Reklama
Prof. Andrzej Elżanowski Prof. Andrzej Elżanowski Leszek Zych / Polityka
Człowiek

Zwierzęta, gdyby mogły, postawiłyby mu pomnik. Żegnamy prof. Andrzeja Elżanowskiego

Zwierzęta: droga od przedmiotu do podmiotu
Środowisko

Zwierzęta: droga od przedmiotu do podmiotu

Od wieków człowiek traktował je przedmiotowo, nie dbając o ich potrzeby. Tylko nieliczni, znacznie wyprzedzając swoją epokę, starali się zapewnić im prawa do godnego życia. Czas to diametralnie zmienić.

Był niemal instytucjonalnym zapleczem ruchu prozwierzęcego. Dostarczał argumentów przeciw ubojowi rytualnemu, hodowli przemysłowej, polowaniom, eksperymentom i innym praktykom sprowadzającym zwierzęta do poziomu rzeczy. W obronie ich praw nigdy nie gryzł się w język. [Artykuł także do słuchania]

Fascynowały go pradawne ptaki, a jego osiągnięcia na polu paleontologii były ogromne. W 1974 r. jako pierwszy opisał gobipteryksa zamieszkującego pustynię Gobi ok. 75–71 mln lat temu. W 2001 r. wykazał, że mający być skamieniałym szkieletem archeopteryksa tzw. okaz z Solnhofen to w rzeczywistości pozostałości Wellnhoferia grandis, wymarłego ptaka innego rodzaju, choć z archeopteryksem spokrewnionego. Był autorem i współautorem ponad stu artykułów naukowych dotyczących prehistorii ptaków.

W Polsce to jednak nie paleontologia uczyniła prof. Andrzeja Elżanowskiego znanym. W pewnym momencie bardziej niż zwierzęta wymarłe zaczęły go zajmować te żywe. I to im się najbardziej poświęcił – jako bioetyk i działacz na rzecz ich praw. Stał się niemal instytucjonalnym zapleczem ruchu prozwierzęcego. Dostarczał argumentów przeciw ubojowi rytualnemu, hodowli przemysłowej, polowaniom, eksperymentom i innym praktykom sprowadzającym zwierzęta do poziomu rzeczy. „Przejmuję się losem pojedynczego dzika” – mówił.

Obojętność Kościoła

Prof. Elżanowski ubolewał nad tym, że – jak to ujął w rozmowie z OKO.press – „zwierzęta pozostają poza moralnością większości ludzi”. Przypomniał wtedy, że z badań psychospołecznych wynika, iż myślenie moralne większości jest częściowo wyrachowane – nastawione na odwzajemnienie przysług, ale też liczące się z potencjalnym odwetem w przypadku wyrządzenia krzywdy. „Jednak żadne zwierzęta nie potrafią się na nas skutecznie odegrać”.

W rozmowie z „Kulturą Liberalną” wyjaśniał: „moralność wyewoluowała nie po to, by szerzyć dobro we wszechświecie, lecz by zachować spójność grupy”. A dla tego ostatniego ważne jest właśnie egzekwowanie wzajemności. „Zwierzęta się w tej wzajemności nie mieszczą, ponieważ nie są w stanie intencjonalnie się nam odwdzięczyć. Dlatego moralność konwencjonalna nie wymaga przyzwoitości dla zwierząt – trzeba wyjść poza nią, by docenić całe zło cierpienia zadawanego poza sferą ludzką”.

Twierdził, że Kościół katolicki nie czyni Polaków lepszymi dla zwierząt, ponieważ – w najlepszym przypadku – wobec cierpienia „braci mniejszych” pozostaje obojętny. A często jest wobec nich zwyczajnie wrogi, np. gdy biskupi i księża publicznie manifestują poparcie dla polowań. Albo gdy utrwala pogardliwy stosunek do zwierząt na wsi. „Większość drastycznych przypadków indywidualnego dręczenia zwierząt – a nie zinstytucjonalizowanego, jak na przykład w rzeźniach – koncentruje się w polskim »pasie biblijnym«, czyli na południu i wschodzie” – stwierdził.

