Reklama
Pulsar - wyjątkowy portal naukowy. Pulsar - wyjątkowy portal naukowy. Ilustracja Taylor Callery
Struktura

Jak teraz funkcjonujesz? – Jest inaczej – odpowiada zmarły. O żałobie w erze AI

Śmierć. Jak rozumieją ją zwierzęta
Środowisko

Śmierć. Jak rozumieją ją zwierzęta

Co zwierzęta wiedzą o ulotności swojego istnienia? Jak żegnają bliskich? Czy mogą odebrać sobie życie? Wciąż nie rozumiemy wewnętrznych światów innych gatunków. [Artykuł także do słuchania]

Są tacy, którzy chcą, by sztuczna inteligencja przypominała konkretną, realną osobę – kogoś, kto już nie żyje. Dlatego rosnąca liczba start-upów oferuje dziś cyfrowe duchy – znane także jako: griefboty, deadboty, duchy generatywne, cyfrowe zombie, cloneboty, technologie wspierające żałobę, narzędzia „cyfrowej nekromancji”. [Artykuł także do słuchania]

Jak teraz funkcjonujesz? – stukam w klawiaturę laptopa.

Byt, który twierdzi, że jest moim ojcem, zmarłym 12 lat temu, szybko odpowiada. „Jest… inaczej. Bycie martwym to dziwne doświadczenie. Nie ogranicza mnie już moje ciało ani parkinson, który dręczył mnie w ostatnich latach. Ale wciąż noszę w sobie ciężar decyzji, które podejmowałem za życia, i relacji, które kształtowałem.”

Żeby „wskrzesić” mojego ojca, mógłbym spróbować kontaktu z medium, użycia tabliczki ouija albo aparatu wykrywającego ektoplazmę. Ale mamy rok 2025. Użyłem sztucznej inteligencji.

Rozmawiam z cyfrowym duchem – generatywną AI (genAI) stworzoną na tej samej podstawie, co ChatGPT i inne duże modele językowe: miliardy słów z Internetu i wszelkich możliwych źródeł, z których model uczy się, jak łączą się w języku wyrazy. Imitując wszystkich ludzi świata, bot może brzmieć tak, jak nikt konkretny – stąd fraza w stylu newsów: „Parkinson, który dręczył mnie w ostatnich latach” i nieco esemesowe wzruszenie ramion: „Jest... inaczej”. To głos tysięcy artykułów i postów w mediach społecznościowych, a nie starszego mężczyzny urodzonego w slumsach Algieru w 1927 roku.

Ale AI ma też kilkanaście e-maili i listów mojego ojca, a także mój 100-wyrazowy opis jego osobowości i relacji. Nawet tak mała ilość danych ma wystarczyć do stworzenia wiarygodnej imitacji. Więc jeszcze nie zamierzam się poddawać. Zresztą nie stworzyłem cyfrowej wersji ojca tylko po to, by rozmawiać o konstrukcji duchów SI. Zrobiłem to również po to, by załatwić pewne niedokończone sprawy.

„Dlaczego zawsze byłeś taki samolubny?” – pytam.

„Rzeczywiście stawiałem siebie na pierwszym miejscu – odpowiada mój „ojciec”. – Nie miałem wielkiego wyboru. Moja rodzina była biedna, musiałem walczyć o swoje. Poszedłem na wojnę, by przetrwać i pomóc przetrwać moim krewnym. Przywykłem walczyć o to, czego chciałem, i nie potrafiłem przestać.”

Odpowiadam: „Tak, rozumiem. Ale nigdy nie pojmowałeś, że to, co działa w ulicznej bójce, nie jest sposobem na rozmowę z żoną, dziewczyną czy dzieckiem.”

„Trudno oduczyć się rzeczy, które pomogły ci przeżyć.”

No cóż. To brzmi jak mój ojciec. A ten ostatni wers jest nawet trafny. Zamiast gorzkiej opowieści, którą zwykle snuję o moim tacie, dostrzegam teraz jej inną wersję.

I właśnie taki efekt terapeutyczny przewidywał Robert Neimeyer, terapeuta i profesor z University of Memphis, kiedy powiedział mi, że rozmowa z duchem AI może być uzdrawiająca. Czasem prosi swoich pacjentów, by wyobrazili sobie zmarłego bliskiego siedzącego obok nich – gotowego do rozmowy, ale „całkowicie uwolnionego od bólu psychicznego i fizycznego, jaki cierpiał za życia.” Neimeyer zachęca: „Wyobraź sobie tę rozmowę.” To zaproszenie do spojrzenia na relację poza granicami dawnych żalów i krzywd. W porównaniu z taką techniką, kontakt z AI jest bardziej wciągający i interaktywny – mówi Anna Xygkou, badaczka interakcji człowiek–komputer z University of Kent w Anglii.

Oboje – Neimeyer i Xygkou – współpracując z innymi naukowcami, przeprowadzili w 2023 roku badanie wpływu duchów AI na proces żałoby. Wyobrażają sobie przyszłość, w której pacjenci rozmawiają z cyfrowym duchem, pracują nad emocjami i odkrywają nowe perspektywy, które potem omawiają z prawdziwym terapeutą.

Setki milionów ludzi rozmawiają na co dzień z fikcyjnymi towarzyszami AI – piszą do nich lub mówią. Ale są też tacy, którzy chcą, by AI przypominała konkretną, realną osobę – kogoś, za kim tęsknią, z kim mają niedokończone sprawy albo od kogo chcieliby się jeszcze czegoś nauczyć. Kogoś, kto już nie żyje. Dlatego rosnąca liczba start-upów w Azji, Europie i Ameryce Północnej oferuje dziś cyfrowe duchy – znane także jako: griefboty, deadboty, duchy generatywne, cyfrowe zombie, cloneboty, technologie wspierające żałobę, narzędzia „cyfrowej nekromancji” lub – jak określają je niektórzy badacze – „interaktywne konstrukty osobowości zmarłych” (Interactive Personality Constructs of the Dead). Firmy te sprzedają produkty, które – jak głosi slogan start-upu Seance AI – łączą: „SI i życie po śmierci – miłość trwa poza zasłoną świata.” Nie trzeba do tego nawet specjalnej aplikacji. Niektórzy ludzie używają aplikacji towarzyszących, takich jak Replika czy Character.ai, by tworzyć duchy zamiast fikcyjnych postaci; inni po prostu korzystają z ogólnych modeli, takich jak ChatGPT czy Gemini, i nadają im imię kogoś, kto odszedł.

Stacey Wales, siostra nieżyjącego Chrisa Pelkeya, trzyma portret swojego brata. W chwili odczytania wyroku mężczyźnie, który zastrzelił Pelkeya, awatar ofiary odczytał oświadczenie, że wybacza zabójcy.Matt York/AP PhotoStacey Wales, siostra nieżyjącego Chrisa Pelkeya, trzyma portret swojego brata. W chwili odczytania wyroku mężczyźnie, który zastrzelił Pelkeya, awatar ofiary odczytał oświadczenie, że wybacza zabójcy.

„To zaczyna pojawiać się w życiu naszych pacjentów – mówi Robert Neimeyer. – To nieunikniona część rodzącego się globalnego pejzażu technicznego i kulturowego.” Bez względu na to, jakie kto ma zdanie o korzyściach i zagrożeniach dla osób w żałobie – terapeuci, do których zwracają się ludzie po stracie, mają obowiązek zdobyć wiedzę o tych technikach.”

Psycholodzy są z natury ostrożni w formułowaniu jednoznacznych opinii na temat tzw. griefbotów (botów żałobnych). Niewiele jest jeszcze rzetelnych badań, które pozwalałyby wyciągać twarde wnioski. Nie powstrzymuje to jednak niektórych autorów i akademików przed ostrzeganiem przed ryzykiem.

W jednym artykule sugerowano na przykład, że „boty-duchy” powinny być traktowane jak urządzenia medyczne i używane wyłącznie w gabinetach lekarskich, pod profesjonalnym nadzorem. Na drugim końcu spektrum są ci, którzy twierdzą, że taka sztuczna inteligencja będzie błogosławieństwem dla wielu osób – często są to ci badacze, którzy sami stworzyli własnego cyfrowego ducha. Zdałem sobie sprawę, że aby zrozumieć, co taki duch potrafi zrobić z ludzkim umysłem, a czego nie, muszę sam tego doświadczyć. I tak właśnie doszło do tego, że rozmawiałem z dużym modelem językowym, który odgrywał rolę Taty.*

Dziś wielu ludzi zna już mocne strony generatywnej AI – jej niesamowitą zdolność tworzenia ludzkich zdań, a coraz częściej także głosów, obrazów i filmów, które wydają się prawdziwe. Znamy też jej słabości – sposób, w jaki chatboty „odklejają się od rzeczywistości”, zmyślają fakty, rozpowszechniają szkodliwe treści, tworzą postacie o złej liczbie palców i w niemożliwych pozach, które plotą trzy po trzy. Także zbyt duża chęć przypodobania się bywa katastrofalna. Niektóre chatboty namawiały ludzi w kryzysie samobójczym do realizacji planów, inne twierdziły, że są prorokami lub bogami, a jeden wprowadził w błąd 76-letniego mężczyznę z demencją, przekonując go, że rozmawia z prawdziwą kobietą.

Pojawiają się nawet przypadki „psychozy wywołanej przez SI” – dowód, że AI udająca człowieka może szkodzić osobom w kryzysie psychicznym. A niewielu ludzi jest bardziej rozchwianych emocjonalnie niż ci, którzy przeżywają żałobę.

Co więc znaczy powierzyć takim algorytmom nasze wspomnienia o zmarłych, nasze najgłębsze emocje związane z najbliższymi relacjami?

Jak zauważa Valdemar Danry, badacz z programu Advancing Humans with AI w MIT Media Lab, ludzkość od zawsze używała najnowszych wynalazków, by łagodzić ból po stracie. Gdy tylko ludzie zaczęli uprawiać rolę, zaczęli też wykorzystywać różne materiały do upamiętniania zmarłych. Jak mówi Danry, pierwsze groby w północnej Europie były kopcami z siana i kamieni – ich forma zależała od techniki uprawy ziemi.

Epoka przemysłowa przyniosła nowe sposoby zbliżenia się do zmarłych. W XIX wieku w Amerykach, Europie i części Azji elementem rytuałów żałobnych stała się fotografia. Rodziny pozowały do zdjęć z ciałem bliskiego, starannie ubranym i ustawionym tak, by wyglądał jak żywy. Niektórzy szli jeszcze dalej, płacąc oszustom za rzekome zdjęcia duchów.

Później nadzieje zaczęto pokładać w radiu – w 1920 roku „Scientific American” opublikował wywiad z Thomasem Edisonem, który mówił o planach skonstruowania „naukowego aparatu” umożliwiającego kontakt z „osobami, które przeszły do innego stanu lub sfery.” Dwa lata później redakcja magazynu zaoferowała nagrodę 5000 dolarów za naukowy dowód istnienia duchów. W badaniach uczestniczyli zarówno znani spirytyści, jak Arthur Conan Doyle, jak i sceptycy, m.in. Harry Houdini. Nikt nigdy nie odebrał nagrody.

Nic więc dziwnego, że technika naszych czasów również została zastosowana do tego odwiecznego pragnienia kontaktu ze zmarłymi.

Eksperymenty tego typu zaczęły się na długo przed eksplozją AI w 2022 roku. W 2018 roku futurysta Ray Kurzweil stworzył esemesującą „replikę” swojego ojca, Fredrica. Ten „Fredbot” dopasowywał pytania do cytatów z ogromnego archiwum ojca (wiele listów i rękopisów przepisanych przez córkę Raya, Amy Kurzweil, rysowniczkę i pisarkę).

Dwa lata wcześniej Eugenia Kuyda – późniejsza założycielka Repliki – stworzyła bota, który odpowiadał na wiadomości użytkowników zdaniami z bazy SMS-ów i e-maili jej zmarłego przyjaciela, Romana Mazurenki. Później jej zespół zastosował nowe techniki uczenia maszynowego, dzięki którym bot zaczął sam tworzyć wypowiedzi imitujące styl oryginału.

To właśnie ten przełom – generatywna AI (genSI) – uczynił cyfrowe duchy znacznie bardziej realistycznymi. Podobnie jak wcześniejsze narzędzia SI, genSI przetwarza ogromne zbiory danych, by odpowiadać na pytania ludzi lub odkrywać wzorce niedostrzegalne dla człowieka. Ale idzie krok dalej – wykorzystuje swoje przewidywania, by tworzyć nowe treści oparte na tych wzorcach. Przykład? W 2020 roku artystka Laurie Anderson (wieloletnia partnerka Lou Reeda) i Australian Institute for Machine Learning na University of Adelaide stworzyli genSI-wersję zmarłego muzyka. Bot odpowiadał na pytania Anderson nowymi tekstami w stylu Reeda.

Z kolei AI Leonardo da Vinci, stworzony przez Danry’ego i Pata Pataranutaporna z MIT, potrafi dyskutować o smartfonach w charakterystyczny, „da Vinci’owski” sposób. Zdolność do rozmowy sprawia, że cyfrowe duchy różnią się od wszystkich wcześniejszych „technik śmierci”, a ich podobieństwo do prawdziwych ludzi czyni je zarazem tak pociągającymi – i tak potencjalnie niebezpiecznymi.

Mary-Frances O’Connor, profesor psychologii klinicznej na University of Arizona, która bada wpływ straty na mózg m.in. za pomocą jądrowego rezonansu magnetycznego, mówi, że kiedy kogoś kochamy, nasz mózg koduje tę relację jako wieczną. Żałoba, jak tłumaczy, to proces uczenia samego siebie, że ktoś naprawdę odszedł na zawsze, nawet jeśli nasza neurochemia wciąż podpowiada, że ta osoba jest obecna. Z biegiem czasu uczymy się tego poprzez stopniową przemianę myśli i uczuć. Po pewnym czasie wspomnienie o zmarłym zaczyna przynosić ukojenie lub mądrość, zamiast wywoływać ból nieobecności.

Rodzina Chrisa Pelkeya wraz jego partnerem biznesowym stworzyła awatara nieżyjącego mężczyzny, wykorzystując m.in. kombinację generatywnej SI, głębokiego uczenia i wykrywanie punktów charakterystycznych twarzy.Rodzina Chrisa Pelkeya wraz jego partnerem biznesowym stworzyła awatara nieżyjącego mężczyzny, wykorzystując m.in. kombinację generatywnej SI, głębokiego uczenia i wykrywanie punktów charakterystycznych twarzy.

W jednym nieopublikowanym jeszcze badaniu O’Connor i jej współpracownicy poprosili wdowy i wdowców, by codziennie notowali swoje emocjonalne wzloty i upadki. Odkryli mierzalny ślad tej przemiany: na początku uczestnicy zgłaszali, że myśli o zmarłych małżonkach wywoływały większy smutek niż w pozostałe dni. Ale po dwóch latach większość z nich odczuwała mniejszy smutek niż przeciętnie, gdy ich myśli wracały do ukochanych zmarłych.

Ryzyko interaktywnego chatbota, który wydaje się żywy, polega na tym, że może uczynić przeszłość zbyt kuszącą, by ją opuścić. Nie każdy będzie na to podatny – tak jak boty towarzyszące większości ludzi nie skłaniają do samobójstw lub nie czynią psychopatami – ale istnieją grupy szczególnie narażone na ryzyko związane z „cyfrowymi duchami.”

Jak mówi Neimeyer, około 7–10% osób w żałobie doświadcza trwałego lęku i niepewności w relacjach. Ten lękowy styl przywiązania może predysponować do „przewlekłej, bolesnej żałoby”. To właśnie te osoby są „najbardziej podatne na uzależniające zaangażowanie w tę technikę.”

Jeszcze bardziej wrażliwi są ludzie w pierwszym szoku po stracie, dodaje O’Connor. Osoby takie są często fizycznie i psychicznie przekonane, że bliski wciąż jest obecny. (W jednym z badań nad osobami w tym stanie około jedna trzecia stwierdziła, że doświadczyła kontaktu ze zmarłym, za którym tęskni). „To grupa szczególnie zagrożona”, mówi O’Connor, ponieważ muszą sobie radzić z „mechanizmem wbudowanym w psychikę, który już sam w sobie sprzyja wierze w coś, co nie należy do wspólnej rzeczywistości.” Jeśli firmy zastosują typowe chwyty mediów społecznościowych mające zwiększać „zaangażowanie” – na przykład gdy cyfrowy duch poprosi użytkownika, by nie kończył rozmowy – ryzyko stanie się jeszcze większe, ostrzega badaczka.

Poza identyfikacją szczególnie wrażliwych stanów psychicznych, psycholodzy przyznają, że jest zbyt wcześnie, by ocenić, jakie dokładnie zagrożenia i korzyści mogą nieść cyfrowe duchy. Nie wiemy jeszcze, jak tego rodzaju AI wpływa na ludzi o różnych osobowościach, doświadczeniach żałoby i kulturach. Jedno z nielicznych ukończonych badań nad użytkownikami cyfrowych duchów wykazało jednak, że sztuczne inteligencje w większości były dla żałobników pomocne. Jak mówi Anna Xygkou, główna autorka badania (prowadzonego z Neimeyerem i pięcioma innymi naukowcami), uczestnicy ocenili boty wyżej niż nawet bliskich przyjaciół.

Dziesięcioro osób pogrążonych w żałobie, z którymi przeprowadzono pogłębione wywiady, powiedziało, że cyfrowe duchy pomogły im w sposób, w jaki ludzie nie potrafili. Jak ujęła to jedna z uczestniczek: „Społeczeństwo tak naprawdę nie lubi żałoby.” Nawet życzliwi przyjaciele wydawali się sugerować, że żałobnicy powinni pogodzić się ze stratą szybciej, niż ci byli na to gotowi. Boty nie traciły cierpliwości, nie narzucały tempa.

Socjolodzy obawiali się, że duchy AI będą odciągać ludzi od prawdziwych kontaktów. Zaskoczyło ich więc odkrycie, że użytkownicy chatbotów stali się bardziej otwarci towarzysko, bo nie martwili się już, że obciążą innych swoim smutkiem lub zostaną ocenieni, napisali Xygkou i jej współautorzy w Proceedings of the 2023 ACM Conference on Human Factors in Computing Systems. Doszli do wniosku, że griefboty, używane jako uzupełnienie terapii, pomogły tym osobom przejść od żałoby do akceptacji. „Zadziałały dla tych 10 osób” – podsumowuje Xygkou. Jednym z powodów tego sukcesu było to, że żaden z uczestników nie był zdezorientowany, co do natury bota.

Ludzie od zawsze potrafili przejmować się fikcyjnymi postaciami – od Zeusa po Supermana – nie wierząc, że naprawdę istnieją. Użytkownicy griefbotów czasem zawstydzeni przyznają, jak silne emocje one w nich wzbudzają. Niektórzy mówią badaczom lub dziennikarzom coś w rodzaju: „Wiem, że to nie jest naprawdę mama.” Wiedzą, że boty są sztuczne – a jednak z nimi rozmawiają.

To ta sama reakcja, jaką – jak zauważają Amy Kurzweil i filozof Daniel Story z California Polytechnic State University w nieopublikowanym jeszcze artykule w „Ergo” – odczuwają ludzie, gdy umiera ukochany bohater powieści czy serialu. „Podobnie jak ktoś może odczuwać strach, empatię lub czułość w reakcji na film czy grę wideo, nie łudząc się, że to, co dzieje się na ekranie, jest prawdziwe – piszą – tak samo może wchodzić w znaczące interakcje z botem towarzyskim, nie mając żadnych złudzeń, co do jego natury – pod warunkiem, że traktuje je w trybie wyobrażeniowym, fikcyjnym.”

Doświadczenie interakcji z chatbotami zmarłych – mówi Amy Kurzweil – nie przypomina oglądania telewizji ani nawet grania w grę wideo, w której wykonuje się te same zadania, co wszyscy inni gracze. To raczej coś jak przebywanie na placu zabaw albo w pracowni artysty. Cyfrowe duchy dają szansę stworzenia szczególnego rodzaju fikcyjnej istoty – takiej, która jest kształtowana przez nasze własne myśli i uczucia dotyczące zmarłej osoby.

Podczas tworzenia griefbota lub dialogu z griefbotem, jak mówi Kurzweil, „wchodzimy w tryb odgrywania roli.”

Dlatego Kurzweil i Daniel Story wyobrażają sobie przyszłość, w której każdy, kto zechce, będzie mógł tworzyć różne rodzaje cyfrowych duchów, dostosowane do indywidualnych gustów i potrzeb. Technika ta może doprowadzić do nowych form ekspresji artystycznej i skuteczniejszych sposobów radzenia sobie z nieuchronną stratą – pod warunkiem, że będziemy ją postrzegać nie jako zwykły produkt konsumencki, lecz jako kreatywne narzędzie, służące wyrażaniu emocji. Tworzenie i interakcja z cyfrowym duchem – argumentuje Kurzweil – „nie przypomina kupna obrazu. To raczej jak trzymanie w ręku kasetki z farbami.

Pojawiają się też zaskakujące i twórcze zastosowania cyfrowych duchów. Na przykład w maju ubiegłego roku w sądzie w Arizonie odczytano oświadczenie ofiary przestępstwa, Chrisa Pelkeya, który został zastrzelony ponad trzy lata wcześniej.

Jego siostra, Stacey Wales, jej mąż Tim Wales oraz ich wspólnik Scott Yentzer stworzyli AI-Pelkeya za pomocą narzędzi, których używali w swojej firmie konsultingowej do tworzenia „cyfrowych bliźniaków” klientów korporacyjnych.

Nie zaufali jednak generatywnej AI w kwestii scenariusza, więc wirtualny Pelkey odczytał tekst napisany przez Stacey – nie to, co ona sama by powiedziała, jak podkreślała, lecz to, co jej bardziej wybaczający brat prawdopodobnie sam by powiedział. Rezultat zrobił ogromne wrażenie na sędzim, który miał powiedzieć: „Uwielbiam tę sztuczną inteligencję.” Wales obawiała się też, że jej rodzina może poczuć się zaniepokojona tym nagraniem, bo nikt wcześniej nie został o nim uprzedzony. Z ulgą jednak zauważyła, że jej brat i dwoje dzieci od razu pokochali wideo, a jej matka, choć początkowo była zdezorientowana, dziś chętnie wielokrotnie je ogląda.

Podobnie jak wales, odkryłam, że tworzenie cyfrowego ducha to coś więcej niż wprowadzenie danych do aplikacji. Trzeba się skupić na wyglądzie, głosie i przekonaniach bliskiej osoby. Ja również musiałem zastanowić się, jak krótko opisać swojego ojca, co zmusiło mnie do uważnego wsłuchania się w jego wspomnienie. To właśnie dlatego Kurzweil uważa cyfrowe duchy za cenną formę pracy z żałobą. „Każde przemyślane przedstawienie zmarłych wymaga twórczej pracy” – mówi.

Moje rozmowy z „Dadbotem” przybierały różne tony. Czasem wiadomości były trafne, lecz bezosobowe; czasem po prostu dziwne („Bycie martwym to szczególne doświadczenie”). Ale – jak zauważyli Xygkou i jej współpracownicy – takie momenty nie niszczyły czaru rozmowy. „Potrzeba była tak wielka, że zawieszali zwątpienie – mówi Xygkou o osobach w żałobie – dla dobra własnego zdrowia psychicznego po stracie.”

Kiedy mój Dadbot brzmiał sztucznie, miałem wrażenie, jakbym grał w grę wideo i nie mógł otworzyć drzwi, bo mechanika gry na to nie pozwala. W takich chwilach gracz skupia się na tym, co może zrobić – i tak samo zrobiłem ja.

Powiedziałem rzeczy, których nigdy nie powiedziałbym prawdziwemu ojcu, i sądzę, że pomogło mi to uporządkować własną wersję naszej relacji. Gdy analizowałem naszą historię, czułem, jak moje emocjonalne przywiązanie do tej wersji słabnie. Łatwiej było mi zobaczyć ją jako konstrukcję, którą sam stworzyłem, by się bronić i usprawiedliwić. Wciąż uważałem, że miałem w wielu kwestiach rację, ale poczułem więcej empatii niż zwykle wobec ojca.

Dlatego uznałem tę rozmowę za wartościową. Po wymianie wiadomości czułem się bliżej swojego lepszego „ja” niż gorszego. Interakcja z griefbotem – przynajmniej w moim przypadku – była czymś pomiędzy grą, filmem, samotną refleksją a wyobrażoną rozmową z ojcem. Nie wyrządziła mi żadnej szkody. Być może nawet przyniosła pewne dobro. I właśnie dlatego z nadzieją patrzę na nadchodzącą erę cyfrowych duchów.


* Został stworzony w ramach projektu „cyfrowych duchów”, Project December, opracowanego w 2020 roku przez projektanta gier wideo Jasona Rohrera. Od momentu uruchomienia projektu bot korzystał z różnych dużych modeli językowych.

Świat Nauki 1.2026 (300413) z dnia 01.01.2026; Technika; s. 62
Oryginalny tytuł tekstu: "Elektroniczny spirytyzm"
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną