Shutterstock
Zdrowie

Małpia ospa: Możliwy powrót szczepień

Wygrana walka z ospą to jeden z najbardziej olśniewających sukcesów medycyny. Po 1980 r. szczepienia przeciwko tej chorobie uznano za niepotrzebne. Sytuacja się jednak zmieniła. 

Liczba przypadków małpiej ospy wykrywanych poza Afryką rośnie z każdym dniem – jest ich już 250 w 18 krajach na czterech kontynentach (dane w rana 25 maja). I nie ma wątpliwości, że chodzi o Orthopoxvirus z rodziny Poxviridae, spokrewnionego z zarazkiem wywołującym ospę prawdziwą oraz z wirusem krowianki.

Światowa Organizacja Zdrowia potwierdziła eradykację tej choroby (termin epidemiologiczny, oznaczający całkowity brak przypadków) 8 maja 1980 r. Szczepienia więc wstrzymano (osobom uodpornionym przeciwko ospie prawdziwej pozostał na ramieniu ślad w postaci niewielkiej blizny). W niektórych krajach szczepionki były jednak wciąż produkowane – z myślą o pracownikach laboratoriów pracujących z ortopoxwirusami oraz wojskowych na wypadek ataku przy użyciu bakcyla ospy jako broni biologicznej. Według danych WHO we Francji, Niemczech, USA, Japonii i Nowej Zelandii zgromadzony jest dziś zapas 31 mln dawek.

Skąd wahania w przeszłości?

Po zamachach terrorystycznych 11 września 2001 r. w Stanach Zjednoczonych rozważano wykorzystanie szczepionki w szerszej populacji, ale ostatecznie uznano, że ryzyko przewyższa potencjalne korzyści. Na preparat starej generacji źle mogły zareagować osoby z wadliwie działającym układem odpornościowym – choćby z niewykrytym zakażeniem wirusem HIV. A akcja szczepień na masową skalę zawsze wiąże się z niebezpieczeństwem pochopnego zakwalifikowania do nich osób z tego typu zaburzeniami.

W 2003 r. zdecydowano się jednak sięgnąć do magazynów. Podczas niewielkiej epidemii w USA zaszczepiono kilkadziesiąt osób z bezpośredniego otoczenia chorych na małpią ospę, by zatrzymać rozprzestrzenianie wirusa. Nad podobnym rozwiązaniem niektóre kraje zastanawiają się teraz.

Co jest w planach dziś?

Wielka Brytania zamierza podać szczepionki przeciwko ospie prawdziwej niektórym pracownikom ochrony zdrowia oraz osobom, które mogą być narażone na zachorowanie na małpią ospę. Nie wiadomo jeszcze, czy chodzi o wykorzystanie starego preparatu firmy Emergent BioSolutions, czy produkowanej przez duńską firmę Bavarian Nordic dużo nowszej, dwudawkowej szczepionki o nazwie Jynneos (w Europie jest ona zarejestrowana jako Imvanex). Do jej wytworzenia wykorzystuje się niereplikującą formę wirusa, więc jest obarczona mniejszym ryzykiem skutków ubocznych. W 2019 r. Jynneos uzyskała licencję FDA do stosowania zarówno przeciwko ospie prawdziwej, jak i małpiej.

O tym, że szczepionka przeciwko ospie prawdziwej, zawierająca zmodyfikowany wirus krowianki, zapewnia około 85 proc. ochronę przeciwko ospie małpiej wiadomo od 1988 r. Zapobiega chorobie nawet do 4 dni po kontakcie z wirusem, więc może być również stosowana do ochrony rodzin pacjentów, które mieszkały z nimi, zanim wystąpiły objawy. Pierwsze pojawiają się zazwyczaj kilka dni po wtargnięciu wirusa do organizmu: gorączka, bóle głowy i mięśni oraz powiększenie węzłów chłonnych. Natomiast wysypka na twarzy, rękach i stopach (jest to jej najczęstsza lokalizacja, bo może wystąpić również w innych okolicach ciała) zaczyna być widoczna 1–3 dni później.

Rząd Niemiec zamówił u Bavarian Nordic 40 tys. szczepionek i zapowiada, że skorzysta z nich, jeśli zakażeń zacznie przybywać – w tej chwili choruje w tym kraju pięciu mężczyzn.

W USA i Hiszpanii pracownicy medyczni zostali na razie zaliczeni do kategorii średniego ryzyka zakażenia (chodzi tylko o grupę kontaktującą się z pacjentami, u których postawiono takie rozpoznanie), co jeszcze nie daje podstaw do rozpoczęcia szczepień.

Belgia, gdzie wykryto do tej pory cztery przypadki, jest pierwszym krajem, w którym na rodziny pacjentów z potwierdzonym rozpoznaniem nałożono obowiązek 21-dniowej kwarantanny.

Masowych akcji nie będzie?

Jak dotąd żadne państwo nie skonkretyzowało planów rozpoczęcia szczepień i jest mało prawdopodobne, aby została uruchomiona akcja na masową skalę. Ale można sobie wyobrazić, że podobnie jak w 2003 r. zostaną wyselekcjonowane grupy kandydatów z tzw. kontaktu z chorymi. Metoda taka była już wykorzystywana do tłumienia wybuchów epidemii innych rzadkich chorób i nosi nazwę szczepień pierścieniowych. Mogą one wystarczyć do powstrzymania wirusa i wyeliminowania ryzyka szerszej epidemii.