Pewnie dlatego podkreślał, że prawdziwa prozwierzęca etyka z konieczności jest etyką świecką. Wynika z pielęgnowania empatii pożenionej z refleksją moralną, a nie z posłuszeństwa religijnemu dogmatowi. Jego zdaniem owocem takiej wrażliwości musiał być weganizm – postawa polegająca nie tylko na niejedzeniu mięsa i innych produktów odzwierzęcych, ale też dążąca do całkowitej eliminacji eksploatacji zwierząt. „Weganizm staje się też imperatywem dla tych, którym ponadprzeciętny poziom empatii pozwala, nawet bez uniwersalizującej etyki, ocenić ogrom zła wyrządzanego podmiotom pozaludzkim, tylko dlatego że nie są ludźmi”.

Myśliwi erotomani

Był ostrym krytykiem wykorzystywania zwierząt w nauce, również w badaniach medycznych. Na internetowych łamach gazeta.pl w kwietniu 2022 r. ostro wypowiadał się o eksperymentach medycznych Neuralink, firmy należącej do Elona Muska, podczas których wszczepiano czipy makakom. Małpy miały dzięki temu grać w komputerową grę Pong jedynie za pomocą myśli. Zmarło 15 spośród 24 osobników.

„Jest to tysięczny przykład przeważającej w biomedycynie obojętności, amoralności i nonszalanckiej postawy wobec bezbronnych ofiar eksperymentów. Pod pozorem poszukiwania terapii dla ludzi przez ostatnie 50 lat eksperymentatorzy zamęczyli na próżno setki milionów zwierząt, ponieważ większość badań biomedycznych prowadzona była jawnie bez sensu lub wadliwie. Czy wręcz nonszalancko – bo przecież »myszy nas nie pozwą«, jak zażartował jeden z byłych dyrektorów amerykańskich Narodowych Instytutów Zdrowia”.

Protest obrońców praw zwierząt przeciwko odbywającemu się w Yulin (Chiny) festiwalowi psiego mięsa. Prof. Andrzej Elżanowski z Polskiego Towarzystwa Etycznego odczytuje listy do prezydentów Polski i Chin. Warszawa 2016 r.ForumProtest obrońców praw zwierząt przeciwko odbywającemu się w Yulin (Chiny) festiwalowi psiego mięsa. Prof. Andrzej Elżanowski z Polskiego Towarzystwa Etycznego odczytuje listy do prezydentów Polski i Chin. Warszawa 2016 r.

Tak kategorycznie negatywna ocena wykorzystywania zwierząt w eksperymentach sprowokowała grupę naukowców do sprzeciwu. „Gładki przeskok myślowy Autora z amerykańskich do europejskich, a szczególnie polskich warunków i ładunek emocjonalny wypowiedzi wymagają naszej reakcji” – napisali w liście otwartym prof. Romuald Zabielski, ówczesny wiceprezes PAN, i pozostali sygnatariusze. Podkreślili m.in., że nie tylko sposób prowadzenia badań zmienił się w ostatnich trzech dekadach „na korzyść dla zwierząt”, lecz także pojawiły się metody alternatywne polegające na tworzeniu tzw. organoidów umożliwiających odtwarzanie bardziej złożonych funkcji organizmów. Takie modele są jednak wciąż zbyt proste, żeby można było całkowicie wyeliminować badania na zwierzętach. „Jest to czynnik obiektywny, a nie brak dobrej woli naukowców, jak insynuuje prof. Elżanowski ”.

Ten nie był zresztą całkowicie przeciwny eksperymentom medycznym z wykorzystaniem zwierząt. Choć w rozmowie z „Krytyką Polityczną” w 2014 r. podkreślał, że nie można akceptować obecnego stanu, to jednak powiedział, że akceptowalne byłyby dla niego badania „niskoinwazyjne, ale pod warunkiem co najmniej sprawowania równie ścisłego nadzoru jak w przypadku testów na ludziach”. W przypadku eksperymentów o wyższym stopniu inwazyjności „górną granicą dopuszczalności powinno być umiarkowane cierpienie, które jest jeszcze mierzalne i daje się skompensować przez staranną opiekę i komfort życia”. Podkreślał przy tym, że doświadczenia na zwierzętach w większości przypadków i tak są niepotrzebne, a przynajmniej niekonieczne, a do tego nie do końca miarodajne w odniesieniu do ludzi.

