Marek Węcowski: Krytycy „Odysei” Christophera Nolana dali się nabrać zręcznej kampanii reklamowej
| Prof. dr hab. Marek Węcowski pracuje na Wydziale Historii Uniwersytetu Warszawskiego, jest badaczem starożytnej Grecji, autorem książek naukowych i popularnonaukowych na temat antyku. |
AGNIESZKA KRZEMIŃSKA: – Co sprawia, że po trzech tysiącach lat wciąż chcemy Homera czytać, ekranizować, jak teraz Christopher Nolan, i – jak pan – pisać o nim książki?
MAREK WĘCOWSKI: – Anthony Snodgrass, wybitny brytyjski badacz starożytnej Grecji, zauważył kiedyś z przekąsem, że każdy badacz starożytności chciałby napisać książkę o Homerze, a każdy inny chciałby go od tego odwieść. Ma rację. Homer pozwala nam dotrzeć do momentu, w którym wszystko się zaczyna: grecka literatura, kultura i cywilizacja. Jest źródłem niemal wszystkiego, co Hellenowie po sobie zostawili, a zarazem wiemy o nim zaskakująco niewiele, stąd pokusa, by się nim zająć. Mało kto wie, że Lawrence z Arabii pod koniec życia przetłumaczył „Odyseję” i napisał do niej niezwykle interesujący wstęp, w którym próbował odtworzyć psychologiczny portret autora eposu. Słowem: od starożytności próbujemy nie tylko zrozumieć dzieła Homera, ale też odnaleźć człowieka, który za nimi stoi.
Człowieka czy ludzi, bo z pana książki wynika, że Homerów mogło być dwóch?
Od stuleci badacze dzielą się na unitarystów, którzy uważają, że „Iliada” i „Odyseja” wyszły spod ręki jednego genialnego twórcy, oraz „rozdzielaczy”, twierdzących, że stoją za nimi dwaj różni poeci. Kiedy zaczynałem pracę nad książką, skłaniałem się ku tym pierwszym. Im bardziej jednak zagłębiałem się w temat, tym więcej dostrzegałem różnic między oboma eposami w sposobie patrzenia na świat, konstrukcji opowieści czy wrażliwości artystycznej. Już Pseudo-Longinos, krytyk literacki z I w. n.e., pisał, że „Iliada” jest jak słońce w południe, a „Odyseja” – jak osłabłe, zachodzące. To trafna obserwacja – pierwszy epos emanuje energią, drugi jest bardziej refleksyjny.
Może „Iliadę” pisał Homer jako młodzieniec, a „Odyseję” jako dojrzały mężczyzna?
Tak sądzono. Pomiędzy tymi dwoma eposami są jednak zbyt duże różnice – w starszym mamy rozbudowane porównania homeryckie, wielkie sceny bitewne, niezwykłą koncentrację na heroizmie i wojnie. Autor „Odysei” interesuje się zaś czymś innym: z fascynacją opisuje sad Laertesa, organizację gospodarstwa czy sposób produkcji serów w jaskini Polifema. Patrzy na świat bardziej jak obserwator codzienności niż piewca wielkich czynów. To wszystko można do pewnego stopnia wytłumaczyć różnicą tematu obu eposów, ale co najważniejsze, poeta „Odysei” jest też bardziej zainteresowany samą naturą poezji, śledzi literackie nowinki. Ponieważ człowiek na starość rzadko tak radykalnie zmienia styl i twórczą wrażliwość, trudno mi uwierzyć, że mamy do czynienia z jednym twórcą.
Czyli było dwóch poetów?
To najbardziej prawdopodobne, może mistrz i uczeń. Autor odrobinę młodszej „Odysei” znał i podziwiał „Iliadę”, i świadomie do niej nawiązywał, jednocześnie próbował stworzyć coś własnego. W dodatku „Iliada” ma elementy dialektu wschodniojońskiego i poeta znał z autopsji zachodnią Azję Mniejszą, o czym świadczą pewne detale. Jego hipotetyczny uczeń pochodził być może z Eubei – w „Odysei” jest bowiem więcej wpływów zachodniojońskiego i występują wątki świadczące o znajomości tego regionu. Twórca interesuje się także eksplorowanym przez Eubejczyków światem na zachód od Morza Egejskiego.
A skąd imię Homer?
Od Homerydów (Homēridai), pieśniarzy z wyspy Chios. Dopiero później Grecy zaczęli łączyć z żywym człowiekiem imię Homer, którego etymologia nie jest do końca jasna.
Według żyjącego w IV w. p.n.e. Efora z Kyme w eolskim miało oznaczać ślepca.
Musimy więc przyjąć bogactwo tradycji na temat fizyczności Homera. Na monetach z wyspy Ios dumnie patrzy przed siebie. Jego ślepota to zatem późna tradycja, wzorowana zapewne na postaci niewidomego barda Demodokosa z „Odysei” – w VI w. nazywano go już „ślepym starcem z Chios”.
Ta wyspa jest jednym z co najmniej siedmiu miejsc, które uważały się za ojczyznę tego genialnego poety. W sprawie jego pochodzenia narosło przez wieki mnóstwo legend.
Wedle jednej z nich jego matką była śmiertelniczka Kretheis z Ios, którą wygnano ze Smyrny, gdzie mieszkała, gdy zaszła w niechcianą ciążę. Wedle innej jego rodzicami byli nimfa i bóg płynącej w pobliżu Smyrny rzeki Meles, stąd imię Melesigenes, które mitycznie odczytywano jako „zrodzony z Melesa”. Naprawdę jednak można je przetłumaczyć jako „ten, który sławi-swój ród”. Może to prawdziwe imię autora „Odysei”, później wyparte przez mitycznego założyciela Homerydów, wciąż jednak pamiętane w tradycji lokalnej?
A pamięć starożytni mieli doskonałą. Potrafili choćby melorecytować całe eposy.
Rzeczywiście wykorzystywali olbrzymie możliwości ludzkiej pamięci. Legenda głosiła, że gdy poeta Symonides wyszedł cało z katastrofy, jaką było zawalenie się sali biesiadnej, potrafił wskazać rodzinom ciała wszystkich ofiar, bo dokładnie pamiętał, kto gdzie się w momencie zdarzenia znajdował. Między innymi dlatego do lat 80. XX w. dominował pogląd, że Homer był niepiśmienny i eposy wyrosły z tradycji oralnej, a później jeszcze długo funkcjonowały bez udziału pisma.
Homer nie tworzy bohaterów bez skazy. Pokazuje ludzi wybitnych, którzy jednocześnie przynoszą swoim wspólnotom zagrożenie.
Odkrycie w latach 50. w greckiej kolonii na Ischii w Zatoce Neapolitańskiej tzw. Czary Nestora (z napisem: „Jestem pięknym kubkiem Nestora. Kto z tego kubka się napije, tego natychmiast ogarnie pragnienie pięknie uwieńczonej Afrodyty”) podważyły wizję oralistów. Nie dość, że tekst powstał w 740–730 r. p.n.e. – w tym czasie, co eposy homeryckie – to jeszcze odnosi się do postaci z „Iliady”?
I na pewno nie jest dziełem kogoś, kto dopiero próbował wydrapać swoje pierwsze litery. Kiedy przyjrzymy się bliżej temu napisowi, widać, że jego wykonawca nie był amatorem. Jest on bowiem niezwykle staranny, zapisany drobnymi literami na twardej ceramice i podzielony zgodnie z zasadami wersyfikacji poetyckiej. Pojawiają się nawet znaki pomagające oddzielać poszczególne człony metryczne. Poezję zatem już wówczas Grecy zapisywali w sposób profesjonalny. Również twórcy „Iliady” i „Odysei” mogli posługiwać się pismem, co nie oznacza, że tradycja ustna przestała istnieć.
Pisze pan, że nie wszyscy byli o tym przekonani.
Rhys Carpenter, wybitny amerykański znawca starożytnej Grecji, kiedy zobaczył publikację napisu, doznał dysonansu poznawczego. Według obowiązujących wówczas teorii równie rozwinięta kultura pisma nie mogła istnieć tak wcześnie. Zamiast więc zmienić pogląd, uznał, że z zabytkiem musi być coś nie w porządku. Stwierdził, że napis wykonano dopiero ok. 200 lat po wyprodukowaniu samego naczynia i następnie umieszczono je z powrotem w grobie. Tak jak kiedyś zwolennicy piśmiennego Homera musieli tłumaczyć, dlaczego uważają, że poeta znał alfabet, dziś oraliści muszą wyjaśniać, dlaczego ignorują rosnącą liczbę świadectw wskazujących na obecność w świecie Homera pisma. I to służącego m.in. do zapisu poezji. Spór trwa.
Według pana po „Iliadę” i „Odyseję” sięgamy najczęściej w czasie kryzysów, wojen i wielkich katastrof. Dlaczego?
Bliskość Homera wobec naszych doświadczeń nie wynika wyłącznie z tego, że potrafił on opisać wojnę czy ludzkie cierpienie. Francuska filozofka Simone Weil w napisanym podczas drugiej wojny światowej eseju „Iliada jako poemat mocy” kluczem do interpretacji otaczającego ją szaleństwa uczyniła epos. Stwierdziła, że jest on poematem o sile i przemocy, która dotyka zarówno zwycięzców, jak i pokonanych. Obydwa dzieła homeryckie powstały w epoce gwałtownych przemian, gdy świat Greków zmieniał się politycznie, społecznie i kulturowo. Opowiadając w „Iliadzie” o koalicyjnej wojnie toczonej wspólnie przez Achajów rzekomo w czasach – jak my je nazywamy – mykeńskich, Homer zastanawiał się nad współczesnymi sobie napięciami wewnątrz helleńskich wspólnot oraz konfliktami pomiędzy greckimi państewkami. A w „Odysei” wykorzystywał opowieści o potworach i mitycznych krainach śródziemnomorskiego zachodu, gdy Grecy już osiedlali się na tych obszarach i poznawali je coraz lepiej. W tym wszystkim pokazał, jak ludzie próbują odnaleźć się w niestabilnym świecie, co jest doświadczeniem uniwersalnym i czyni jego eposy aktualnymi do dziś.
Jeszcze 20 lat temu wydawało się, że bohaterem naszych czasów jest Achilles. Powstała hollywoodzka „Troja”, fascynowano się superwojownikiem. Teraz mamy wysyp ekranizacji „Odysei” – w 2024 r. Uberto Pasolini, teraz wspomniany Christopher Nolan. Dlaczego dziś Odyseusz tak silnie przemawia do twórców? Czyżby teraz było nam do niego bliżej?
Zdecydowanie tak. „Iliada” to poemat młodości: bohaterowie walczą, ryzykują, zdobywają sławę, giną piękną śmiercią. Taką postawę uosabia Achilles. Bohater „Odysei” jest jego przeciwieństwem – wiele przeżył, więc wie, czym jest strata, porażka czy rozczarowanie. I jest wręcz za stary na klasycznego herosa. Dlatego Atena musi go odmładzać i dodać mu blasku, by mógł zrobić wrażenie na Nauzykai, pokonać zalotników i odzyskać miejsce u boku Penelopy. To dwa etapy życia każdej jednostki, ale może też dwa etapy życia naszej cywilizacji?
„Odyseja” jako epos ludzi w średnim wieku?
Coś w tym jest. Odyseusz nie walczy już o sławę, tylko o dom, rodzinę i własną tożsamość. Wraca z długiej podróży, musi się na Itace odnaleźć na nowo. Myślę, że nie tylko mi jest to bliskie z racji wieku. Żyjemy przecież w czasach olbrzymich zmian, z którymi musimy się mierzyć. Poza tym dziś mało kto marzy o bohaterskiej śmierci na polu bitwy. Współczesny świat nauczył nas, że nie wszystkie problemy można rozwiązać siłą, częściej potrzebujemy cierpliwości, zdolności do adaptacji i umiejętności odnalezienia się w nieznanej rzeczywistości. To cechy Odyseusza, dlatego to on wydaje się bohaterem na nasze czasy.
Zapowiedź filmu Nolana wywołała burzę krytyki. Że zbyt zamerykanizowany i unowocześniony, że źle dobrani aktorzy, że reżyser nie trzyma się eposu. Zgadza się pan z tym?
Absolutnie nie! Po obejrzeniu już wiem, że ci krytycy dali się nabrać zręcznej kampanii reklamowej. W filmie nic nie wygląda tak, jak im się wydawało. Na pewno jest to najciekawsza z dotychczasowych ekranizacji „Odysei”. A pod pewnymi względami – najwierniejsza Homerowi. Namawiam do obejrzenia, bo to bardzo ważny film. I na pewno coś nam próbuje powiedzieć o naszych czasach.
„Iliada” i „Odyseja” powstały w kluczowym politycznym momencie w dziejach Grecji.
Wielki historyk starożytności Kurt Raaflaub nazwał je pierwszymi europejskimi traktatami politycznymi. Oczywiście nie w takim sensie jak późniejsze dzieła Platona czy Arystotelesa, bo Homer nie tworzy teorii, tylko eposy pokazujące politykę w działaniu: jej siłę, ograniczenia i towarzyszące jej nieuchronnie konflikty, np. napięcie między wspólnotą a wybitną jednostką. To był poważny problem, leżący u podstaw greckich poleis (liczba mnoga od polis), które z jednej strony opierały się na wspólnocie obywateli, z drugiej nie mogły istnieć bez wielkich wodzów i polityków. Achilles był największym wojownikiem obozu Achajów, bez którego zdobycie Troi byłoby niemożliwe. Wystarczyła jednak urażona ambicja, aby wycofał się z walki, a nawet życzył klęski współtowarzyszom, aby im udowodnić, jak bardzo go potrzebują.
„Iliada” i „Odyseja” nadal pomagają ludziom rozumieć własne doświadczenia. Zwłaszcza w naszych czasach.
A Odyseusz?
Jest najbardziej przenikliwym politykiem i wodzem w całym świecie Homera. Potrafił negocjować, przekonywać i planować, jednak chociaż odpowiada za swoich ludzi, żaden z nich nie wraca do domu – wygubił wszystkich po drodze. Gdy sam wraca na Itakę, morduje zalotników żony, czyli znaczną część młodzieży własnego królestwa. Niby ma rację, jednak nie jest to czyn godny mądrego władcy. Tak jak Achilles w istocie niszczy własną wspólnotę.
Czyli i on nie jest całkiem bez wad.
I dlatego jest tak przekonujący. Homer nie tworzy bohaterów bez skazy. Pokazuje ludzi wybitnych, którzy jednocześnie przynoszą swoim wspólnotom zagrożenie. Homer stawia pytanie, które pozostaje aktualne: jak pogodzić interes wspólnoty z ambicjami jednostki? I to jest według mnie jedno z najważniejszych pytań jego twórczości i źródło jej aktualności, bo to przecież mechanizmy polityczne, które działają we współczesnych demokracjach.
Po przeczytaniu pana książki można odnieść wrażenie, że „kwestia homerycka” przypomina niekończące się śledztwo. Czy jest szansa, że kiedyś uda się je zamknąć?
Mam nadzieję, że nie. Część siły Homera bierze się właśnie z tego, że pozostaje tajemnicą, a pytania o genezę „Iliady” i „Odysei” przez długi czas należały do najważniejszych sporów intelektualnych Europy. W pewnym sensie można je porównać do debat o Biblii albo do sporów o początki cywilizacji, bo prowadzą do źródeł naszej kultury. Dlatego od tysięcy lat czytamy go i zadajemy mu nowe – a może wciąż te same – pytania.
Na przykład: czy na „Odyseję” można patrzeć jak na zapis traumy wojennej?
Zarówno Achillesa, jak i Odyseusza próbowano odczytywać przez pryzmat doświadczeń ludzi wracających z wojny. Szczególnie interesujące są prace psychiatry Jonathana Shaya, który pracował z weteranami wojny w Wietnamie. Opowiadali własne historie i konfrontowali je z doświadczeniami bohaterów Homera. Powstała cała sieć klinik wykorzystujących podobne metody. Świadczy to o tym, że „Iliada” i „Odyseja” nadal pomagają ludziom rozumieć własne doświadczenia. Zwłaszcza w naszych czasach, kiedy wojna, jak ta w Ukrainie, stała się znowu „normalnością” Europy i świata, a ludzie z niej powracający będą wśród nas coraz liczniejsi.
Czy Europa byłaby inna bez Homera?
Na pewno. Nie wiem, czy lepsza, pewnie gorsza. Ale jestem przekonany, że również nasza przyszłość byłaby inna, gdybyśmy przestali go czytać. Mam nadzieję, że tak się nie stanie.
ROZMAWIAŁA AGNIESZKA KRZEMIŃSKA