Reklama
Niszczejący park rozrywki w mieście Prypeć, ewakuowanym po katastrofie Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej w 1986 r. Niszczejący park rozrywki w mieście Prypeć, ewakuowanym po katastrofie Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej w 1986 r. Shutterstock
Człowiek

Miasta widma. Nie są jedynie reliktami przeszłości. To żywe lekcje historii zapisane w krajobrazie

Wenecja tonie. Można ją podnieść, albo ratować inaczej, ale może stać się skansenem wyłącznie dla turystów
Środowisko

Wenecja tonie. Można ją podnieść, albo ratować inaczej, ale może stać się skansenem wyłącznie dla turystów

Wyrok na Wenecję jeszcze nie zapadł. Wciąż można ją odizolować od podnoszącego się morza. Naukowcy mają na to pomysły – mniej lub bardziej radykalne. Czy jednak pozostanie tym samym miastem? [Artykuł także do słuchania]

Miasta pustoszeją po katastrofach naturalnych, ale też po tych wywołanych przez człowieka – skutków błędów technologicznych, awarii przemysłowych czy niewłaściwego zarządzania ryzykiem. Oraz wojen. Są wreszcie i takie miejsca, które nigdy nie zdążyły naprawdę ożyć. [Artykuł także do słuchania]

Istnieją na wszystkich kontynentach i przybierają różne formy. Są ich tysiące. Łączy je jedno: pustka. Opuszczone budynki, zardzewiałe maszyny, zarośnięte ulice i ślady codziennego życia przypominają o kruchości ludzkich osiągnięć. To miejsca, gdzie czas zdaje się stać w miejscu. Ulice, którymi nikt już nie chodzi, domy, w których nikt nie mieszka, i przedmioty pozostawione tak, jakby ich właściciele mieli wrócić za chwilę. Do części z nich ludzie jednak wracają.

Jednym z najbardziej dramatycznych powodów zmieniania się miast w widma są katastrofy naturalne. Osuwiska, erupcje wulkanów czy ryzyko zawalenia się mas skalnych mogą szybko przekształcić tętniące życiem miejscowości w opuszczone ruiny. W niektórych miejscach zagrożenie nie prowadzi do natychmiastowej destrukcji, lecz wymusza kolejne prewencyjne ewakuacje. Najpierw pojawiają się sygnały ostrzegawcze – pogarszające się warunki środowiskowe, niestabilność gruntu czy powtarzające się katastrofy. Stopniowa emigracja mieszkańców prowadzi do wyludnienia, które ostatecznie kończy się całkowitym opuszczeniem miejscowości. Najnowszy przykład to islandzkie miasteczko Grindavík ewakuowane pod koniec 2023 r. z powodu zagrożenia erupcją wulkaniczną i zalane następnie przez lawę.

Ale nie wszystkie takie tragedie mają źródło w naturze. Wiele miast opustoszało w wyniku katastrof wywołanych przez człowieka – błędów technologicznych, awarii przemysłowych czy niewłaściwego zarządzania ryzykiem. Skażenie środowiska może sprawić, że całe obszary nie nadają się do życia przez dziesięciolecia. Ewakuacje przeprowadza się często w pośpiechu, a mieszkańcy nie mają możliwości powrotu. Porzucone mieszkania, szkoły i miejsca pracy tworzą przejmujący obraz nagłego przerwania codzienności. Paradoksalnie, katastrofa Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej w 1986 r. pokazała, że obszary zamknięte dla ludzi przez wiele dekad stają się miejscem rozwoju dzikiej przyrody, co świadczy o zdolności natury do adaptacji nawet w trudnych warunkach.

Porzucone budynki fabryczne w Detroit – mieście narodzin i upadku amerykańskiego przemysłu motoryzacyjnego.ShutterstockPorzucone budynki fabryczne w Detroit – mieście narodzin i upadku amerykańskiego przemysłu motoryzacyjnego.

Również konflikty zbrojne od wieków zmieniały los miast. Zniszczenia wojenne mogą być tak znaczne, że odbudowa jest nieopłacalna lub niepożądana. Ruiny stają się wówczas pomnikami pamięci przypominającymi o skali zniszczeń i cierpieniu ludzi. Kolejnym czynnikiem są zmiany polityczne. Upadek imperiów czy państw doprowadził do opuszczenia wielu osad. Gdy znikała podtrzymująca ich istnienie struktura, traciły rację bytu. Takie miejsca bywają świadectwem minionych epok. Wiele miejscowości opustoszało w wyniku innego rodzaju decyzji politycznych – przymusowych wysiedleń. Takie procesy często wiązały się z konfliktami, zmianami granic lub decyzjami administracyjnymi. Mieszkańcy musieli porzucić domy bez możliwości powrotu. W wielu przypadkach nowe społeczności nie zajmowały tych miejsc, co prowadziło do ich stopniowej degradacji. Tak stało się choćby w polskiej części Bieszczad oraz w Beskidzie Niskim, z których po II wojnie światowej wysiedlono ludność łemkowską i bojkowską.

Wiele miast widm zawdzięcza swoje istnienie górnictwu. Gdy odkrywane są złoża, powstają osady, które szybko przekształcają się w dynamiczne ośrodki. Przyciągają ludzi szukających pracy i bogactwa, rozwija się infrastruktura, kwitną usługi. Gdy jednak złoża się wyczerpują lub ich eksploatacja przestaje być opłacalna, fundament istnienia takiego miasta znika, co przeżyły miasteczka w hrabstwie Pike w amerykańskim stanie Kentucky. Czasami jednak, aby miasto przestało istnieć, wystarczy długotrwały proces ekonomicznego osłabienia. Brak pracy, spadek znaczenia regionu czy zmiany w strukturze gospodarki prowadzą do stopniowego odpływu mieszkańców. Takie obszary nie umierają nagle – ich życie wygasa powoli. Najpierw zamykają się zakłady pracy, potem szkoły i sklepy, aż w końcu odchodzą niemal wszyscy i społeczność zanika. Tak stało się choćby z centrum amerykańskiego Detroit po upadku branży motoryzacyjnej. Również w Polsce wiele miast pogrąża się w kryzysie społecznym i demograficznym – Łódź w ciągu ćwierć wieku straciła ponad 200 tys. mieszkańców, systematycznie ubywa też ludności w miastach Górnego Śląska.

Rybacka miejscowość Grindavík na Islandii, z której ludzie uciekli w 2023 r. z powodu zagrożenia erupcjami wulkanicznymi.ShutterstockRybacka miejscowość Grindavík na Islandii, z której ludzie uciekli w 2023 r. z powodu zagrożenia erupcjami wulkanicznymi.

Cypryjski kurort Warosia opustoszał w 1974 r., gdy wyspa została podzielona granicą na część grecką i turecką.ShutterstockCypryjski kurort Warosia opustoszał w 1974 r., gdy wyspa została podzielona granicą na część grecką i turecką.

Są wreszcie i takie miasta, które nigdy nie zdążyły naprawdę ożyć. Powstały jako ambitne projekty, które miały przyciągnąć tysiące ludzi, lecz nie spełniły oczekiwań. Brak zainteresowania, błędne założenia lub zmiany gospodarcze sprawiły, że pozostały niemal puste. Takie miejsca często wyróżniają się nowoczesną infrastrukturą, która kontrastuje z brakiem życia. Budynki są nowe, ulice zadbane, ale brakuje mieszkańców. To szczególny rodzaj miasta widma – nie zniszczonego, lecz niedokończonego. To przypadek Forest City w Malezji, zaprojektowanego na 100 tys. osób, ale zamieszkanego przez zaledwie kilka tysięcy. Przyjrzyjmy się bliżej tym najbardziej spektakularnym przykładom martwych miast.

Natura kontra osadnictwo

Historia niektórych miejsc na świecie pokazuje, jak potężne i nieprzewidywalne potrafią być siły natury. Włoskie Craco położone jest na stromym klifie nad doliną rzeki Cavone, ok. 40 km od Zatoki Tarenckiej. Dziś to miasto duchów, bo w XX w. ludzie stopniowo je opuszczali. Już w XIX w. pierwsi mieszkańcy zaczęli emigrować z powodu trudnych warunków rolniczych, lecz decydujące okazały się osuwiska. W 1963 r. rozpoczęto ewakuację z ich powodu, a w 1972 r. sytuację pogorszyła powódź. Ostatecznie o losie miasta przesądziło silne trzęsienie ziemi w 1980 r., którego epicentrum znajdowało się mniej więcej 100 km na północ. Wówczas historyczne Craco całkowicie opustoszało. Miasto stało się atrakcją turystyczną i planem filmowym – tu nakręcono niektóre sceny do „Pasji” Mela Gibsona oraz filmu „Quantum of Solace” o przygodach Jamesa Bonda.

Jeszcze dramatyczniejszy przebieg miały wydarzenia na hiszpańskiej wyspie La Palma w archipelagu Wysp Kanaryjskich. Miasteczko Todoque uległo niemal całkowitemu zniszczeniu podczas erupcji wulkanu Cumbre Vieja w 2021 r. Lawa zniszczyła setki obiektów – szkoły, kościół, domy i infrastrukturę publiczną – przekształcając je w pole zastygłej skały z resztkami budynków. Przed katastrofą żyło tam ok. 1300 osób.

Z kolei Plymouth na karaibskiej wyspie Montserrat, będącej terytorium zależnym Wielkiej Brytanii, to jedyny na świecie przypadek stolicy, która przekształciła się w miasto widmo. W 1996 r. po uaktywnieniu się wulkanu Soufrière Hills wszystkich mieszkańców (ok. 4 tys. osób) ewakuowano. Rok później wskutek erupcji 4/5 obszaru Plymouth zostało zniszczone i zasypane warstwą popiołów wulkanicznych o grubości do 1,5 m. Dopiero kilka lat temu zezwolono na kilkugodzinne wizyty w nim oraz na wydobycie piasku i żwiru.

Nie wszystkie przypadki kończą się jednak fizycznym zniszczeniem. W Brienz w kantonie Gryzonia mieszkańcy byli trzykrotnie ewakuowani z powodu zagrożenia osunięciem się milionów metrów sześciennych skał. W 2023 r. ziemia zatrzymała się tuż przed wsią, a rok później za niestabilne uznano dwa fragmenty zboczy o łącznej objętości ponad 6 mln mł. Ludzie musieli opuścić miejscowość, teoretycznie tymczasowo, w praktyce – szanse na ich powrót są znikome.

Puste bloki mieszkaniowe i plaże w Forest City, zbudowanym na południowym skraju Malezji. Miało w nim zamieszkać 100 tys. ludzi, ale chętnych było 20 razy mniej.ShutterstockPuste bloki mieszkaniowe i plaże w Forest City, zbudowanym na południowym skraju Malezji. Miało w nim zamieszkać 100 tys. ludzi, ale chętnych było 20 razy mniej.

Koniec epoki wydobycia surowców

Rozkwit wielu miast wiązał się z eksploatacją surowców naturalnych. Pyramiden na Spitsbergenie stanowi niemal idealny przykład miasta zamrożonego w czasie. Założone przez Szwecję na początku XX w., a rozwinięte przez Związek Radziecki, osiągnęło szczyt rozwoju w połowie stulecia. Wówczas mieszkało tu ok. 2500 osób, głównie górników wydobywających węgiel. W mieście działały szkoła, biblioteka, centrum kultury ze sceną teatralną oraz basen. Po zamknięciu kopalni w marcu 1998 r. wszyscy mieszkańcy opuścili Pyramiden jeszcze w tym samym roku, pozostawiając wyposażenie budynków niemal nienaruszone. Dziś funkcjonuje jako swoisty skansen epoki, w którym mieszka kilka osób, a ostatnio otwarto tu nawet mały hotel dla turystów.