Bez żadnego „ale” prof. Elżanowski piętnował myśliwych. Dzielił ich na dwie grupy: prostaków i biofili. Pierwszych satysfakcjonuje po prostu zabijanie. Biofile są już bardziej wyrafinowani. To – jak mówił w wywiadzie dla „Polityki” – „romantyczni gwałciciele, którzy dla przyjemności z gwałtu na łonie natury muszą zachowywać pewne obrzędy i przestrzegać pewnych reguł”. Co prawda biofilom zależy nie tylko na samym zabijaniu, ale też na zachowaniu przyrody, ale to w żaden sposób nie czyni ich moralnymi.

„Przyjemność z zabijania i znęcania się jest, podobnie jak seks, naszym dziedzictwem ewolucyjnym, które wymaga samokontroli. Takim dziedzictwem jest również biofilia, która kojarzy się pozytywnie jako motywacja do postaw prośrodowiskowych, ale okazuje się etycznie ambiwalentna, ponieważ ochrona czy wręcz kult gatunków i ekosystemów często prowadzi do bezwzględnego traktowania indywidualnych podmiotów, zwłaszcza tych należących do gatunków uznanych za niepożądane” – pisał w tekście opatrzonym nieco barokowym tytułem „Erotyczne pożądanie posiadania i kombinacja seksualnego podniecenia z przemocą. Co łączy myśliwego z gwałcicielem?” opublikowanym w „Gazecie Wyborczej” w 2019 r., który myśliwych doprowadził do białej gorączki.

Obrońca obcych gatunków

I tutaj docieramy do najbardziej kontrowersyjnego elementu jego poglądów – sceptycyzmu wobec współczesnej ochrony przyrody, a w szczególności krytyki inwazyjności gatunków. Tym tematom poświęcił obszerny, momentami mocno publicystyczny tekst „Prześladowanie zwierzęcych imigrantów” opublikowany w „Zoophilologica. Polish Journal of Animal Studies” w 2023 r.

„Przeważająca większość ekologów (...) bezrefleksyjnie wyznaje i stosuje nieokreśloną mieszankę ekocentryzmu z oczywistym (przynajmniej pragmatycznie) antropocentryzmem. Zwykle bez skrupułów decydują, które zwierzęta są pożądane i powinny żyć, a które okazują się niepożądane i powinny być wybite” – napisał. Dodał, że dla ekologów – też zwanych „biofilami” – liczy się tylko częstość występowania danego gatunku (ponieważ określa prawdopodobieństwo wymarcia) oraz jego pochodzenie geograficzne.

„Na ochronę zasługują tylko jednostki z gatunków rzadkich i rodzimych. Życie i cierpienie jednostkowych podmiotów gatunków licznych oraz/lub obcych nie liczy się! Zwierzęta z gatunków obcych powinny być eksterminowane” – napisał z wyraźną zgrozą. A ponieważ „małpy, koty, kozy są tak samo traktowane jak rośliny czy grzyby”, to za Tomem Reganem, jednym z czołowych teoretyków praw zwierząt, nazwał taką postawę „faszyzmem środowiskowym”. Albo, za Stephenem Trudgillem, „ekologicznym faszyzmem” – ze względu na rzekome uznawanie „tego, co rodzime, za dobre, a tego, co obce, za złe”.

„Tępienie zawleczonych przez ludzi organizmów staje się formą ekspiacji za wszechdewastującą inwazję własnego gatunku. Nieco upraszczając, sprowadza się to wyładowywania bezsilnego gniewu biofilów na wprowadzonych przez ludzi zwierzętach, które traktowane są jako kozły ofiarne” – pisał ostro.

