Słonie: klub gruboskórych dżentelmenów
Drzemałam w wieży badawczej, gdy obudziło mnie ciche westchnienie, a potem plusk wody w oczku wodnym poniżej. Blady księżyc w pełni wisiał nisko na zachodnim niebie. Zmrużyłam oczy i zerknęłam na zegarek. Była czwarta nad ranem. Zastanawiałam się, które ze słoni, od pewnego czasu przeze mnie badanych, o tej porze przyszły się napić. Słonie lubią rutynę i zazwyczaj nie pojawiają się tutaj, przy wodopoju Mushara w Parku Narodowym Etosha w Namibii, wcześniej niż o jedenastej. Jednak pełnia księżyca potrafi wpływać na ich zachowania.
Przekręciłam się w śpiworze, aby spojrzeć na gości. Dwa samce stały przy źródle, spokojnie pijąc wodę. Starszy był ustawiony bokiem, natomiast młodszy zwrócony do mnie tyłem. Skierowałam lornetkę na ich głowy i zobaczyłam identyfikator na lewym uchu starszego zwierzęcia oraz dwa ostre nacięcia na prawym uchu młodszego. To były Abe i Andries.
Wraz z moim zespołem monitorowaliśmy wędrówki starszego samca Abe od 2004 roku oraz młodszego Andriesa od 2011. Abe nie pojawił się przy wodopoju Mushara przez cały nasz sezon terenowy w 2024 roku, a teraz stał tu przede mną w całej okazałości – jego ciosy bardzo ładnie odrosły po złamaniu sprzed kilka lat. Uradowałam się na jego widok – nie tylko dlatego, że lubiłam się przyglądać, ile ma cierpliwości do młodszych samców, ale także dlatego, że stanowił jeden z głównych obiektów moich badań.
Abe był ważnym członkiem grupy społecznej, której zachowania dokumentowałam od lat. Słonie afrykańskie żyją w społecznościach matriarchalnych, w których starsze samice stoją na czele rodzin złożonych ze spokrewnionych ze sobą samic oraz młodych osobników – wskazują im źródła wody, pożywienia i bezpieczne schronienia. Większość naszej wiedzy o zachowaniach społecznych słoni pochodzi z badań nad takimi właśnie rodzinami prowadzonymi przez samice. Samce natomiast opuszczają rodzinę w okresie dojrzewania i zaczynają żyć jako kawalerowie. Do tej pory niewiele badań poświęcono dynamice relacji społecznych wśród dorosłych samców, ponieważ uważano, że są w dużej mierze samotnikami. Zakładano więc, że ich życie społeczne jest bardzo proste, pozbawione wszystkich tych złożonych zasad i rytuałów obserwowanych w grupach rodzinnych.
Jednak badania, które prowadzę wraz z innymi naukowcami, w końcu zaczynają wypełniać tę lukę w wiedzy o zachowaniach słoni płci męskiej. Nasze wieloletnie obserwacje Abe i innych samców odwiedzających Musharę w ciągu ostatnich dwóch dekad pokazują, że społeczności dorosłych samców opierają się na niezwykle skomplikowanych zasadach, rytuałach i hierarchiach.
Samce, którym się przyglądamy, to wrażliwe istoty społeczne, które pragną towarzystwa i potrzebują emocjonalnego wsparcia. Ich proces dorastania można porównać do doświadczenia młodych mężczyzn, którzy wchodząc w dorosłość, przechodzą bardzo podobne zmiany i odczuwają podobne presje – od wzajemnego klepania się po plecach w barze przez obronę czyjejś godności po zawieranie trwałych, dozgonnych przyjaźni. Sieć samców, na których można polegać, może mieć kluczowe znacznie w radzeniu sobie w trudnym okresie stawania się dorosłym.
Nowe obserwacje pokazują zatem, że ten niezwykle inteligentny gatunek wiedzie jeszcze bardziej złożone życie społeczne, niż sądziliśmy – a zdobyta przez nas wiedza może odegrać istotną rolę w działaniach mających na celu ochronę słoni oraz roztoczenie właściwej opieki nad osobnikami przebywającymi na wolności i znajdującymi się w niewoli.
Jedno z naszych najciekawszych odkryć dotyczy komunikacji dżwiękowej. Naukowcy od dawna wiedzą, że samice słoni afrykańskich używają wokalizacji do koordynowania zachowań grupy. W rodzinach zgromadzonych przy zbiorniku wodnym dominująca samica, przeważnie nestorka rodu, oddala się od wody, zwraca w kierunku, w którym chce się udać, i wydaje niski odgłos: „Idziemy!”.
Łatwo zrozumieć, dlaczego grupy rodzinne są zaangażowane w takie zachowania. Skoordynowanie aktywności grupy liczącej od 20 do nawet ponad 40 słoni nie jest prostym zadaniem. Wykorzystywanie sygnałów głosowych do wprowadzania porządku w grupie jest dobrze opisane także u innych gatunków. U goryli na przykład pochrząkiwanie jednego osobnika zachęca inne do pójścia w jego ślady, aż w końcu konsens w grupie zostaje osiągnięty i wszyscy jej członkowie razem ruszają. Podobnie zachowują się zdziczałe psy, które za pomocą sygnałów akustycznych uzgadniają moment opuszczenia jakiegoś terenu. Jednak w przypadku samców słoni, które funkcjonują w luźniejszych grupach, nie było jasne, czy i one używają takiej głosowej koordynacji.
Na podstawie kilku wcześniejszych obserwacji podejrzewałam, że także samce komunikują się w ten sposób, ale aby udowodnić, że jest to prawidłowość, a nie przypadek, potrzebowałam większej próby. Samce zbierające się przy wodopoju Mushara są najbardziej rozmowne nocą – to także pora, gdy warunki do nagrywania ich odgłosów są najlepsze. Dlatego podczas badań terenowych często pracowałam na nocną zmianę, by zgrać czas moich obserwacji z godzinami, w których kawalerowie byli najbardziej rozmowni.
Niedawno wraz ze współpracownikami opublikowałam artykuł prezentujący efekty tej pracy. Udało nam się wykazać, że kiedy grupa zaprzyjaźnionych samców opuszcza wodopój, jeden z jej liderów delikatnie macha uszami, wydając długi, niski pomruk – sygnał oznaczający „chodźmy”. Pozostałe odpowiadają wówczas własnym pomrukiem i w ślad za liderem odsuwają się od wody – każdy czeka, aż poprzednik zakończy swoją wypowiedź, zanim doda własną. W naszym artykule opisywaliśmy pierwszy udokumentowany przypadek takiej koordynacji u samców słoni, a także pierwszy dowód na to, że takie skoordynowane wokalizy mogą inicjować konkretne działania w samczych grupach słoni.
Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam grupy zżytych ze sobą samców zaangażowanych w ten rodzaj rytuału, bardzo mnie to zaintrygowało. Dlaczego te samce chciały wspólnie opuszczać wodopój? W przeciwieństwie do rodzin, w których dominujące samice decydują o aktywności grupy w interesie ich bliskich krewnych, samce raczej nie utrzymują więzów ze swoją rodziną. Oznacza to, że zwykle nie są spokrewnione z samcami, z którymi przebywają.
Takie wspólne oddalenie się z jakiegoś miejsca wskazuje na zamiar dalszego wspólnego korzystania z zasobów. Widziałam, jak potężne starsze samce potrząsają akacjami, aby strącić strąki z nasionami – to jeden z przysmaków słoni. Czasem pojawiał się wtedy młodszy samiec lub dwa, chcąc dołączyć do posiłku. Zazwyczaj stali członkowie grupy nie pozwalali intruzom na korzystanie z cennego pokarmu, jednakże tolerowali tych, którzy przybyli na zaproszenie starszego samca. Musiała istnieć jakaś korzyść, którą odnosiły starsze samce w zapraszaniu młodszych do wspólnej wędrówki.
Dlaczego starsze samce miałyby dzielić się z młodszymi cennym zasobami, skoro nie musiały tego robić? Jaka była główna zaleta pozostawania razem? Czy samce mogły po prostu pragnąć towarzystwa, nawet jeśli oznaczało to dzielenie się zasobami? Czy zatem samce słoni mogą tworzyć jeszcze ściślejsze grupy, aniżeli wcześniej sądzono? Obserwacja komunikacji głosowej pomiędzy samcami z Mushary prowokowała do zadania wielu takich pytań. Częściową odpowiedź przyniosły badania innych ich zachowań.
Dla niewprawnego oka najbardziej oczywistym rytuałem wymiany gestów między zaprzyjaźnionymi samcami jest to, co nazywamy powitaniem. Często to młodszy osobnik inicjuje powitanie, umieszczając koniec swojej trąby wewnątrz lub przy pysku kolegi lub starszego samca. Powitanie zazwyczaj jest odwzajemniane – chyba że odbiorca zajmuje bardzo wysoką pozycję w hierarchii. W takim przypadku gest jest raczej czymś w rodzaju salutu oddawanego przez jednego lub kilku osobników generałowi albo też pocałowaniem pierścienia monarchy.
Poza powitaniem etykieta w kontaktach pomiędzy samcami jest tak dopracowana, że przypomina zasady na królewskim dworze. Dobrym przykładem jest rytuał zabawy. Dla samców słoni zabawa jest istotna dla budowania zaufania oraz rozwijania umiejętności potrzebnych w rywalizacji o partnerki. Nasze dane wskazują, że osobniki w każdym wieku należące do jednej zżytej grupy samców proponują zabawę w mniej więcej równym stopniu innym jej członkom. Jednakże w większości przypadków młodszy słoń musi poczekać, aż starszy kolega zainicjuje taką zabawę, niezależnie od tego, kto ją na początku zaproponował. Takie konwencje są znakami rozpoznawczymi bardzo rozwiniętej społeczności. Każdy rytuał pomaga wzmacniać zasady panujące w grupie, a tym samym buduje więź. Wszystko to dobrze wpisuje się w naszą dotychczasową wiedzę o inteligencji słoni, ich długotrwałej pamięci, empatii i samoświadomości opartą na badaniach rodzin prowadzonych przez samice. Nowe i zaskakujące jest to, że taką samą dynamikę grupową dokumentujemy teraz wśród samców, które przez długi czas uchodziły za istoty żyjące głównie samotnie. Co więcej, w grupach samców obserwujemy nie tylko te rytuały, ale też zachowania wskazujące na istnienie hierarchicznej struktury społecznej.
W badaniu dotyczącym koordynacji głosowej zachowań grupy opisaliśmy pierwszy przypadek aktywnego przywództwa wśród samców słoni. Aktywny przywódca to taki osobnik, który zachęca innych do podążania za sobą i wywiera na nich presję, wykorzystując różne sposoby dominacji, hierarchię w strukturze społecznej lub doświadczenie. Dla kontrastu, przywództwo pasywne może wystąpić wtedy, gdy młodszy osobnik zaczyna podążać za starszym wbrew woli tego drugiego. Zwykle starszy samiec daje wyraz swojemu niezadowoleniu, odwracając się i potrząsając głową. Przeważnie zniechęca to nieproszonych towarzyszy, chociaż skuteczność zniechęcania zależy od determinacji młodszego.
Pierwsze oznaki istnienia przywództwa wśród samców z „klubu towarzyskiego” Mushara dostrzegliśmy już w 2004 roku. Dominujący samiec, którego nazwaliśmy Greg, zdawał się rozdawać karty. Szeregi samców w różnym wieku i różnego wzrostu wchodziły i wychodziły z wodopoju, podążając za Gregiem. Był uwielbiany przez podwładnych, a wielu rówieśników i starszych kolegów traktowało go z szacunkiem lub lękiem. Swoje przywództwo opierał bowiem na zasadzie „kija i marchewki” – był wyrozumiały wobec młodszych, ale surowy wobec rówieśników.
Kiedy Greg decydował, że czas opuścić Musharę, przerywał picie, obracał się w kierunku, w którym zamierzał pójść, i zapraszał innych do odejścia od wody dudniącym sygnałem „chodźmy”. Ten komunikat wywoływał zsynchronizowane, rytualne pomruki całej grupy. Zdarzało się, że Greg delikatnie szturchał niektórych z najmłodszych, aby przyspieszyć ich decyzję.
Sam akt zaproszenia innych do wspólnego opuszczenia wodopoju pokazywał, że Greg i podobne samce, które stworzyły więzi społeczne, faktycznie starają się utrzymać grupę w całości. Jest to istotne odkrycie, ponieważ przywództwo w męskich grupach nie jest czymś oczywistym u ssaków. Weźmy na przykład pawiana oliwkowego. Dominujący samiec zdaje się nie wykazywać najmniejszego zainteresowania przywództwem. Jego głównym celem jest zdobycie dla siebie najlepszych zasobów, w tym partnerek i pożywienia. To samice pawianów odgrywają rolę przywódczyń.
Obserwując przez wiele lat Grega i inne samce w Musharze, zastanawiałam się, dlaczego samce słoni tworzą takie grupy i koordynują swoje działania. Jednym z możliwych wyjaśnień mogło być tworzenie koalicji. Zrytualizowana koordynacja akustyczna może cementować i wzmacniać więzi potrzebne do wspólnego zastraszania lub odpierania rywalizujących samców. Samotny słoń, którego obecność jest niepożądana, może nagle stanąć naprzeciw ściany olbrzymich słoniowych uszu uniesionych wysoko niczym tarcze bojowe. W grupie znacznie łatwiej jest uzyskać dostęp do najlepszych zasobów, aniżeli bronić ich samemu. A jeśli wziąć pod uwagę, że wodopój Mushara był jednym z zaledwie trzech źródeł wody w regionie, stanowił on kluczowy, warty obrony, zasób.
Pomimo tej oczywistej korzyści wciąż nie wykluczam, czy w grę mogą wchodzić także inne czynniki. Być może starsze samce „adoptujące” podopiecznych uzależnionych od nich emocjonalnie zyskiwały przewagę reprodukcyjną.
W poprzedniej erze, kiedy słonie mogły swobodnie wędrować po terenach niepogrodzonych przez ludzi, samce opuszczały swoje rodziny w okresie dojrzewania, gdy w ich organizmach szybko podnosił się poziom testosteronu. Uważano, że trzymają się one z dala od swojej linii rodowej. Takie rozproszenie zwiększało różnorodność genetyczną populacji i sprawiało, że samce nawiązujące ze sobą trwalsze relacje zazwyczaj nie były ze sobą spokrewnione. Jednak w dzisiejszej Afryce wędrówki słoni są często mocno ograniczone w wyniku działalności człowieka, a młode samce nie mogą oddalać się od rodzin tak bardzo, jak dawniej.
Ta zmiana ekologiczna zwiększa prawdopodobieństwo, że młode słońce po opuszczeniu rodziny spotkają na swojej drodze krewnych płci męskiej. Jeśli samce funkcjonujące w zżytych grupach byłyby rzeczywiście spokrewnione, ich geny miałyby większe szanse na przetrwanie, gdyby starsze samce pomagały swoim młodszym krewniakom w przetrwaniu i reprodukcji.
Wiele gatunków, na przykład myszy, potrafi rozpoznać spokrewnione osobniki po zapachu, unikając w ten sposób chowu wsobnego. Przyszło mi do głowy, że samce słoni mogą mieć podobną wrodzoną zdolność rozpoznawania krewnych. Jeśli tak jest, ojciec słoń mógłby identyfikować swoje potomstwo za pomocą bodźców węchowych i w odpowiedni sposób dobierać towarzyszy. Faktem jest, że inne moje badania z ostatnich lat wykazały, iż samce słoni śledzą się nawzajem w przestrzeni i czasie, posługując się węchem oraz być może wokalizacją. Odkryliśmy również, że samce zdalnie monitorują położenie innych osobników i w zależności od łączących je reakcji społecznych przemieszczają się w ich kierunku lub też się od nich oddalają. (Podobnie dorosłe samce znajdują partnerki do rozrodu, nasłuchując charakterystycznych odgłosów samic w rui i identyfikując odpowiednie wonie w ich moczu).
Wciąż badamy, jaki może być stopień pokrewieństwa członków takich grup kawalerskich. Przyszłe odkrycia mogą zmienić nasze rozumienie tego, czy samce, przyłączając się do takich grup, kierują się chęcią zmaksymalizowania swoich szans na sukces reprodukcyjny i przekazanie genów kolejnemu pokoleniu. To nie koniec listy czynników wartych rozważenia. Jedną z korzyści trzymania się razem może być po prostu towarzystwo innych. Młodsze samce, które wciąż próbują ułożyć sobie życie poza ogromną rodziną, z pewnością odnoszą korzyść z obecności starszych słoni mogących służyć dobrym przykładem.
Również starsze samce mogą korzystać z takich relacji. W innym badaniu, które ostatnio przeprowadziliśmy, zajmowaliśmy się osobowością samców słoni. Wykazaliśmy, że dorosłe samce odnoszą korzyść psychologiczną z towarzystwa młodszych. Przez pięć lat zbieraliśmy dane behawioralne 34 znanych nam słoni, które pojawiały się u wodopoju Mushara. Stwierdziliśmy, że obecność młodych w grupie zmniejsza agresję i zwiększa przyjazne zachowania starszych osobników. Samce słoni niezależnie od wieku potrzebują socjalizacji, tak jak każdy gatunek społeczny. Dlatego szukają interakcji i więzi z młodszymi słoniami, rówieśnikami oraz starszymi samcami, które mogą podziwiać lub też czuć wobec nich respekt.
Biorąc pod uwagę, jak ważne są dla samców takie zżyte grupy, nigdy nie spodziewałabym się, że taka struktura męskiej słoniowej społeczności może być podatna na rozpad. A jednak po zakończeniu naszego sezonu badawczego w Musharze w 2011 roku Greg zniknął. Sądziłam, że przegrał rywalizację o władzę z innym samcem. Tymczasem okazało się, że jestem świadkiem kompletnej destabilizacji „klubu towarzyskiego Grega”. W opuszczonej przez niego grupie nie pojawił się nikt, kto przejąłby pałeczkę lidera. Nawet jego najlepszy przyjaciel, powszechnie szanowany Abe, nie podjął się tej roli. Wydawało się, że Abe nie miał odpowiednio twardego charakteru i nie przejawiał skłonności do rządzenia – było to dość zrozumiałe. Bycie na szczycie to ciężka praca: trzeba stale dbać o swój wizerunek lidera, tonować młodszych, a jednocześnie demonstrować przewagę nad zawsze czujnymi, ambitnymi rówieśnikami gotowymi obalić wodza, co mogłoby się skończyć jego śmiercią. A jednak Greg radził sobie z tą presją zaskakująco łatwo, co pokazał jego profil kortyzolowy ustalony na podstawie analizy próbek kału zbieranych przez wiele lat.
Od zniknięcia Grega upłynęło 14 lat, a samce z Mushary wciąż nie mają przywódcy. Jest jednak nadzieja. Młode dorosłe samce Kelly i Shaka zdradzają chęć mentorowania kolejnemu pokoleniu. Zezwalają młodszym na dotykanie ich twarzy i ciosów, wkładanie trąby do pyska i opieranie trąby na ciosie. Cierpliwie znosiły nawet takie sytuacje, gdy na ich ciosach zawieszały swoje trąby równocześnie dwa młodziutkie samce – po jednym z każdej strony. Działo się to wtedy, gdy Kelly i Shaka próbowały pić wodę.
Oddałabym wiele, aby dowiedzieć się, co te młodziutkie samce myślą w takich chwilach nawiązania fizycznego kontaktu z dorosłymi osobnikami. Dojrzewanie to dla nich trudny czas. Dla samca, który dorastał w dużej, mocno zżytej rodzinie, życie poza nią jest olbrzymim wyzwaniem. Nie jest przyzwyczajony do izolacji. Towarzystwo to wszystko, co zna. Podejrzewam więc, że każdy taki kontakt daje młodemu samcowi poczucie przynależności – niezależnie od tego, czy jest to sekretny uścisk trąby, czy przychylność ze strony starszego. Taka akceptacja bardzo ułatwia przejście w dorosłość.
Do tego wszystkiego potrzebny jest określony charakter samca – cierpliwego dla młodszych i zarazem gotowego do objęcia roli przywódcy. Trzeba mieć w sobie to „coś”. Na podstawie naszych ostatnich badań nad osobowością słoni mogę powiedzieć, że chodzi o połączenie pewności siebie i stosownego zachowania. Tak zdobywa się zaufanie grupy. Zazwyczaj przywódcami zostają najbardziej zintegrowani społecznie członkowie grupy, a niekoniecznie ci z największą skłonnością do dominacji.
Po tym, jak starszy samiec pozwoli młodszym, aby dotykały jego pyska i tułowia swoimi ciekawskimi trąbami, kolejnym sygnałem informującym, że jest on zainteresowany roztoczeniem nad nimi opieki, jest zaproszenie młodszych do dołączenia do niego, kiedy odchodzi od wodopoju. Radosna postawa tych, które otrzymują takie zaproszenie, pokazuje, że dokładnie rozumieją znaczenie tego gestu – właśnie zostały przyjęte do najważniejszego klubu towarzyskiego w ich życiu, w którym członkostwo może być dożywotnie.
Obserwowanie takich momentów aktywnego przywództwa jest dla mnie zawsze przeżyciem. Im lepiej rozumiemy złożoność społecznych relacji samców słoni, tym skuteczniej możemy chronić ten gatunek. Wszystkie nasze badania, a także badania innych, potwierdzają społeczną naturę samców słoni. Ma to znaczenie zarówno dla dzikich osobników, jak i tych trzymanych w niewoli lub półniewoli. Na przykład ludzie opiekujący się słoniami w niewoli mogliby poprawić ich dobrostan, umieszczając samce w grupach wymieszanych wiekowo i zorganizowanych wokół starszych osobników mających potencjał przywódczy. Również ochrona populacji słoni dziko żyjących powinna uwzględniać znaczenie starszych samców w wieku postreprodukcyjnym dla samców dorastających. Obecność tych pierwszych powstrzymuje młodzież, u której buzują hormony, przed nadmiernie agresywnym zachowaniem oraz wzmacnia ich poczucie przynależności.
Za każdym razem, gdy pomiędzy samcami usłyszę zawołanie „chodźmy”, natychmiast wyskakuję ze śpiwora i włączam rejestrator dźwięku oraz noktowizor. Szybko zapisuję, kto brał udział w „rozmowie” – kto ją zainicjował, kto i kiedy odpowiedział. Takie obserwacje dają mi nadzieję na powrót dawnych, dobrych czasów w Musharze, kiedy grupa kwitła pod wodzą Grega.
W zeszłym roku Abe i Andries o wiele za wcześnie wyruszyli w dalszą drogę, po tym jak razem pojawili się przy wodopoju. Patrzyłam, jak kierują się na południe. Abe machnął uszami, a następnie to największe na Ziemi zwierzę lądowe wydało najniższy odgłos słyszany na naszej planecie. Komunikat brzmiał „chodźmy” i był zaproszeniem do towarzyszenia mu – sygnał doskonale znany Abe, który często i chętnie na niego odpowiadał, ale rzadko sam dawał. Lekko przyspieszając kroku, Andries odpowiedział na wezwanie równie długim i niskim pomrukiem.
Przekręciłam się i wsunęłam do śpiwora, by jeszcze chwilę odpocząć. Obóz obudzi się na godzinę – zacznie się pakowanie sprzętu, a potem ruszymy w drogę. Sezon badawczy w Musharze dobiegał końca, a ja byłam wdzięczna Abe za to, że się pojawił. Cieszyło mnie też patrzenie, jak Shaki i Kelly – następne pokolenie po Abe – próbują zapewnić bezpieczeństwo jeszcze młodszym samcom, dopiero wchodzącym w dorosłość.
Odgłos „chodźmy” wydawany przez duet słoni stopniowo oddalał się i cichł. Wyobraziłam sobie, jak Abe i Andries mówią do siebie: „Jeśli ty zaśpiewasz nisko, ja pociągnę wysoko!”, znikając w buszu i zmierzając ku następnemu celowi – w pełnej harmonii i cieszący się ze swojego towarzystwa.