Podobną historię ma Kolmanskop w południowej Namibii, leżące ok. 30 km od wybrzeża Atlantyku. Po odkryciu diamentów w 1908 r. powstało tam niezwykle bogate miasto, wyposażone w szpital, szkołę, fabrykę lodu, a nawet niewielką scenę operową. Luksus pośrodku pustyni. Nic dziwnego – 100 lat temu stąd pochodził co dziesiąty diament wydobywany na świecie. W tamtym czasie Namibia była niemiecką kolonią. Rdzennych mieszkańców usunięto siłą z rozległego obszaru wokół Kolmanskop i innych górniczych osad, takich jak Elizabeth Bay i Pomona. Gdy jednak złoża zaczęły się wyczerpywać, a nowe odkrycia przesunęły centrum wydobycia diamentów na południe, mieszkańcy stopniowo decydowali się na wyjazd. Do 1956 r. miasto całkowicie opustoszało, a dziś wnętrza domów wypełnia piasek nawiewany z pustyni. Pół wieku później w Kolmanskop po raz pierwszy zaczęli pojawiać się turyści – dziś przyjeżdża ich tu co roku 20–30 tys.

Plymouth – stolica karaibskiej wyspy Montserrat – kompletnie zniszczone w 1997 r. przez wulkan Soufrière Hills. Na szczęście mieszkańców ewakuowano rok wcześniej.Reuters/ForumPlymouth – stolica karaibskiej wyspy Montserrat – kompletnie zniszczone w 1997 r. przez wulkan Soufrière Hills. Na szczęście mieszkańców ewakuowano rok wcześniej.

Podobny schemat można prześledzić w przypadku Bodie w Kalifornii. Położone przy granicy ze stanem Nevada miasto liczyło w latach 70. XIX w. ok. 10 tys. mieszkańców i składało się z ponad 2 tys. budynków. Ich lokatorami byli głównie poszukiwacze złota. Istniała tu nawet chińska dzielnica. Ze względu na strzelaniny i hazard miejsce to zwano Bodie the Bad. Upadek osady rozpoczął się dwie dekady później wraz z wyczerpywaniem się złóż złota. W 1910 r. mieszkało tu już tylko 698 osób, a dekadę później – 128. W czasach II wojny światowej zostało praktycznie opuszczone. Dziś funkcjonuje jako park historyczny, zachowany w stanie „zatrzymanego rozkładu”.

Na Dalekim Wschodzie analogiczna historia rozegrała się na sztucznej wyspie Hashima, zbudowanej na morzu pod koniec XIX w. przez koncern Mitsubishi w celu wydobycia podwodnych złóż węgla kamiennego. Kopalnia działała przez 80 lat, a w szczytowym momencie, czyli w latach 50. XX w., zatrudniała ok. 5 tys. osób. Wszyscy żyli stłoczeni na wyspie, na której poza hotelami robotniczymi z setkami pokoików znajdowały się też niewielki szpital, poczta i kilkanaście lokali gastronomicznych. Był to wówczas najgęściej zaludniony kawałek globu. Ostatecznie wydobycia zaprzestano w 1974 r., a od 2009 wyspę udostępniono do zwiedzania. Kilka lat później to nietypowe miasto widmo zostało wpisane na Światową Listę Dziedzictwa UNESCO.

Craco na południu Włoch opustoszało w latach 70. i 80. XX w. Mieszkańców wygnały osuwiska, powodzie i trzęsienia ziemi. Dziś jest atrakcją turystyczną.ShutterstockCraco na południu Włoch opustoszało w latach 70. i 80. XX w. Mieszkańców wygnały osuwiska, powodzie i trzęsienia ziemi. Dziś jest atrakcją turystyczną.

Katastrofy technologiczne

Mają szczególny charakter – nie zawsze niszczą infrastrukturę, ale potrafią przekształcić całe obszary w niezdatne do życia. Najbardziej znanym przykładem jest katastrofa w Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej w kwietniu 1986 r. W jej wyniku ewakuowano Prypeć – miasto zbudowane kilka kilometrów od elektrowni dla jej pracowników, liczące w chwili awarii blisko 50 tys. mieszkańców. Opuszczono je w ciągu jednego dnia. Ludzie zostawili mieszkania i przedmioty codziennego użytku. Wielu z nich sądziło, że wrócą po kilku dniach. Nie wrócili. Tak samo stało się z mieszkańcami kilkunastotysięcznego Czarnobyla, położonego 18 km na południe od elektrowni. On również został ewakuowany, choć później zezwolono na zmianowy pobyt naukowcom, urzędnikom i… pracownikom sektora turystycznego. Cały obszar wokół elektrowni przekształcono w strefę zamkniętą, obejmującą setki miejscowości, ale przed rosyjską inwazją w 2022 r. można ją było zwiedzać w sposób zorganizowany.

Do podobnej sytuacji doszło w Japonii po awarii elektrowni Fukushima Daiichi w marcu 2011 r. Z licznych miejscowości znajdujących się w promieniu 30 km ewakuowano wówczas ok. 150 tys. osób. Zdecydowana większość do dziś nie wróciła do swoich domów, choć część obszarów uznano już za bezpieczne. Przed katastrofą miasta takie jak Ōkuma, Futaba, Tamioka czy Namie miały po kilkanaście tysięcy mieszkańców. Dziś populacja każdego z nich nie przekracza 2–3 tys. Choć nie zostały fizycznie zniszczone, to 15 lat temu „wyłączono” je z normalnego funkcjonowania przez skażenie.

Brienz w Szwajcarii zostało ewakuowane w 2023 r. z powodu zagrożenia osuwiskami. Mieszkańcom zakazano powrotu.Reuters/ForumBrienz w Szwajcarii zostało ewakuowane w 2023 r. z powodu zagrożenia osuwiskami. Mieszkańcom zakazano powrotu.

Wysepka Spinalonga w pobliżu Krety była do 1957 r. kolonią dla osób chorych na trąd. Dziś jest chętnie odwiedzana przez turystów.ShutterstockWysepka Spinalonga w pobliżu Krety była do 1957 r. kolonią dla osób chorych na trąd. Dziś jest chętnie odwiedzana przez turystów.

Porzucone wskutek wojny

Belchite w hiszpańskiej Aragonii stało się miastem widmem w ciągu 2 tyg. – między 24 sierpnia a 7 września 1937 r., kiedy dotarła tu wojna domowa, doprowadzając do niemal całkowitego zniszczenia zabudowy. Po zakończeniu działań zbrojnych nie podjęto próby odbudowy. Zamiast tego wzniesiono nowe Belchite tuż obok, a stare pozostawiono jako trwały pomnik konfliktu. Ruiny miały przypominać o zwycięstwie jednej strony i klęsce drugiej. Do dziś można poruszać się między zniszczonymi budynkami, oglądać przestrzelone ściany i wypalone wnętrza kościołów. To nie rekonstrukcja ani muzeum – to autentyczny zapis momentu destrukcji.

Jeszcze dramatyczniejszy przebieg miały wydarzenia w Ağdamie w Azerbejdżanie. Miasto, założone w XVIII w. i zamieszkane głównie przez Azerów, rozwijało się szybko w ubiegłym stuleciu. Funkcjonowały w nim zakłady przemysłowe, lotnisko i dwie stacje kolejowe. Miało jednak pecha – było zlokalizowane w Górskim Karabachu, spornym regionie zamieszkanym przez Ormian i Azerów. Na początku lat 90. XX w., po upadku ZSRR, żyło w nim ok. 30 tys. ludzi. W lipcu 1993 r., podczas pierwszej wojny o Górski Karabach, zajęły je wojska ormiańskie, po czym splądrowały i zamieniły w kupę gruzów. Jedynym ocalałym budynkiem był meczet. Przez blisko trzy dekady w ruinach praktycznie nikt nie żył. Dopiero po 2020 r., w wyniku kontrofensywy Azerbejdżanu, cały Górski Karabach przeszedł pod kontrolę tego kraju. Niedługo potem ogłoszono ambitny plan odbudowy Ağdamu. Ma tu powstać miasto dla 100 tys. ludzi z infrastrukturą transportową, zielonymi strefami i nowoczesną zabudową. Na razie jednak są to głównie ruiny.

Kolmanskop w Namibii było niegdyś głównym ośrodkiem wydobycia diamentów na świecie. Potem zajęła je pustynia.ShutterstockKolmanskop w Namibii było niegdyś głównym ośrodkiem wydobycia diamentów na świecie. Potem zajęła je pustynia.

Inny wariant wojennego opuszczenia reprezentuje Warosia na Cyprze. W latach 70. XX w. była to jedna z najważniejszych destynacji turystycznych w strefie śródziemnomorskiej. Nowoczesne hotele, wysokie budynki i infrastruktura przyciągały międzynarodowych gości, w tym znane postacie świata kultury. Główne ulice były centrami życia handlowego i rozrywkowego, z hotelami, restauracjami i klubami. Potem jednak doszło do konfliktu między dwiema nacjami zamieszkującymi wyspę – Grekami i Turkami. Ci drudzy stworzyli własne państwo, uznawane tylko przez Turcję. Warosia znalazła się w jego granicach, więc jej mieszkańcy – niemal wyłącznie Grecy – uciekli, a luksusowy kurort zmienił się w miasto widmo. Zabudowa nie została zniszczona, lecz odgrodzona od świata i opuszczona. Plaże otwarto ponownie w 2020 r., a Turcy ogłosili plan ożywienia kurortu pod własną flagą mimo sprzeciwu Greków i Unii Europejskiej. Tymczasem kolejne konflikty nadal tworzą nowe miasta widma. Po inwazji rosyjskiej na Ukrainę w 2022 r. liczne miejscowości, takie jak Marinka, Popasna czy Sołedar, zostały zrujnowane i opuszczone w wyniku ewakuacji ludności i działań wojennych.

W ostatnich dekadach zdarzało się też, że miasta wyludniały się nie na skutek działań wojennych, lecz wycofania się wojsk okupacyjnych po rozpadzie imperiów. Podczas zimnej wojny kazachski Chagan, znany wówczas jako Semipałatyńsk-4, był zamkniętym miastem zamieszkanym – jak się ocenia – przez 10–12 tys. radzieckich żołnierzy. Jego istnienie ściśle wiązało się z bazą strategicznego lotnictwa. Po upadku ZSRR przestał być potrzebny i został opuszczony. Podobny los spotkał leżące kilkadziesiąt kilometrów na zachód od Chaganu miasto Kurczatow (Semipałatyńsk-16), gdzie znajdował się ośrodek radzieckich prób nuklearnych. Dawniej mieszkało w nim 25 tys. ludzi, dziś pozostały 2–3 tys. Teren w tej części Kazachstanu jest wciąż silnie napromieniowany. Dodajmy, że w widma przeobraziły się również Kłomino i Pstrąże, dawne radzieckie garnizony w zachodniej Polsce.

Japońska wyspa Hashima – dawna kopalnia węgla kamiennego.ShutterstockJapońska wyspa Hashima – dawna kopalnia węgla kamiennego.

Na koniec ciekawostka: za upadek miasta może odpowiadać nawet medycyna. Spinalonga to maleńka wyspa w pobliżu Krety. Wenecjanie zbudowali tu w XVI w. potężny fort, który półtora wieku później przejęli Turcy osmańscy, a na początku XX w. Grecy przekształcili w kolonię dla osób chorych na trąd. Funkcjonowała ona aż do 1957 r., a kilka lat później wyspę opuścili ostatni mieszkańcy. W ten sposób Spinalonga stała się miastem widmem. Przypomniano o niej dopiero dwie dekady temu – dawna „wyspa żywych trupów”, jak ją kiedyś nazywali mieszkańcy pobliskich miejscowości, została odkryta przez turystów. Dziś jest jedną z największych atrakcji turystycznych nie tylko Krety, ale całej Grecji.

Wiedza i Życie 6/2026 (1098) z dnia 01.06.2026; Społeczeństwo; s. 60
Oryginalny tytuł tekstu: "Kiedy miasta przestają istnieć"
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną