Statek obcych jako latający spodek to stały element science fiction. Tak pierwsze spotkanie z obcymi wyobraża sobie większość ludzi. Statek obcych jako latający spodek to stały element science fiction. Tak pierwsze spotkanie z obcymi wyobraża sobie większość ludzi. Shutterstock
Kosmos

Jak rozmawiać z obcymi: kosmiczny protokół emocjonalny i dyplomatyczny

David Grinspoon: Porozumienie z obcą cywilizacją może być trudne
Kosmos

David Grinspoon: Porozumienie z obcą cywilizacją może być trudne

Nie zgadzam się, że Wszechświat milczy. On po prostu nie krzyczy w każdym kierunku przez cały czas – mówi David Grinspoon, amerykański astrobiolog, doradca NASA w dziedzinie eksploracji kosmosu.

Gdyby nieoczekiwanie naszą planetę odwiedzili przedstawiciele obcej cywilizacji, na najwyższych szczeblach władzy zapanowałby chaos. Wszyscy zastanawialiby się, kto ma prawo reprezentować Ziemię w tak osobliwym kontakcie.

W filmach zawsze wygląda to spektakularnie. W klasycznym obrazie Stevena Spielberga z 1977 r. „Bliskie spotkanie trzeciego stopnia” najważniejsze spotkanie z obcymi następuje na górze Devil’s Tower w Wyoming. Po serii niezwykłych zdarzeń, włączając w to niezrozumiałe dźwięki, światła i znaki, przedstawiciele naszej planety udają się w to symboliczne miejsce, które przyciągało ich jak magnes. Na potrzeby misji góra została otoczona przez wojsko próbujące utrzymać całe wydarzenie w ścisłej tajemnicy. Kiedy na szczycie pojawił się gigantyczny obiekt latający, po chwili zaczął emitować intensywne pulsujące światła. Do komunikacji wplątano również muzykę, wykorzystując pięciotonowy motyw muzyczny, który stał się znakiem rozpoznawczym filmu.

Apogeum spotkania było wyjście kosmitów ze statku. Wyglądali jak delikatne dziecięce istoty o dużych czarnych oczach i nie wykazywali agresji. Wręcz przeciwnie, ich zachowanie było przyjazne i pełne ciekawości. Na kolorowym ekranie takie sceny zawsze są widowiskowe, ale rzeczywistość mogłaby się okazać inna. Naukowcy od lat apelują o zatwierdzenie oficjalnych protokołów na ewentualność bezpośredniego kontaktu z obcymi. Od lat tak samo nieskutecznie. Czyżby teraz miało się to zmienić?

Grunt to sprawna administracja

– Nie jesteśmy gotowi na przybycie obcych. Szykujmy się więc, zanim będzie za późno – mówi dr John Elliott ze szkockiego University of St Andrews, który od lat prowadzi poszukiwania w ramach programu nasłuchu kosmosu SETI (Search for Extraterrestrial Intelligence; to zbiorcze określenie poszukiwań pozaziemskiego życia). Pod koniec ub.r. to właśnie z jego inicjatywy SETI uruchomiło komórkę Post-Detection Hub, która ma zebrać ekspertów z całego świata. Ich zadaniem będzie ustalenie metod rozszyfrowywania ewentualnych sygnałów, opracowanie prawa dotyczącego przestrzeni kosmicznej i przewidywanie społecznych skutków kontaktu Ziemian z obcą cywilizacją.

Postępy poczynione w ciągu ostatnich 30 lat zwiększyły entuzjazm w poszukiwaniach istot pozaziemskich. Od 1992 r., czyli od czasu, kiedy astronomowie po raz pierwszy potwierdzili istnienie planety poza Układem Słonecznym, wykryto ponad 5 tys. takich światów. Naukowcy podejrzewają teraz, że wiele spośród 200 mld gwiazd w Drodze Mlecznej ma własny układ planetarny. Według koordynatora nowo powstałego zespołu obcy mogą się z nami skontaktować w każdej chwili, a Ziemianie nie są na to przygotowani.

Pewne wytyczne, jak naukowcy powinni się zachować w przypadku wykrycia sygnału od zaawansowanej cywilizacji, zostały opracowane w 1989 r. przez komitet SETI International Academy of Astronautics (IAA). Dokument zatytułowany „A Declaration of Principles Concerning the Conduct of the Search for Extraterrestrial Intelligence” opiera się na założeniu, że żadna ze stron zimnej wojny nie będzie próbowała zmonopolizować informacji o jakimkolwiek wykryciu sygnału z kosmosu czy próby nawiązania kontaktu z naszą planetą. Deklaracja jednak się zestarzała i była nieprecyzyjna, dlatego w 2010 r. podjęto się jej skrócenia i zaktualizowania. Według zapisów naukowiec, który natrafi na sygnał czy próbę kontaktu ze strony obcej cywilizacji, w pierwszej kolejności musi dołożyć starań, by zweryfikować źródło sygnału. W tym celu powinien podzielić się informacją o odkryciu z innymi sygnatariuszami deklaracji, a także przekazać ją swoim władzom krajowym. Jeśli sygnał zostanie uznany za wiarygodny, należy obwieścić to całej społeczności astronomicznej za pośrednictwem Centralnego Biura Telegramów Astronomicznych (IAU). Taka informacja powinna trafić również do sekretarza generalnego ONZ i różnych innych światowych towarzystw naukowych. Po potwierdzeniu pozaziemskiego pochodzenia obserwacji wiadomość o odkryciu może zostać upubliczniona, a sam odkrywca ma prawo uczynić to pierwszy. Ani odkrywca, ani nikt inny nie powinien jednak próbować komunikować się z pozaziemską inteligencją na własną rękę. Wymagałoby to międzynarodowego porozumienia w ramach odrębnych procedur. Sygnatariusze proponują w tym miejscu powołanie międzynarodowej komisji, której członkostwo byłoby otwarte dla wszystkich zainteresowanych państw. To właśnie ona decydowałaby, czy wysłać wiadomość do pozaziemskiej inteligencji, i ewentualnie uczestniczyła w ustaleniu jej treści.

Formacja geologiczna Devil’s Tower w Wyoming. To tam miało dojść do pierwszego kontaktu z kosmitami w filmie „Bliskie spotkanie trzeciego stopnia”.ShutterstockFormacja geologiczna Devil’s Tower w Wyoming. To tam miało dojść do pierwszego kontaktu z kosmitami w filmie „Bliskie spotkanie trzeciego stopnia”.

W środowisku naukowym głośno mówi się o tym, że taką komisją powinna być Organizacja Narodów Zjednoczonych. – ONZ, jako główna globalna organizacja międzyrządowa, nadawałaby się do takich mechanizmów, ale ostatecznie działanie i debata sprowadzają się do woli państw członkowskich – uważa Niklas Hedman, dyrektor wykonawczy Biura ONZ ds. Przestrzeni Kosmicznej (UNOOSA). W teorii brzmi to sensownie, lecz przecież kosmici nie wylądowaliby na ziemi niczyjej. A to oznacza, że najpierw musiałyby zareagować władze konkretnego państwa. Czy oddałyby część swego terytorium pod międzynarodową ONZ-owską kontrolę? Zrezygnowałyby z reklamy i potencjalnych korzyści stwarzanych przez tak niezwykłe zdarzenie? Nie ma żadnych formalnych zasad regulujących tę kwestię. A każdy błąd może pociągać za sobą trudne do przewidzenia konsekwencje.

W lutym br. na łamach magazynu „Space Policy” ukazał się artykuł Jasona T. Wrighta, Chelsea Haramii i Gabriela Swineya zatytułowany „Geopolitical Implications of a Successful SETI Program”, w którym autorzy wśród zagrożeń wynikających z braku określenia jasnych procedur wymieniają rywalizację między krajami. „Aktorzy na szczeblu państwowym mogliby dążyć do uzyskania monopolu informacyjnego na komunikację z pozaziemską inteligencją. Próby te mogą doprowadzić do międzynarodowego konfliktu i katastrofalnych konsekwencji” – konkludują. Problem polega na tym, że jedyny stworzony na tego typu ewentualność protokół w postaci deklaracji SETI nigdy nie miał i nadal nie ma żadnej mocy prawnej, nie jest częścią prawa krajowego ani międzynarodowego i pozostaje jedynie w sferze uznaniowości. Instytut SETI nie jest instytucją rządową, tylko organizacją typu non profit stworzoną pod egidą stanu Kalifornia, może więc jedynie sugerować pewne działania. Dlatego podjęcie tematu przez brytyjskich naukowców jest krokiem w dobrą stronę. Lewis Dartnell, astrobiolog i profesor komunikacji naukowej z University of Westminster, powiedział, że nowe centrum w St Andrews jest „ważnym krokiem w zwiększaniu świadomości tego, jak źle jesteśmy obecnie przygotowani” do nawiązania kontaktu z obcą cywilizacją.

Lokalizacje obserwatoriów biorących udział w programie SETI Institute/Unistellar. Zaznaczone na mapie obserwatoria niedawno przekazały informacje o wykryciu supernowej SN 2023ixf.Unistellar/SETI InstituteLokalizacje obserwatoriów biorących udział w programie SETI Institute/Unistellar. Zaznaczone na mapie obserwatoria niedawno przekazały informacje o wykryciu supernowej SN 2023ixf.

Suma wszystkich strachów

Po ustaleniu zależności i hierarchii dowodzenia nadal pozostaje pytanie: co dalej? Jaką próbę komunikacji mielibyśmy podjąć jako ludzkość. Stephen Hawking martwił się, że jeśli odwiedzą nas kosmici, wynik będzie podobny do lądowania Kolumba w Ameryce, co nie skończyło się dobrze dla rdzennych Amerykanów. „Musimy tylko spojrzeć na siebie, aby zobaczyć, jak inteligentne życie może rozwinąć się w coś, czego nie chcielibyśmy spotkać”. Obawy fizyka były uzasadnione, bo jeśli po odkryciu Ameryki zwykła ospa zdziesiątkowała Indian, czym może skończyć się dla nas kontakt z obcą formą życia?

Ciekawą analizę pierwszych kroków po odwiedzeniu naszej planety przez obcą cywilizację podjęła stacja BBC w projekcie z ub.r. „First Contact: An Alien Encounter”. Twórcy filmu dokumentalnego zaprosili ekspertów z różnych dziedzin, by podjęli próbę symulacji określonych działań przy kontakcie z obcymi. Wypowiadający się wojskowi i naukowcy zgodnie przekonują, że należałoby zacząć od odizolowania kordonem sanitarnym miejsca lądowania. Priorytetem byłoby zapewnienie ochrony biologicznej dla obydwu stron. Nie wiadomo, jaki wpływ na nasz organizm miałoby zetknięcie z obcą formą życia. Szczelny kordon stanowiłby ochronę „antybakteryjną”, ale również przed nieprzewidywalnymi reakcjami obu stron. Christopher McKay, astrobiolog z NASA, podaje przemawiający do wyobraźni przykład psa, który rzuca się na biegnące dziecko. Nie dlatego, że zaplanował atak czy jest realnie zagrożony. Po prostu taką ma naturę. O naturze obcych nie wiemy nic, należy więc zachować maksymalną ostrożność. Tym bardziej że nie znamy celu ich misji. Przypadkowe lądowanie? Wyprawa naukowo-badawcza? Inwazja? Nie dowiemy się tego bez nawiązania komunikacji.

Musielibyśmy również wziąć pod uwagę różne rodzaje inteligencji i wrażliwości przybyszów. Nawet na naszej planecie są one mocno zróżnicowane i dopiero zaczynamy je poznawać. Trwa np. debata nad tym, czy ośmiornice, od dawna słynące z inteligencji, również mają świadomość i mogą odczuwać ból. Także rozwijająca się mykologia wskazuje, że niektóre grzyby zdradzają aspekty inteligencji, takie jak zdolność uczenia się i podejmowania decyzji.

Sieć teleskopów Allena w Kalifornii.Joe MarfiaSieć teleskopów Allena w Kalifornii.

Aby przekonać się o tym wszystkim, musielibyśmy podjąć próbę nawiązania kontaktu z przybyszami, a to może okazać się największym wyzwaniem. Dr Alexander Rehding, wykładowca z Harvard University, uważa, że będzie to tym trudniejsze, że ludzie wciąż mają problem ze zrozumieniem zwierząt. – Wieloryby to bardzo dobry obiekt badawczy, a pod pewnymi względami znajdujący się najbliżej zagadnień, które związane są z obcymi na Ziemi – mówi. Podkreśla, że wykorzystywana przez morskie ssaki forma wokalizacji nadal nie doczekała się wyjaśnienia. – Nie wiemy, do czego służy. Czy to muzyka, czy język – tłumaczy profesor, sugerując, że ten przykład może dać pogląd na temat trudności, jakie staną przed światem nauki, gdy odezwą się do nas obcy.

Nie wszyscy są w tym zakresie optymistami. – Nie możemy w inteligentny sposób rozmawiać z większością stworzeń na Ziemi. Jak będziemy porozumiewać się z inteligentnymi cywilizacjami? Nie jestem pewien, czy kiedykolwiek je zrozumiemy – uważa William Borucki, ekspert NASA. Nieliczni naukowcy, którzy próbują odpowiedzieć na pytanie, czy komunikacja z istotami pozaziemskimi całkowicie od nas odmiennymi w ogóle jest możliwa, uważają, że jedyny język dający jakiekolwiek szanse na porozumienie to matematyka. Holenderski matematyk i filozof Hans Freudenthal zasugerował stworzenie sztucznego języka Lincos, opartego na podstawowych równaniach, które tak jak litery pozwolą na opisanie bardziej złożonych problemów dotyczących fizyki i astronomii. Problem polega na tym, że komunikacja za pomocą wzorów matematycznych pozwoliłaby na przekazanie prostych informacji, ale nie na nawiązanie prawdziwego kontaktu. Bo jak wyrazić w ten sposób uczucia, emocje, idee, zasady moralne? Nie wiemy zresztą nawet, czy obca inteligencja posługiwałaby się taką samą matematyką jak my.

Można również liczyć na to, że to przybysze znajdą sposób na skomunikowanie się z nami. – Biorąc pod uwagę nasz obecny poziom rozwoju jako gatunku, wydaje się wysoce prawdopodobne, że każda inna inteligentna cywilizacja, która dotrze na naszą planetę, będzie znacznie inteligentniejsza od nas. A to oznacza, że będzie potrafiła skutecznie się z nami komunikować – uważa dr Louisa Preston, astrobiolog z University College London. Jill Stuart, specjalistka prawa kosmicznego w London School of Economics, nie wierzy, że ludzie nawiążą kontakt z istotami pozaziemskimi w ciągu naszego życia. Przekonuje przy tym, że w naszym interesie jest opracowanie odpowiednich procedur i rozważanie różnych scenariuszy. Bez umocowania prawnego trudno jednak będzie je traktować poważnie.

Wiedza i Życie 9/2023 (1065) z dnia 01.09.2023; Cywilizacja; s. 46
Oryginalny tytuł tekstu: "Kosmiczny savoir-vivre"

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną