Reklama
Pulsar - wyjątkowy portal naukowy. Pulsar - wyjątkowy portal naukowy. Robert robaszewski / Agencja Wyborcza.pl
Środowisko

Antykoncepcja to recepta na dzika. Nie jest jednak metodą idealną i budzi wątpliwości etyczne

Komary. Te biologiczne wampiry są lżejsze od pestki winogrona, a końca walki człowieka z nimi nie widać
Środowisko

Komary. Te biologiczne wampiry są lżejsze od pestki winogrona, a końca walki człowieka z nimi nie widać

Google zamierza wypuścić w USA dziesiątki milionów samców owadów zarażonych naturalnie infekującą bezkręgowce bakterią Wolbachia. Będą szukały samic i z nimi kopulowały, ale bakteria sprawi, że nie dojdzie do zapłodnienia. W ten sposób liczba komarów będzie się powoli zmniejszać. Projekt „Debug” nie jest pierwszym – i zapewne nie ostatnim – skierowanym przeciw organizmom przenoszącym śmiertelnie groźne dla ludzi choroby. [Artykuł także do słuchania]

Populacja dzików w Europie stale się zwiększa. A tam, gdzie – jak w Polsce – została przetrzebiona z powodu walki z ASF, dość szybko się regeneruje. Odstrzał nie rozwiązuje problemu. Pozostaje manipulowanie płodnością. Jak bardzo jest skuteczne i z jakimi problemami się wiąże? [Artykuł także do słuchania]

Dziki rozgościły się w polskich miastach na dobre. Trudno mieć do nich o to pretensje, skoro wabimy je łatwo dostępnymi odpadami spożywczymi, które mogą wygrzebać sobie z kubłów na śmieci. I skoro zabudowujemy łąki i inne dzikie siedliska. Nie jest to jednak sąsiedztwo bezkonfliktowe. Zwierzęta ryją ogródki, skwerki i trawniki, pogonią, czasami poranią, a niekiedy nawet zabiją oszczekującego je osiedlowego psa. Sporadycznie zdarzają się poważniejsze incydenty z udziałem ludzi, jak szarża odyńca na kobietę w Gdyni w 2023 r., która omal nie kosztowała jej życia z powodu przeciętej tętnicy udowej. Od 2021 r. jedyną metodą rozwiązywania tych problemów jest odstrzał, ponieważ przepisy związane z ASF zabroniły wywozu dzików z miast. Zabijanie tych zwierząt budzi jednak rosnący sprzeciw społeczny, czego dowodem były choćby niedawne protesty w Warszawie.

Co więc w zamian? Na przykład antykoncepcja – mówią ci, którzy nie godzą się na uśmiercanie dzików. Takiego środka jeszcze jednak w Polsce nie ma, ale pracuje nad nim dr Patrycja Kurowska z Instytutu Zoologii i Badań Biomedycznych Wydziału Biologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Na razie o jej projekcie wiadomo niewiele: trwa niecałe pół roku, jest finansowany z grantu programu LIDER Narodowego Centrum Badań i Rozwoju o wartości 1,8 mln zł, sam zaś środek antykoncepcyjny ma być oparty na ekstraktach pochodzenia roślinnego.

Odstrzał kulą w płot

Populacja dzików w Europie stale się zwiększa. A tam, gdzie – jak w Polsce – została przetrzebiona z powodu walki z ASF, dość szybko się regeneruje. Giovanna Massei w czasopiśmie „Animals” wskazuje, że na Starym Kontynencie rośnie również liczebność różnych innych gatunków, w tym jeleniowatych, mimo że się na nie intensywnie poluje. I przekracza to, co badaczka nazywa „społeczną pojemnością środowiska” (social carrying capacity), a co oznacza tolerancję lokalnych społeczności np. na szkody w uprawach rolnych czy liczbę wypadków drogowych z udziałem tych zwierząt. A skoro tak, to myśliwski odstrzał jest niewystarczającym narzędziem – przekonuje Massei. Rekomenduje więc zastosowanie środków antykoncepcyjnych.

Co ważne, podkreśla również kwestie ekologiczne. Przewaga antykoncepcji nad odstrzałem polega bowiem m.in. na tym, że ta pierwsza nie usuwa osobników z ekosystemu. Tym samym zwierzę z „wyłączoną” płodnością blokuje dostęp do siedliska i pokarmu innym przedstawicielom swojego gatunku, w tym młodszym osobnikom, które jeszcze nie osiągnęły dojrzałości płciowej.

Pierwsze eksperymenty nad zastosowaniem hormonalnych środków antykoncepcyjnych prowadzono w połowie XX w. i ich wyniki nie były zbyt obiecujące. Zmiana nastąpiła dopiero w latach 80. i 90., kiedy postawiono na immunoantykoncepcję. Przełomowe okazało się zastosowanie środka o nazwie PZP (Porcine Zona Pellucida), który pozyskuje się z otoczki przejrzystej jajników świń. U samicy ssaka kopytnego powoduje on produkcję przeciwciał, które blokują receptory na komórkach jajowych, co uniemożliwia zapłodnienie. Jednocześnie równowaga hormonalna pozostaje zachowana, więc naturalny tryb życia zwierzęcia – w tym ruja – pozostaje taki, jak bez interwencji. Dziś lista zwierzęcych środków antykoncepcyjnych jest już dłuższa, to m.in. GonaCon, PZP-22, ContraPest i OvoControl. Są też znaczące sukcesy w ich zastosowaniu.

Od 2021 r. jedyną legalną metodą redukcji dzików w Polsce jest odstrzał, bo przepisy związane z ASF zakazują ich wywozu z miast.ShutterstockOd 2021 r. jedyną legalną metodą redukcji dzików w Polsce jest odstrzał, bo przepisy związane z ASF zakazują ich wywozu z miast.

Środkiem medycznym w tarczę…

Dzięki antykoncepcji udało się opanować rozrost populacji zdziczałych kuców na leżącej u wybrzeży stanów Maryland i Virginia wyspy Assateague w USA. W latach 80. XX w. tych zwierząt było już tam tak dużo, że zagrażały wyspiarskiemu ekosystemowi wydm i solnisk. W 1988 r. zaczęto zrzucać PZP i sytuację opanowano. Kolejne przykłady udanej interwencji dotyczą słoni afrykańskich w prywatnym rezerwacie łowieckim Makalali i innych tego rodzaju miejscach w RPA. Rozrost liczebności tych zwierząt na ogrodzonych obszarach groził zniszczeniem drzewostanów. Wcześniej odstrzeliwano całe stada, ale w 2000 r. zaczęto podawać słonicom PZP. Wykazano przy okazji, że ta substancja jest bezpieczna również dla samic, które przyjęły ją w ciąży.

Przy użyciu środków antykoncepcyjnych udało się też opanować przyrost jeleni wirginijskich w strefach podmiejskich USA, gdzie zwierzęta wyjadały zieleń miejską i wpadały pod samochody. A zastosowanie preparatu GonaCon w stanie Tennessee – działa inaczej niż PZP (w ogóle wycisza ruję) – rozwiązało podobne problemy z tamtejszymi jeleniami. Jeśli chodzi o ptaki, to takie preparaty jak OvoControl są z powodzeniem stosowane zarówno w USA, jak i w Europie, by kontrolować populacje miejskich gołębi. Zawarta w nich nikarbazyna uniemożliwia prawidłowy rozwój żółtka i powstawanie jaj.

Na liczebność innych „kłopotliwych” zwierząt – szczurów – w USA próbuje się oddziaływać przy pomocy ContraPest. Jest to pożądane również dlatego, że oparte na antykoagulantach trutki powodują powolną i bolesną śmierć, a do tego stanowią śmiertelne zagrożenie dla zwierząt, które żywią się szczurzą padliną, np. dla ptaków drapieżnych. Dlaczego więc użycie środków antykoncepcyjnych nie jest powszechniejsze? Odpowiedź na to pytanie jest złożona.

Antykoncepcja sprawdziła się w małych populacjach dzikich koni w USA.Getty ImagesAntykoncepcja sprawdziła się w małych populacjach dzikich koni w USA.

…ale nie w dziesiątkę

Niewątpliwie jedną z przyczyn jest opór decydentów i lobbing środowiska łowieckiego. Prościej, szybciej i łatwiej zabić zwierzę, niż czekać dłuższy czas na zmiany populacyjne wywołane działaniem preparatu. Nie tylko o to jednak chodzi. Powyższy przegląd dobrych praktyk wskazuje, że większość sukcesów osiągnięto na stosunkowo niewielkich, zamkniętych obszarach, jak wyspy czy rezerwaty łowieckie albo parki miejskie. Napływ nowych osobników jest tam ograniczony, więc i łatwiej ustabilizować lub zmniejszyć istniejącą populację przy pomocy farmaceutyków. Zrobienie tego samego w otwartych ekosystemach, np. w dużych obszarach leśnych czy sawannowych, jest jednak gigantycznym wyzwaniem logistycznym i finansowym.

Weźmy kwestię podawania preparatu. Nie można rozrzucić go w dowolnych miejscach, ponieważ środek antykoncepcyjny powinien być wycelowany w konkretny gatunek, którego liczebnością chcemy zarządzać. W innym przypadku mogą go zjeść inne zwierzęta, na które również będzie oddziaływać.

Przyjrzyjmy się podawaniu preparatu słoniom w Parku Narodowym Krügera w RPA, co robiono od 2012 r., a pierwsze testy przeprowadzono jeszcze w końcówce lat 90. XX w. Samicom aplikowano PZP, ale trzeba było latać za nimi helikopterem i strzelać do nich ze strzelby Palmera, ponieważ to najbardziej efektywny (i najmniej stresujący!) sposób podania im środka antykoncepcyjnego. I właśnie użycie maszyny latającej podrażało koszty, choć – jak pisał Jay F. Kirkpatrick, jeden z entuzjastów i praktyków tej metody – „koszt immunoantykoncepcji jest niższy niż w przypadku większości operacji odstrzału, a w najgorszym przypadku do niego zbliżony” tam, gdzie dodatkowo sprzedaje się części zabitych zwierząt. Mówimy tu jednak o jednorazowym dawkowaniu, a to trzeba powtarzać co rok na bardzo dużym obszarze. Ostatecznie więc władze Parku Krügera wycofały się z tej metody (choć nie wrócono do odstrzału). Obecnie w Afryce stosuje się ją w niewielkich rezerwatach.

Przenieśmy się jeszcze raz do USA, gdzie istnieje problem ze zdziczałymi świniami domowymi, które tam są kwalifikowane jako inwazyjny gatunek obcy, a więc stanowiący zagrożenie dla rodzimej przyrody. Aby spowolnić szybkie tempo namnażania się tych zwierząt, w 2021 r. wprowadzono do użytku preparat HogStop. Jak sugeruje nazwa, działa na samce, upośledzając ich plemniki, w czym jest skuteczny. Tyle że – znowu – nie jest selektywny, więc trzeba go podawać w specjalnych paśnikach, by nie dobrały się do niego inne zwierzęta. Koszt takiego urządzenia to ponad 600 dol., a na otwartych obszarach trzeba ich postawić wiele. HogStop przestaje działać już po miesiącu od odstawienia, więc samce muszą go przyjmować regularnie, a do tego potrzebne jest odpowiednie zagęszczenie karmników.

Antykoncepcja dla dzikich zwierząt jest więc interesującą opcją, ale wiążą się z nią trudności, które obecnie uniemożliwiają jej masowe stosowanie. No i są jeszcze wątpliwości etyczne.

„Czy kontrola płodności dzikich zwierząt jest zawsze humanitarna?” – pytają autorzy pracy opublikowanej w 2015 r. w „Animals”. Okazuje się, że nie. Najbardziej krytycznie patrzą na metody prowadzące do trwałej niepłodności, np. na kastrację. Ta nie dość, że niesie ryzyko powikłań pozabiegowych, to całkowicie zmienia gospodarkę hormonalną zwierzęcia, co ostatecznie wpływa na jego zachowanie (może skończyć się np. degradacją w strukturach społecznych). Nieco przychylniej spoglądają na wazektomię i podwiązanie jajowodów, ponieważ te metody nie niszczą gospodarki hormonalnej. Niemniej i one wymagają inwazyjnych interwencji chirurgicznych oraz odłowu zwierzęcia, który jest dla niego stresujący. Najbardziej pozytywnie badacze oceniają niehormonalne środki antykoncepcyjne, np. wspomniane GonaCon czy PZP. Także jednak nie akceptują ich bezkrytycznie.

PZP może bowiem – paradoksalnie – u koni i jeleniowatych prowadzić do powtarzania się cykli rujowych w sezonie godowym, ponieważ nie dochodzi do zapłodnienia i zagnieżdżenia zarodka. Do tego samice mogą przechodzić dodatkowe, anomalne cykle rujowe późną jesienią, a nawet zimą. Przez cały ten czas samce próbują kryć samice, co oznacza wydatek energii u obu płci. A jeśli pod koniec sezonu rozrodczego środek przestanie działać, to jest ryzyko, że klacz albo łania urodzą późną jesienią, przez co młode może nie dożyć wiosny. Widać więc, że nawet te najlepsze metody nie są bez wad.

W przypadku słoni z Parku Krügera w RPA antykoncepcja okazała się za kosztowna, a obszar ten jest zbyt wielki, żeby była skuteczna.Getty ImagesW przypadku słoni z Parku Krügera w RPA antykoncepcja okazała się za kosztowna, a obszar ten jest zbyt wielki, żeby była skuteczna.

Nowy cel: krakowskie gołębie

Kraków chce – o czym poinformowano w lutym tego roku – podawać środki antykoncepcyjne gołębiom. Te ptaki w miastach czują się doskonale, ponieważ ich przodkiem był gołąb skalny, a balkony, gzymsy i dachy do pewnego stopnia przypominają skalne wnęki, półki i wychodnie. Takie sąsiedztwo również nie obywa się bez napięć, przede wszystkim dlatego, że ptaki brudzą odchodami publiczne przestrzenie. Wiele też choruje z powodu złej diety, bo dostają od mieszkańców np. zepsute pieczywo. Do tego wysokie zagęszczenia sprzyjają transmisji patogenów między zwierzętami.

Wytypowaliśmy pięć miejsc, w których będziemy prowadzić pilotaż naszego projektu. To są lokacje, w których jest duże nagromadzenie gołębi. Ptakom w karmnikach będzie podawana kukurydza powleczona nikarbazyną – mówi Sabina Janeczko, rzeczniczka ds. zwierząt w Krakowie. Urzędniczka nie wyklucza, że karmę podjadać będą również ptaki innych gatunków, ale powinno to być raczej sporadyczne i nie będzie miało wpływu na ich płodność. Pilotaż ma potrwać około roku, urząd czeka na ostatnie wymagane zgody. – Docelowo, opierając się na doświadczeniach innych miast w Europie, możemy oczekiwać redukcji populacji gołębi w Krakowie na poziomie ok. 40 proc. – dodaje Janeczko. – Jednocześnie program pozostaje w pełni kontrolowalny. W razie potrzeby podawanie preparatu można przerwać, a płodność ptaków wraca do normy po ok. 21 dniach.

Ile przyjdzie nam poczekać na antykoncepcję dzików? – Mogę jedynie powiedzieć, że dotychczasowe wyniki są obiecujące – mówi dr Kurowska, zastrzegając, że w tym momencie więcej ujawnić nie może. Szczegóły mają być znane za półtora roku, kiedy projekt się zakończy.

Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną