Przerębel Arktyka. Skorupa zaczyna pękać nawet tam, gdzie przez tysiące lat było to niemożliwe
Na samym krańcu świata, gdzie Grenlandia i Kanada niemal się stykają, znajduje się rozległy fragment Oceanu Arktycznego uważany za główny bastion wieloletniego lodu morskiego. Gdy w niezbyt odległej przyszłości niemal cała morska Arktyka zacznie odmarzać w ciepłej połowie roku, w tej twierdzy jeszcze przez długi czas ocean pozostanie ukryty pod lodem o wielometrowej grubości, utrzymującym się przez okrągły rok. Słowem – będzie po staremu. Ten kawałek Arktyki, nazwany po angielsku Last Ice Area (Ostatni Obszar Lodu Arktyki, LIA), miał stać się ostoją niedźwiedzi polarnych, fok, morsów, wielorybów, a także tych mikroskopijnych glonów, które do przetrwania potrzebują lodu. Dziś ta wizja znika.
Najnowsze ostrzeżenie pojawiło się we wrześniu 2025 r., gdy kanadyjski lodołamacz straży przybrzeżnej „Amundsen” zakończył pierwsze kompleksowe badanie oceanograficzne Wysp Królowej Elżbiety, najbardziej na północ wysuniętej części kanadyjskiego Archipelagu Arktycznego. Cieśniny między wyspami były od tysiącleci wypełnione starym, wieloletnim lodem. W przeszłości niejeden okręt usiłował się przez niego przebić i za każdym razem kończyło się to porażką. W latach 70. XIX w. Brytyjczycy posłali wiceadmirała George’a Naresa, aby podjął próbę pokonania cieśniny, dziś noszącej jego imię, oddzielającej Wyspę Ellesmere’a od Grenlandii, ale i on nie dał rady. Oba jego okręty napotkały barierę lodową nie do pokonania. Od tamtej pory dano sobie spokój z forsowaniem tej przeszkody.
Również uczestnicy zeszłorocznego rejsu „Amundsena”, wpływając pomiędzy Wyspy Królowej Elżbiety, oczekiwali, że dość szybko drogę zagrodzi im jedna z najgrubszych na świecie morskich pokryw lodowych. Zamiast tego lodołamacz z łatwością przecinał kry. Ku zaskoczeniu uczestników wyprawy lód był miękki, popękany niczym rozbity dzban i znacznie cieńszy, niż przewidywano. „Myśleliśmy, że czeka nas ciężka przeprawa, tymczasem przebijanie się przez lodową połać okazało się dość łatwe. Powiedziałbym nawet: zbyt łatwe” – relacjonował oceanograf David Babb z University of Manitoba podczas dorocznej konferencji naukowej ArcticNet w grudniu 2025 r. w Calgary.
Uczestniczący w rejsie marynarze i naukowcy byli zdumieni. Oczekiwali lodu twardego i zwartego, ukształtowanego przez dziesięciolecia zamarzania, tymczasem nawiercone w nim rdzenie ujawniły słabość strukturalną, świadczącą o tym, że nawet tu pak lodowy, choć wciąż ma grubość wielu metrów, traci odporność.
Inny badacz, Mallik Mahmud z McGill University w Montrealu, dołożył w Calgary kolejny element do tej układanki. Korzystając z danych satelitarnych, wykazał, że od końca lat 90. XX w. początek wiosennego topnienia lodów w kanadyjskim Archipelagu Arktycznym następuje średnio o pięć dni wcześniej z każdą dekadą. Również jesienne mrozy przychodzą coraz później. Te dodatkowe dni z temperaturami powyżej 0 st. C mają znaczenie. Nawet gruby lód zaczyna się degradować, gdy jest wystawiony na działanie coraz dłuższych letnich okresów. „Wieloletni lód miał tu kiedyś swoją ostoję. Teraz przybywa tu, aby umrzeć” – stwierdził ponuro naukowiec na koniec swojego wystąpienia.
Czytaj też (Polityka): Wojna o Arktykę. Donald Trump tego nie wymyślił. Alianci walczyli o Północ z nazistami, nie tylko militarnie
Niepokój od Pacyfiku
Moment rejsu nie mógł być lepiej wybrany. Wcześniej bowiem Arktyka doświadczyła wyjątkowo ciepłej zimy. Jesienią 2024 r. lód w centralnej części Oceanu Arktycznego zaczął się tworzyć później i był cieńszy niż zwykle. W rezultacie mniej napłynęło go potem, wraz z prądami morskimi, ku Kanadzie i Grenlandii. Następnie przyszła wczesna wiosna i długie lato. W efekcie pak lodowy wokół Wysp Królowej Elżbiety nie zdążył się odbudować do września. Tylko dlatego „Amundsen” mógł odbyć swoją misję i przeprowadzić obserwacje.
Wyniki napawały niepokojem z wielu powodów. Podczas wyprawy mierzono m.in. temperaturę i zasolenie wody na różnych poziomach – aż do głębokości kilkudziesięciu metrów. Temperatura była wyraźnie wyższa, a zasolenie okazało się nieco niższe niż w latach 60. XX w., kiedy Kanadyjczycy wykonali w tych samych miejscach serie pomiarów, wędrując po lodzie i nawiercając go co jakiś czas. Analizy chemiczne wody przeprowadzone przez zespół Babba wskazywały na coraz większy napływ cieplejszych wód pacyficznych, przybywających przez Cieśninę Beringa. „To ciepło nie dociera jeszcze bezpośrednio do lodu, ale sygnalizuje zmiany zachodzące w arktycznym systemie krążenia wody. W niedalekiej przyszłości mogą zdestabilizować cały region” – ostrzegał naukowiec.
Badacze z „Amundsena” zapewne znali pracę opublikowaną w styczniu 2025 r. w „Communications Earth & Environment”. Wywołała ona spore poruszenie, jej autorami byli bowiem nestorzy badań Last Ice Area i autorzy tej nazwy – Bruno Tremblay, Stephanie Pfirman i Robert Newton. Sięgnęli po stworzony przez naukowców z Texas A&M University Community Earth System Model, który z nieosiągalną wcześniej precyzją pozwala symulować rozmaite procesy zachodzące na globie w skali lokalnej, także wędrówki lodu morskiego przez wąskie arktyczne cieśniny.
Wcześniejsze, mniej dokładne modele pokazywały Archipelag Arktyczny i Cieśninę Naresa jako potężną barierę, na której zatrzymują się wielkie kry z innych rejonów Oceanu Arktycznego. Jednak w symulacjach, które wykonali Tremblay, Pfirman i Newton, ta bariera słabnie, a jej dalsze losy zależą od tego, jak bardzo ociepli się klimat na globie.
Scenariusz zagłady ostatniego całorocznego lodu morskiego w Arktyce w komputerowych scenariuszach wygląda następująco: zimą Ocean Arktyczny będzie zapewne wciąż zamarzać, nawet w nieco cieplejszym klimacie. Jednak pokrywa lodowa stanie się cieńsza i delikatniejsza, a sztormy i prądy morskie będą ją łatwo rozłupywać, natomiast jej resztki odprowadzać poza Arktykę. W rezultacie coraz mniej lodu zacznie wędrować w kierunku Archipelagu Arktycznego i północnej Grenlandii, a ten, który już tam jest, będzie coraz brutalniej spychany ku cieplejszym wodom i tam stopnieje.
Z symulacji wspomnianej trójki badaczy wynika, że przy znacznym wzroście temperatur globalnych ten „ostatni lód” zniknie w ciągu zaledwie dekady po tym, jak latem zacznie odmarzać cały centralny Ocean Arktyczny wokół bieguna północnego. Innymi słowy, nie będzie żadnej Last Ice Area – lodowej arki Noego o powierzchni ok. 1 mln km kw., zapewniającej przez wiele dekad całoroczne schronienie licznym arktycznym gatunkom. Jej przetrwanie byłoby możliwe tylko pod warunkiem znacznego spowolnienia tempa ocieplania się Ziemi, w tym terenów za kołem podbiegunowym północnym, na których od pół wieku temperatury podnoszą się szybciej od średniej globalnej.
Czytaj też (Pulsar): Arktyka wkracza w nową epokę niczym pendolino. To rewolucja. Zielenieje nawet woda
Ludzie przyszli po lodzie
Wyniki symulacji zmusiły Tremblaya, Pfirman i Newtona do radykalnej rewizji własnych ocen sprzed 15 lat. To oni jesienią 2010 r. podczas konferencji American Geophysical Union przedstawili koncepcję otoczenia szczególną ochroną rozległej strefy wieloletniego lodu o szerokości kilkuset kilometrów, ciągnącej się na Oceanie Arktycznym na długości ok. 2 tys. km, na północ od Kanady i Grenlandii. Poza zmrożonymi wodami przybrzeżnymi Oceanu Arktycznego zaliczyli do niej również cieśniny, zatoki i przesmyki Wysp Królowej Elżbiety, skute lodem od niepamiętnych czasów.
To po tym lodzie wędrowali przed 5 tys. lat pierwsi ludzie, którzy skolonizowali ten kawałek świata. Przybyli z Syberii, ale nie mieli nic wspólnego z tymi Azjatami, którzy znacznie wcześniej stali się przodkami Indian. Paleoeskimosi – jak nazwano ten lud – podążyli z Alaski od razu na wschód i dotarli do północnej Grenlandii. Ok. 700–800 lat temu wyginęli zastąpieni przez kolejną falę arktycznych nomadów – Inuitów, którzy także przybyli z Azji, wędrując po tym samym „wiecznym lodzie”.
Swoją trwałość, grubość i stabilność zawdzięcza on głównemu prądowi morskiemu Oceanu Arktycznego, zwanemu dryfem transpolarnym. Jest to gigantyczny wir krążący zgodnie z ruchem wskazówek zegara, porywający lód gromadzący się w pobliżu Syberii i transportujący go w kierunku półkuli zachodniej. Część tego lodu płynie do Atlantyku, głównie przez cieśninę Fram oddzielającą Grenlandię od Spitsbergenu, jednak większość dociera z wirem do północnego skraju kanadyjskiego archipelagu i Grenlandii, gdzie się gromadzi, tworząc potężne grzędy.
Czytaj też (Polityka): Olbrzymi kontenerowiec płynie z Chin do Europy. Rosja też już pcha się na północ
Co płynie przez połynię
Piętnaście lat temu Tremblay, Pfirman i Newton uznali, że jest to ostatnie miejsce w Arktyce, z którego zniknie lód morski. Już wtedy jednak dostrzegli pierwsze symptomy niepokojących zmian, z których najważniejszym było systematyczne zmniejszanie się ilości lodu docierającego z syberyjskich mórz. Założyli jednak, że mimo wszystko Last Ice Area przetrwa wraz z unikalnym ekosystemem jeszcze wiele dekad po tym, jak reszta Arktyki stopnieje.
Rzeczywistość okazała się mniej optymistyczna. Obserwacje satelitarne oraz boje dryfujące wraz z lodem wskazywały na wzrost jego mobilności od początku poprzedniej dekady. Stawał się cieńszy i przez to mniej stabilny. Wiatry i prądy morskie łatwiej go kruszyły i porywały, spychając na południe. Ponieważ dane obserwacyjne stawały się coraz bardziej niepokojące, w 2021 r. badacze postanowili zweryfikować swoje oceny sprzed dekady. W pierwszej kolejności przyjrzeli się wędrówkom lodu po Oceanie Arktycznym.
Analiza wykazała, że cały ten system ulega rozpadowi. W miarę ocieplania się klimatu lód formujący się w syberyjskich morzach szelfowych staje się coraz cieńszy, a jego część albo topnieje, zanim zdąży z prądem morskim dotrzeć w pobliże Kanady, albo też zostaje skierowana w stronę Atlantyku. W pracy opublikowanej w „Earth’s Future” Tremblay, Pfirman i Newton prognozowali, że do połowy XXI w. morza Łaptiewów i Wschodniosyberyjskie zaczną niemal w całości odmarzać latem i tym samym wyschnie główne źródło lodu zasilającego Last Ice Area. Pozostanie jeszcze lód docierający z centrum Oceanu Arktycznego, ale i jego dostawy zaczną szybko spadać.
Skutek będzie dramatyczny: Last Ice Area straci większość lodu wieloletniego, a średnia grubość paku lodowego zmniejszy się z obecnych siedmiu metrów do zaledwie jednego – prognozowali badacze, zwracając uwagę, że dalsza przyszłość będzie zależeć od tempa ocieplania ziemskiego klimatu. „Jeśli będzie szybkie, już niedługo cały Ocean Arktyczny zacznie odmarzać latem. Jeśli to tempo będzie jednak wolne, jest nadzieja, że pewna część wieloletniego lodu ocaleje na północ od Kanady. Będzie niestabilny, podatny na destrukcję, a jego powierzchnia znacznie się skurczy” – napisali w 2021 r.
Niespecjalnie zdziwiony tymi wnioskami był Kent Moore, geofizyk z University of Toronto. Przyglądając się zdjęciom satelitarnym z maja 2020 r., na północ od Wyspy Ellesmere’a dostrzegł rozległą połynię – obszar niezmrożonego oceanu wśród lodu morskiego. W tym przypadku ów „przerębel” miał długość ok. 100 km i szerokość kilkudziesięciu. Był dziełem silnych wiatrów, które odepchnęły lód od lądu, ale sam fakt, że mogły to uczynić, oznaczał, iż Last Ice Area powoli słabnie.
Już w 2019 r. Moore wyliczył, że od początku lat 80. XX w. grubość lodu na tym obszarze zmniejszyła się o ok. 1,5 m. „Arktyczna forteca jeszcze się trzyma, ale jej lodowe mury kruszeją z każdą dekadą” – napisał w konkluzji badań.
Identyczne przemyślenia mieli naukowcy uczestniczący w 2020 r. w rejsie niemieckiego statku badawczego „Polarstern”. W pewnym momencie, płynąc od strony bieguna północnego w kierunku Spitsbergenu, jednostka znalazła się we wschodniej części Last Ice Area. Spodziewano się ujrzeć grubą, zwartą skorupę, a była rozbita na kawałki, między którymi znajdował się młody, jednoroczny lód. Zeszłoroczna publikacja Tremblaya, Pfirman i Newtona w „Communications Earth & Environment” postawiła kropkę nad i: twierdza jest o wiele mniej solidna, niż się wydawało, i choć runie jako ostatnia, nie będzie długo stawiać oporu.
Kto marzy o odmarzaniu
Mimo tej ponurej perspektywy naukowcy podkreślają, że ochrona Last Ice Area wciąż ma znaczenie. Nadal bowiem jest to ten kawałek Oceanu Arktycznego, gdzie skorupa lodowa jest najgrubsza. Babb podczas grudniowej konferencji opowiadał, jak w trakcie rejsu „Amundsena” w ciągu jednej nocy wokół okrętu uformowała się skorupa lodowa o grubości 10 cm. „Bitwa pomiędzy ciepłem a zimnem wciąż tu trwa i nie jest rozstrzygnięta” – uznał. Gdyby udało się zatrzymać wzrost temperatur globalnych, arktyczny lód morski być może zacząłby się odbudowywać w drugiej połowie XXI w., a zagrożone gatunki dostałyby więcej czasu na adaptację lub migrację. Wychodząc z tego założenia, już w 2019 r. utworzono tu tymczasowy Morski Obszar Chroniony Tuvaijuittuq, który obejmuje jedną trzecią Last Ice Area i ma powierzchnię porównywalną z Polską. W 2024 r. przedłużono jego istnienie na kolejne pięć lat.
Jednak jeden obszar chroniony, nawet tak duży, zda się na niewiele, jeśli obok nie powstaną kolejne. Tymczasem to, co dla naukowców, przyrodników i rdzennej ludności jest ponurą perspektywą, dla innych stanowi obietnicę olbrzymich zysków.
Odmarznięcie Oceanu Arktycznego oznacza, że łatwiej będzie się dostać do surowców mineralnych znajdujących się pod jego dnem. Transport, górnictwo i przemysł mogą wtedy dodatkowo zagrozić arktycznej przyrodzie. Już dziś w lodzie, który dociera z Syberii do brzegów arktycznej Kanady i Grenlandii, stwierdza się podwyższone ilości rozmaitych zanieczyszczeń pochodzących z drugiej strony oceanu. Ich źródłem są syberyjskie pola gazowe i kopalnie takich metali jak nikiel i miedź.
Słowo Tuvaijuittuq znaczy po inuicku: „miejsce, gdzie lód nigdy nie topnieje”. Dla rdzennych mieszkańców Archipelagu Arktycznego debata na temat przyszłości Last Ice Area ma fundamentalne znaczenie. Ich kultura, bezpieczeństwo żywnościowe i sposoby transportu są silnie związane z istnieniem wieloletniego lodu morskiego.
„Nasza tożsamość i tradycja są związane ze swobodnym przemieszczaniem się po lodzie morskim. To dzięki niemu możemy utrzymywać kontakty między naszymi osadami. On jest naszą autostradą” – napisali rok temu przedstawiciele społeczności inuickiej w liście do ONZ i rządu Kanady, zwracając uwagę, że kiedy z Oceanu Arktycznego zniknie ostatni lód, wraz z nim znikną nie tylko liczne gatunki, ale też prastare dziedzictwo kulturowe.