Każdy, kto nieco orientuje się we współczesnej ochronie przyrody, ten łatwo rozpozna w takim portrecie ekologii karykaturę, i to szkicowaną grubą kreską uproszczeń. W polskiej faunie i florze mamy gatunki obce, których eksterminacji nikt się nie domaga, np. bażanty czy muflony. Stąd kreślona przez wielu zwolenników praw zwierząt wizja, w której ekologia jest pewną postacią ksenofobii, a niechęć do gatunków obcych jest rzekomo analogiczna do wrogości względem ludzkich imigrantów, jest nietrafiona. Ponadto w niektórych nurtach ochrony przyrody, np. w rewildingu, gatunki obce mogą mieć udział w renaturyzacji krajobrazu, jak azjatyckie bydło domowe wykorzystane do zgryzania trzcinowisk.

W rzeczywistości z ekologicznego punktu widzenia problematyczna jest nie sama obcość, lecz inwazyjność. Czyli sytuacja, w której jakiś gatunek spoza danego ekosystemu zostaje doń wprowadzony przez człowieka, a tam funkcjonuje w sposób niszczycielski. Weźmy myszy domowe na Wyspie Mariona na Oceanie Indyjskim, zawleczone tam przez żeglarzy. Zjadają pisklęta albatrosów – dosłownie żywcem. Ptaki nie potrafią się przed nimi bronić, a z szacunków wynika, że brak działania będzie oznaczać tam koniec albatrosów (i 18 innych spośród 28 gatunków, które tam gniazdują). Dlatego w 2023 r. zdecydowano się na wybicie wszystkich gryzoni.

W jednym prof. Elżanowski miał rację – perspektywa prawnozwierzęca i ekologiczna inaczej wartościują życie. Dla zwolenników praw zwierząt zawsze najważniejsza będzie jednostka, konkretne zdolne do odczuwania zwierzę, bo to ono jest podmiotem praw. Konserwacjoniści są zaś zainteresowani ochroną całych gatunków i zamieszkiwanych przez nie ekosystemów. I aby one przetrwały, czasami trzeba poświęcić jednostki (jak na Wyspie Mariona) – niezależnie od tego, czy są zwierzętami, roślinami czy grzybami.

Konflikt między jedną a drugą perspektywą jest w zasadzie nierozwiązywalny, nawet jeśli okazjonalnie zdarzają się sojusze między środowiskami ekologów i zwolenników praw zwierząt (jak przy okazji protestów przeciw depopulacji dzików w 2019 r. w Polsce).

Biopolityka i etyka

Prof. Elżanowski w spory o inwazyjne gatunki obce wchodził również na polskim gruncie. Protestował, kiedy Instytut Ochrony Przyrody PAN zakwalifikował kota domowego jako inwazyjny gatunek obcy. W jednym z tekstów do „Gazety Wyborczej” napisał: „Taki konserwacjonizm nie jest nawet paranauką. Jest pomylonym doktrynerstwem, skondensowanym produktem monopolu etycznych analfabetów na »ochronę przyrody« i kształtowanie biopolityki wobec zwierząt”.

„Jesteśmy gotowi do krytycznego odniesienia się do każdego z argumentów podniesionych przez Prof. Elżanowskiego, jednak wyłącznie w ramach dyskusji o charakterze merytorycznym” – oświadczył wtedy Instytut Ochrony Przyrody PAN w liście do redakcji.

Niezależnie jednak od tego, jak oceniać ten czy inne poglądy prof. Elżanowskiego, jedno pozostaje jasne i prawdziwe – swoim radykalizmem prowokował do myślenia. Korzystali na tym również ci, którzy z nim się nie zgadzali. Musieli mierzyć się z jego zarzutami i szlifować własne argumenty dotyczące wykorzystywania zwierząt w eksperymentach, ochrony przyrody czy gatunków inwazyjnych. I dlatego tak bardzo będzie go brakowało.

***

Prof. Andrzej Elżanowski zmarł 9 września 2026 r.

Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną