El Niño już miesza w pogodzie. Huragany zniknęły z Atlantyku i znalazły się na Pacyfiku, a w Chile zakwitła pustynia
Sezon huraganów na północnym Atlantyku trwa od początku czerwca do końca listopada. W tym czasie pojawia się ich od pięciu do dziesięciu. Do tego należy doliczyć nieco słabsze sztormy tropikalne, w których średnia prędkość wiatru nie przekracza 119 km na godzinę (powyżej sztorm staje się huraganem). Łącznie takich silniejszych i słabszych wirów wyłania się z rozgrzanych wód Atlantyku średnio 14–15 w sezonie. Różnice pomiędzy poszczególnymi latami są jednak olbrzymie. Zdarzają się sezony z kilkunastoma huraganami i takie, gdy jest ich niewiele.
Do 23 września 2026 r. na Atlantyku nie pojawił się jednak nawet jeden wir, który osiągnąłby choćby pierwszą kategorię w pięciostopniowej skali Saffira-Simpsona. Tym samym ustanowiony został nowy rekord w ponad stuletniej historii obserwacji huraganów. Do tej pory największe spóźnienie zanotowano w 1941 r., gdy pierwszy z nich pojawił się dopiero 21 września. Być może jednak w tym roku nie będzie ich w ogóle – ostatni raz do takiej sytuacji doszło w 1914 r. Zdaniem naukowców prawdopodobieństwo powtórzenia się tego fenomenu rośnie wraz z nabieraniem mocy przez El Niño, które już pobiło rekord temperatury powierzchni wód oceanicznych, choć maksimum ma osiągnąć dopiero pod koniec roku.
Wiatry różnych prędkości, lęki w Meksyku
El Niño, które z niespotykaną wcześniej intensywnością podgrzewa wschodnią i centralną część tropikalnego Pacyfiku, zaczyna przestawiać cyrkulację atmosferyczną na całym globie. W stronę Atlantyku kieruje silne wiatry, które na różnych wysokościach wieją z różną prędkością i w różnych kierunkach, i w efekcie nie pozwalają rozwinąć się huraganom. Jest to mechanizm znany synoptykom od dawna – m.in. dlatego ich prognozy na ten sezon przewidywały niższą aktywność huraganów na Atlantyku. Jednak ich absencji raczej się nie spodziewano.
„Być może jeden lub dwa pojawią się w październiku, ale szansa na to jest niewielka” – mówi Phil Klotzbach, meteorolog z Colorado State University. Ocenia on, że El Niño tak silnie przestawił w tym roku atmosferyczne puzzle, że do połowy września łączna aktywność cyklonów tropikalnych na Atlantyku wyniosła zaledwie 7 proc. normy wieloletniej. „To najsłabszy wynik od początku prowadzenia obserwacji satelitarnych trwających od lat 60. XX w.” – mówi naukowiec.
W tym samym czasie na Pacyfiku działa mechanizm odwrotny. Ciepłe, wilgotne powietrze i słabsze wiatry pozwalają tropikalnym układom rozwijać się znacznie łatwiej. We wschodniej i centralnej części oceanu aktywność huraganów jest od początku sezonu dwukrotnie większa od normy. Od kilku dni w pobliżu pacyficznych wybrzeży Meksyku szaleje huragan Polo, w którym wiatry osiągnęły we wtorek prędkość 285 km/h. 23 września nieco osłabł, ale nadal jest huraganem piątej kategorii, drugim najsilniejszym na wschodnim Pacyfiku w historii obserwacji. Nic dziwnego, że w kilku stanach zachodniego Meksyku na wszelki wypadek zamknięto porty, lotniska i szkoły, obawiając się, że nagle skręci i uderzy w ląd.
Kwiaty na pustyni, ogień w lasach
El Niño zaczyna sprowadzać pierwsze ekstrema także do Ameryki Południowej. Ostatnio wywołało intensywne deszcze na pustyni Atakama w północnym Chile. W niektórych jej rejonach spadło nawet 180 mm wody – mowa o jednym z najbardziej suchych miejsc na Ziemi, gdzie średni roczny opad nie przekracza 1 mm. Tam, gdzie dotarły ulewy, pustynia pokryła się kobiercami kwiatów. To zdarzało się już wcześniej podczas silniejszych epizodów El Niño. Tym razem skala zjawiska jest jednak wyjątkowa – twierdzą naukowcy.
Z kwitnącej Atakamy przenieśmy się do Indonezji, gdzie ten sam fenomen działa z zupełnie innym skutkiem. El Niño wysusza tam lasy i torfowiska, przygotowując teren pod pożary. Od tygodni płoną obszary Sumatry i Borneo, a dym spowija Indonezję, Malezję i Singapur. W Azji Południowo-Wschodniej obniża się poziom wody w zbiornikach, cierpią uprawy ryżu, plantacje palm olejowych i rybołówstwo.
W kolejnych miesiącach lista regionów świata dotkniętych przez El Niño będzie się wydłużała. Zeke Hausfather, klimatolog z Berkeley Earth, ostrzegł ostatnio w „Nature” przed ryzykiem suszy i nieurodzaju w południowej Afryce. „Problemem jest nałożenie się niezwykle silnego El Niño na globalne ocieplenie. Cieplejsza atmosfera może w najbliższych miesiącach tak wzmocnić zarówno susze, jak i opady deszczu, że w wielu miejscach osiągną one skrajne wartości” – napisał.