Reklama
Pulsar - wyjątkowy portal naukowy. Pulsar - wyjątkowy portal naukowy. Shutterstock
Zdrowie

Szczepienia dzieci przeciw HPV mają być obowiązkowe. Może lepszy byłby model australijski

Ötzi i „człowiek syberyjski” byli nosicielami wirusa HPV. Kto ich nim poczęstował?
Człowiek

Ötzi i „człowiek syberyjski” byli nosicielami wirusa HPV. Kto ich nim poczęstował?

Współcześni ludzie nabyli prowadzący do nowotworów wariant wirusa ok. 60 tys. lat temu – być może podczas krzyżowania się z zakażonymi neandertalczykami. Tę hipotezę mogą podważyć najnowsze badania.

Ministerstwo Zdrowia tłumaczy, że ta decyzja zapadła po – nieudanych – próbach zwiększenia wyszczepialności. Nie ma wątpliwości, że chodzi o ochronę przed rozwojem raka szyjki macicy. Tylko czy państwo sięga po właściwe narzędzie? [Artykuł także do słuchania]

Wirus brodawczaka ludzkiego odpowiada za niemal wszystkie przypadki raka szyjki macicy. W Polsce tę diagnozę słyszy co roku ok. 3 tys. kobiet. Ponad połowa pacjentek umiera. To jedne z najgorszych wyników w Unii Europejskiej. A mogłoby być znacznie lepiej. Po pierwsze, dzięki profilaktyce. Diagnozę umożliwiają proste badania: cytologia – od 2025 r. także płynna – i testy HPV. Z danych Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) wynika, że w Polsce z tych badań przesiewowych korzysta zaledwie ok. 11 proc. kobiet, podczas gdy średnia dla krajów europejskich przekracza 50 proc.

Drugim elementem chroniącym przed nowotworem szyjki macicy są szczepienia przeciw HPV. Od 1 czerwca 2023 r. są w pełni refundowane dla dzieci w wieku 9–14 lat (także chłopców – ze względu na możliwość wystąpienia raka prącia, odbytu oraz nowotworów głowy i szyi). Skorzystało z nich do tej pory zaledwie kilkanaście procent uprawnionych. Państwo uznało więc, że czas na bardziej zdecydowany krok. Od 1 stycznia 2027 r. szczepienia przeciw HPV mają stać się w Polsce obowiązkowe dla dzieci urodzonych od 2018 r., czyli dziewczynek i chłopców w wieku 9–15 lat. Program podtrzymuje dotychczasowy schemat dwudawkowy, a szczepienia mają być bezpłatne i dostępne w podstawowej opiece zdrowotnej.

Jak tłumaczy Ministerstwo Zdrowia, decyzja o wprowadzeniu obowiązku zapadła po – nieudanych – próbach zwiększenia wyszczepialności. Obowiązek – argumentuje – poprawi skuteczność programu i pozwoli realizować cele Narodowej Strategii Onkologicznej. Jednocześnie resort stwierdza, że będzie on egzekwowany analogicznie do innych szczepień. W przypadku odmowy placówka medyczna będzie powiadamiać sanepid, a następnie mogą zostać wszczęte procedury mające na celu wyegzekwowanie tego obowiązku. Ostatecznym środkiem przymusu jest grzywna nakładana na rodziców: jednorazowo do 10 tys. zł, a w przypadku „recydywistów” – do 50 tys. zł.

Skuteczność szczepionek przeciw HPV nie budzi dziś żadnych poważnych wątpliwości w środowisku naukowym. Ich profil bezpieczeństwa jest bardzo dobrze udokumentowany. Najczęstsze działania niepożądane są łagodne – to głównie ból w miejscu wkłucia czy krótkotrwałe objawy ogólne, takie jak gorączka, ból mięśni, bóle głowy, nudności, zmęczenie. W krajach, które wdrożyły szerokie programy szczepień, liczba zakażeń onkogennymi typami wirusa, zmian przednowotworowych i zachorowań zaczęła wyraźnie spadać.

Nie rozmawiamy więc o tym, czy szczepienia mają sens. Mają, i to jest poza dyskusją. Chodzi o to, żeby polityki publiczne były racjonalne i przejrzyste – mówi prof. Łukasz Balwicki z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, konsultant krajowy w dziedzinie zdrowia publicznego. Za problematyczny można uznać sposób podejmowania decyzji i granice ingerencji państwa. To ważne zastrzeżenie. Bo spór o przymus bardzo szybko wpada w dobrze znane koleiny i ludziom przykleja się łatki: jesteś „za nauką” albo „po stronie antyszczepionkowców”.

W zdrowiu publicznym – tłumaczy dr Agata Janaszczyk z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, badaczka etyki zdrowia publicznego – rzadko mamy do czynienia z wyborami, które można jednoznacznie uznać za moralnie dobre albo moralnie złe.

W przypadku szczepień przeciw HPV na jednej szali leży interes wspólnoty, czyli ograniczenie liczby zachorowań, zmniejszenie kosztów leczenia (sięgających ok. 28 tys. zł na jedną pacjentkę) i realna szansa na niemal całkowite wyeliminowanie jednego z nowotworów. Na drugiej autonomia jednostki, która – jak podkreśla dr Janaszczyk – ma swoje prawa, wartości i przekonania. Takie podejście znajduje odzwierciedlenie m.in. w Kodeksie etyki zdrowia publicznego.

Zanim zatem państwo sięgnie po przymus, powinno zadziałać inaczej: jasno określić cel, dobrać adekwatne środki i przeanalizować nie tylko korzyści. – W przypadku szczepień najpierw trzeba sprawdzić, czy można osiągnąć cel innymi metodami: ułatwieniami, zmianą organizacji, komunikacją, realną edukacją. Jeśli to nie działa, wtedy dopiero sięgamy po narzędzia bardziej restrykcyjne – wyjaśnia dr Janaszczyk.

Dane z ostatnich lat pokazują, że w Polsce – wbrew alarmistycznym narracjom – nie obserwujemy gwałtownego wzrostu odmów szczepień. Z danych Głównego Inspektoratu Sanitarnego wynika, że do końca lipca 2025 r. wszystkie obowiązkowe szczepienia zostały zrealizowane na poziomie 89–95 proc. Z dobrowolnych szczepień na Covid-19 w latach 2020–23 skorzystało zaś ok. 60 proc. Polaków. System wciąż działa, ale w delikatnej równowadze. – To nie jest tak, że mamy masowy bunt przeciw szczepieniom. Trzeba bardzo uważać, żeby tego nie zepsuć.

Spór o obowiązkowe szczepienia przeciw HPV dotyczy więc czegoś więcej niż jednej decyzji. Także tego, jak państwo rozumie swoją rolę i relację z obywatelem. Bo zdrowie publiczne zawsze będzie poruszać się między tym, co wspólne, a tym, co indywidualne. Między ochroną a autonomią. Tego napięcia nie da się usunąć. Można nim tylko mądrze zarządzać. Eksperci sugerują, że właśnie tego etapu w polskiej debacie często brakuje. Decyzje zapadają, zanim ktoś zdąży je naprawdę przeanalizować.

A są kraje, na których można się wzorować. Najczęściej przywoływanym przykładem jest Australia, która jako jedno z pierwszych państw wprowadziła powszechne szczepienia przeciw HPV. Program ruszył w 2007 r., początkowo obejmując dziewczęta, a kilka lat później i chłopców. Szczepienia zaczęto przeprowadzać w szkołach. Były bezpłatne, łatwo dostępne i wpisane w system, który nie wymagał od młodzieży i rodziców szczególnego wysiłku. Zgody rodziców zbierano wcześniej na prostych formularzach.

Po drugie, wysyłano zaproszenia, organizowano dodatkowe sesje w przychodniach oraz mobilne punkty szczepień (np. w centrach handlowych lub specjalnych autobusach).

Efekty przyszły szybciej, niż się spodziewano. W ciągu kilkunastu lat liczba zakażeń najbardziej onkogennymi typami wirusa spadła o kilkadziesiąt procent, a częstość występowania zmian przednowotworowych i brodawek płciowych nawet o ponad 90 proc. w młodszych grupach wiekowych. Dziś Australia jest na dobrej drodze, by jako pierwszy kraj na świecie praktycznie wyeliminować raka szyjki macicy jako problem zdrowia publicznego.

Podobny schemat widać w krajach europejskich o najwyższej wyszczepialności. W Szwecji, Danii, Norwegii czy Wielkiej Brytanii odsetek zaszczepionych nastolatków przekracza 90 proc. To poziom, który pozwala mówić nie tylko o ochronie indywidualnej, ale też o realnym ograniczeniu krążenia wirusa w populacji. W tych krajach szczepienia przeciw HPV również oparto na rozwiązaniach systemowych: programach szkolnych, pełnej refundacji, aktywnej komunikacji z rodzicami i stałym monitorowaniu efektów. Decyzja o szczepieniu jest tam oczywista.

My skupiamy się na tym, czy ludzie chcą się szczepić, zamiast na tym, czy stworzyliśmy im realne warunki, żeby mogli to zrobić. Jeżeli coś jest trudne logistycznie, wymaga wysiłku, czasu, organizacji, to naturalne jest, że część ludzi tego nie zrobi – zauważa prof. Balwicki. Tę tezę wspierają także inne doświadczenia. W minionym sezonie grypowym zaszczepiono ok. 2,3 mln osób – prawie jedną trzecią więcej niż rok wcześniej. Skąd taki skok? Zadziałało wprowadzenie możliwości szczepienia w aptekach, bez konieczności umawiania wizyty u lekarza. Analizy wskazują, że nawet co trzecia dawka szczepionki przeciwko grypie została podana właśnie w tych placówkach.

Jak jednak wskazuje Ministerstwo Zdrowia, „możliwość realizacji szczepień w aptekach nie obejmuje dzieci”, dlatego rozwiązanie to nie mogło zostać zastosowane w tej grupie wiekowej. Na pytanie o rolę szkół resort odpowiada, że system szczepień w Polsce nadal opiera się przede wszystkim na podstawowej opiece zdrowotnej. I owszem, szczepienia mogą być realizowane także w obiektach edukacyjnych, ale odbywa się to we współpracy z POZ, który pozostaje głównym organizatorem i koordynatorem programu.

W Polsce szczepienie przeciw HPV nie jest „oczywiste” w taki sposób, jak szczepienia przeciw chorobom zakaźnym wieku dziecięcego. Dotyczy wirusa przenoszonego drogą płciową, wymaga więc edukacji seksualnej. Ona zaś wciąż jest polem konfliktu światopoglądowego, więc szkoła, która w wielu krajach jest kluczowym miejscem budowania świadomości zdrowotnej, w Polsce wciąż pełni tę funkcję w ograniczonym zakresie.

Bez podstawowej wiedzy o zdrowiu, ryzyku i profilaktyce idea szczepienia przeciw HPV jest dla wielu rodziców i nastolatków niezrozumiała, a niekiedy wręcz budzi niepokój. Specyfika szczepień przeciwko HPV polega także na tym, że ich pozytywne skutki zdrowotne są znacząco odłożone w czasie (do zakażeń i zachorowań dochodzi w dorosłości).

Prof. Balwicki zastanawia się, dlaczego to właśnie ten obszar, czyli szczepienia przeciw HPV, stał się tak pilny dla Ministerstwa Zdrowia. Dla porównania sięga po przykład z innego kontekstu. Wskazuje, że w Polsce co roku z powodu chorób odtytoniowych umiera ok. 70 tys. osób. To wielokrotnie więcej niż liczba zgonów z powodu raka szyjki macicy. A jednak państwo nie zmusza do rzucenia palenia. – To pokazuje, jak ostrożnie zwykle podchodzi się do ograniczania wolności jednostki, nawet wtedy, gdy stawka zdrowotna jest ogromna – zauważa.

Eksperci zwracają szczególną uwagę na to, że nadmierny przymus może uruchomić mechanizm obronny nie tylko wobec jednego szczepienia, ale wobec całego systemu. Więc może jednak model australijski?

Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną