Shutterstock
Książki

Nieboszczyk, dywanik i srebra rodowe. Recenzja książki: Krzysztof Pomian, „Muzeum. Historia światowa” t. 2

Krzysztof Pomian – jak zwykle błyskotliwie – analizuje narodziny europejskiej instytucji muzeum. W poprzednim tomie zajmował się jej prapoczątkami – teraz na warsztat bierze prawdziwe początki: rewolucyjną przemoc, terror i wywłaszczanie.

Czy w muzeum można się wystraszyć? Czasami tak. „Nagle zajrzawszy do jednej z wnęk, drgnąłem i odskoczyłem: w środku siedział po turecku, w turbanie i chałacie, z rozłożoną na kolanach książką martwy człowiek, i leciutko, jakby do siebie, uśmiechał się w zadumie. [...] – Przestraszył się pan? [...] – No cóż [...] atrapy robi się u nas jeszcze kiepsko. Nie mamy dobrych fachowców. To uczeń medresy [...] W takich warunkach żył. (Na »warunki« składały się, o ile sobie przypominam, dywanik i książka).” Tak – z nutką ironii – opisuje radzieckie muzeum dawnej Chiwy rosyjski pisarz Andriej Bitow w tomiku „Podróż do przyjaciela z lat dziecinnych”. Muzeum to – w swej istocie kolonialne – stroi się w piórka „rewolucyjnego” (jak wszystkie w państwie sowieckim). Wszak lud Chiwy obalił na drodze rewolucji „stare porządki” oparte na wyzysku ludności przez swoich chanów, mułłów i beków, a po „obaleniu” rzucił się w ramiona starszego rosyjskiego brata, któremu przypadł zaszczyt poprowadzenia ciemiężonych ludów wschodu ku świetlanej przyszłości.

Redystrybucja znaczy trwałość

Taki model, rewolucyjny, nie powstał jednak w Rosji bolszewickiej. Zrodził się on w ogniu Rewolucji Francuskiej. Na czym polegał? Muzeum tworzono w dawnych pałacach arystokracji, rezydencjach biskupów czy klasztorach. Władze rewolucyjne przyjmowały odpowiednią ustawę, dawnych właścicieli wywłaszczano, dobra przejmowało państwo i udostępniało przejęte obiekty ludowi, który mógł je teraz „zwiedzać”. Ów schemat przejmie potem w XIX stuleciu Hiszpania, a w wieku XX właśnie Związek Radziecki i jego przyległości w Europie Środkowo-Wschodniej, Azji, Afryce i na Kubie. W niektórych miejscach na świecie przetrwał on do dziś i ma się całkiem dobrze.

Niech nikt jednak nie pomyśli – zwraca uwagę polski filozof – że to rewolucja stworzyła muzea. Co to, to nie. We Francji jeszcze przed rewolucyjną drgawką, powstało kilka muzeów sztuki starożytnej i nowożytnej. Narodziły się one z inicjatyw lokalnych, „podejmowanych przez zgromadzenia prowincjonalne, władze miejskie, akademie, a nawet klasztory”, czyli instytucje zlikwidowane przez rewolucjonistów. Na szczęście tu i tam pozostali pasjonaci się w nich udzielający, którzy starali się uchronić dawny dorobek w warunkach „nowych porządków”.

Czy jest to wobec tego tak naprawdę książka o muzeach, czy też o owych „nowych porządkach”? Pomian konsekwentnie stara się pisać o instytucjach, ale zaznacza, że ich powstanie było w gruncie rzeczy skutkiem ubocznym o wiele szerszego procesu. Jakiego? Najogólniej rzecz biorąc: wywłaszczania i zmiany stosunków własności. W samej Francji stało się to udziałem wielu obiektów pochodzenia kościelnego, dóbr monarchii i majątku emigrantów, a w Europie napoleońskiej – własności rodów i dynastii przepędzonych przez Cesarza Francuzów. „Kraje dotknięte rewolucyjnymi wywłaszczeniami przeżyły nie tylko największą redystrybucję dóbr w swoich dziejach, porównywalną pod każdym względem z tą, której zaznały w XVI w. kraje przechodzące na protestantyzm w następstwie reformacji – ale również największą redystrybucję wszelkiego rodzaju dóbr kulturalnych na swoich terytoriach” – twierdzi autor i warto byśmy to podsumowanie dobrze sobie zapamiętali. Dokonała się przy tej okazji prawdziwa rewolucja prawno-notarialna na gigantyczną skalę. Dawne „srebra rodowe” taśmowo zmieniały swój status: dobra prywatne stawały się publicznymi, a głęboko pochowane do tej pory książki i dzieła sztuki teraz stały otworem przed publicznością.

No dobrze, a co po restauracji monarchii? – spyta ktoś. Przecież rewolucja nie trwała wiecznie. Nie trwała, ale – jak podkreśla autor – „tylko niewielka część dzieł sztuki i zabytków historycznych po restauracji została zwrócona dawnym właścicielom – dotyczyło to zwłaszcza instytucji kościelnych – rewolucyjna redystrybucja dóbr kulturalnych okazała się w zasadzie trwała”. A beneficjentem trwałości tego procesu jest dziś właśnie wiele muzeów. Najczęściej „narodowych”.

Zagrabione znaczy nasze

Gdy już opadł pył i kurz po rewolucji, przywłaszczone dobra arystokracji, królów i biskupów stały się „dziedzictwem narodowym”. A lud spędzany do oglądania rozgrabionych majątków – „narodem”. Podziwiając wystawione publicznie i dostępne niegdyś tylko garstce obiekty, zwiedzający przechodził przyspieszony proces dojrzewania. I mógł patrzeć na zgromadzone przez stulecia wytwory „kultury narodowej”. Jeśli „naród” miał już swoje państwo, wówczas to państwo przeradzało się w strażnika „narodowej kultury” i łożyło na muzea, tam gdzie go nie miał – rolę tę przejmowały elity domagające się państwa dla swojego „narodu”.

„Muzea utworzone w latach 1815–1850 są po części opóźnionymi wytworami wstrząsu rewolucyjnego” – dowodzi Pomian. A w tym okresie gwałtownie – i to nie tylko w Europie – ich przybywało. I były coraz bardziej różnorodne, bo też i ich publiczność się coraz bardziej zmieniała. Istniały więc liczne muzea sztuki, archeologiczne, historyczne. Pełniły funkcję edukacyjną, kulturalną, a czasem nawet polityczną. Nowe wyzwania, nowe oczekiwania, coraz większe budżety. I nie były już komnatami w dawnym pałacu. Zmiany dotyczyły architektury budynków, oświetlenia, ogrzewania, wyposażenia, ale przede wszystkim samej ekspozycji. Dochodziły przecież coraz to nowe bodźce: przemysł, transport, prasa, kultura masowa i niebywały wprost awans nauki: uczony i inżynier stali się „nowymi demiurgami” i byli „stawiani obok artystów, a nawet wyżej od nich”.

I tak się działo nieprzerwanie aż do wystawy światowej w Londynie (1851). A później…? Ha, to już całkiem inna historia. Czekamy z niecierpliwością na tom trzeci!

Muzeum Historia światowa Tom 2 - Krzysztof Pomian

Muzeum. Historia światowa Tom 2: Zakotwiczanie w Europie, 1789–1850
Krzysztof Pomian
Przekład: Tomasz Stróżyński
Wydawnictwo: słowo/obraz terytoria
Liczba stron: 528
Cena: 115 zł

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną