Kiedy pod biegunem rodzi się gniew i jak nie zabrać go na Marsa
Co roku zimę w Concordii spędza kilkunastu naukowców. Przez 9 mies. są odcięci od świata i zdani wyłącznie na siebie. Dlatego psycholodzy sprawdzili, jak grupa sobie z tym radzi. Wyniki badań ukazały się w „PNAS”. Okazało się, że w kolejnych miesiącach pobytu w Concordii ludzie czuli się ze sobą coraz gorzej. Źle znosili nie tyle samą izolację, ile konieczność stałego przebywania w bliskim kontakcie fizycznym z innymi. W rezultacie już w połowie pobytu mała społeczność stacji polarnej utraciła spójność. Coraz częściej w raportach uczestników misji ujawniały się łagodne symptomy paranoi, takie jak podejrzliwość i nieufność.
Co ciekawe, wzrostowi nieufności nie towarzyszyło zmniejszenie częstotliwości bezpośrednich kontaktów, przeciwnie – nasilono je. Potwierdzały to zapisy sensorów bliskości fizycznej, które nosili zimujący w Concordii. Problem polega na tym, że te kontakty coraz bardziej ograniczały się do wąskiego kręgu „przyjaciół”. Z kolei pomiędzy kręgami narastała wrogość. „Podczas długiej i realnej izolacji na małej przestrzeni ciągła obecność innych osób może zwiększać presję psychiczną i osłabiać, a nie wzmacniać więzi społeczne” – konkludują autorzy badań.