa Edwarda Sheriffa Curtisa i widniał na nim szaman o imieniu Crow-Shot, który z rodem Supłatowiczów nie miał nic wspólnego. Środowisko miłośników kultury indiańskiej zawrzało, a nieskazitelny wizerunek Sat-Okha został poddany gwałtownej weryfikacji. Jesienią 1997 r. dziennikarz Janusz Ryszkowski opublikował w „Wieczorze Wybrzeża” cykl artykułów pod znaczącym tytułem „Fałszywy Indianin”. Jego konkluzja była druzgocąca: „Sat-Okh jest Indianinem, bez wątpienia. A Stanisław Supłatowicz?” – pisał retorycznie. Ryszkowski zakwestionował w życiorysie Sata niemal wszystko, z wyjątkiem dwóch faktów: że istniała Stanisława Supłatowicz i że istniał Stanisław Supłatowicz. Wątpliwości miały wymiar nie tylko dziennikarski, ale i rodzinny. Córka Sat-Okha, Barbara, zapytana wprost o ojca, nie pozostawiała złudzeń: „Czy mój ojciec miał skłonności do mistyfikacji? Tak”.

Muzeum Indiańskie Sat-Okha w Wymysłowie koło Bydgoszczy (2006 r.).Krzysztof Szatkowski/Agencja Wyborcza.plMuzeum Indiańskie Sat-Okha w Wymysłowie koło Bydgoszczy (2006 r.).

Punktem zwrotnym okazała się książka reportera Dariusza Rosiaka „Biało-czerwony. Tajemnica Sat-Okha”, wydana w 2017 r. Rosiak przeprowadził systematyczną kwerendę archiwalną i doszedł do wniosków, które podważają fundamenty najbardziej znanej wersji życiorysu Supłatowicza. Autor przyznał, że nie zaczynał pracy z zamiarem demaskacji: chciał opowiedzieć ciekawą historię, która okazała się zupełnie inna, niż zamierzał. Najpoważniejszy z zarzutów dotyczy samego początku legendy. Według dokumentów odnalezionych przez Rosiaka w Archiwum Państwowym Stanisław Supłatowicz w latach 1932– 1939 chodził do szkoły podstawowej w Radomiu, nie w Kanadzie. Jeśli te ustalenia są prawidłowe, oznacza to, że opowieść o kilkunastu latach spędzonych wśród Szaunisów jest niemożliwa do utrzymania. Równie poważne wątpliwości dotyczą wojennego życiorysu. Sat-Okh przez lata wyjaśniał, że został aresztowany przez gestapo za działalność konspiracyjną, trafił do transportu do Auschwitz i uciekł z wagonu. Rosiak jednak twierdzi, że dokumenty wskazują na inny scenariusz: Supłatowicz siedział w więzieniu za kradzież, a nie za działalność polityczną, i został zwolniony w marcu 1942 r. po ok. 10 mies. Jeśli te ustalenia się potwierdzą, dramatyczna scena ucieczki z transportu śmierci, jeden z kluczowych elementów jego legendy, wymaga gruntownej rewizji.

Kim byli Szaunisi

Gdyby narysować mapę oporu rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej wobec europejskiej kolonizacji, plemię Szaunisów (ang. Shawnee) zaznaczyłoby się na niej wyjątkowo wyraźnie. To jeden z ludów algonkińskich, zamieszkujących pierwotnie tereny dzisiejszego Ohio i przyległych stanów. Przez ponad dwa stulecia konsekwentnie przeciwstawiał się ekspansji najpierw brytyjskiej, a potem amerykańskiej. Jego największym przywódcą był Tecumseh, żyjący na przełomie XVIII i XIX w., który próbował zbudować wielkie przymierze Indian przeciwko Stanom Zjednoczonym. Zginął w 1813 r. w bitwie nad rzeką Thames w Kanadzie, walcząc po stronie Brytyjczyków. Jego śmierć oznaczała faktyczny koniec zorganizowanego indiańskiego oporu na wschodzie kontynentu.

To, co nastąpiło później, historycy określają mianem jednej z największych deportacji w historii Ameryki Północnej. Ustawa o przesiedleniu Indian z 1830 r. (Indian Removal Act), podpisana przez prezydenta Andrew Jacksona, zmusiła dziesiątki plemion, w tym Szaunisów, do opuszczenia ziem, na których żyli od pokoleń. Część z nich trafiła na tzw. Terytorium Indiańskie, czyli do dzisiejszej Oklahomy, część rozproszyła się po Kanadzie. I właśnie ten rozproszony, graniczny świat wspólnoty żyjącej w Kanadzie daleko od dawnych terytoriów i próbującej zachować tożsamość w coraz bardziej wrogim otoczeniu stanowił tło dla historii matki Sat-Okha.

Młody tancerz podczas pow-wow w Rezerwacie Indian Kahnawake w Quebecu. Pow-wow to spotkanie rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej.ShutterstockMłody tancerz podczas pow-wow w Rezerwacie Indian Kahnawake w Quebecu. Pow-wow to spotkanie rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej.

Sat-Okh podczas drugiego wiosennego pow-wow w Toruniu (2003 r.).Robert Górecki/Agencja Wyborcza.plSat-Okh podczas drugiego wiosennego pow-wow w Toruniu (2003 r.).

Wątpliwe okazały się również okoliczności jego powrotu do Kanady w 1966 r. Badacze wskazują, że osoby, które Sat-Okh przedstawiał jako indiańską rodzinę, mogły nie być jego krewnymi w sensie biologicznym. W kontekście tej sprawy pojawia się też postać Chiefa Dona Eagle’a, kanadyjskiego wrestlera z rezerwatu Kahnawake, którego Sat-Okh miał przedstawiać jako krewnego lub powinowatego. To trop pokazujący, że jego „powrót do rodziny” opierał się na bardzo kruchych podstawach. Ale Rosiak nie zamknął tej historii słowem „mistyfikacja”. Wskazał na coś subtelniejszego. Supłatowicz według niego wierzył w to, że jest Indianinem, a jego indiańskość stała się życiowym powołaniem. To ważna różnica. Między cynicznym fałszerzem a człowiekiem, który z autobiografii uczynił projekt tożsamościowy, ucieczkę od trudnego, może stygmatyzującego początku, jest przepaść. Fakty te nie rozstrzygają, kim naprawdę był Sat-Okh. Pokazują jednak, że granica między jego życiem a legendą była – świadomie lub nie – przez lata starannie zamazywana.

Najważniejszym elementem dorobku Supłatowicza pozostaje jego działalność edukacyjna. Jako autor poczytnych książek, m.in. „Głosu prerii” czy „Białego Mustanga”, ukształtował wyobraźnię kilku pokoleń Polaków. Jego dziedzictwem jest nie tylko Muzeum Indian Ameryki Północnej w Wymysłowie koło Tucholi, ale przede wszystkim zmiana postrzegania rdzennych mieszkańców Ameryki w Polsce: z egzotycznych ciekawostek stali się pełnowymiarowymi postaciami historycznymi o tragicznych, a zarazem heroicznych losach. Pozostaje on symbolem człowieka, który w świecie granic i murów potrafił zbudować własną przestrzeń wolności, zawieszoną między Wisłą a rzeką Mackenzie.

Wiedza i Życie 5/2026 (1097) z dnia 01.05.2026; Biografie; s. 29
Oryginalny tytuł tekstu: "Legenda Sat-Okha"
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną