Reklama
Trzy wale grenlandzkie pośród lodów Oceanu Arktycznego. Trzy wale grenlandzkie pośród lodów Oceanu Arktycznego. Fredrik Oscar Christiansen / Archiwum
Środowisko

Lód morski ustrzegł wale grenlandzkie przed wybiciem. Wyczytane z dzienników okrętowych

Humbaki: dobra wiadomość, która nie przeszła przez wąskie gardło
Środowisko

Humbaki: dobra wiadomość, która nie przeszła przez wąskie gardło

Słynące ze swoich pieśni – oraz rekordowo długich płetw piersiowych – wieloryby odradzają się po rzeziach z pierwszej połowy XX w. Nie są jednak takie jak dawniej.

Wielorybnicy już kilka wieków temu uganiali się za tymi wielorybami. Nawet wtedy, gdy ich życie było już zagrożone. Gatunek jednak przetrwał, a następnie zwiększył liczebność. Ludziom na przeszkodzie stanęła bowiem natura.

Pierwsze komercyjne polowania na wieloryby zaczęły się w XVI w., a pionierami byli baskijscy marynarze, którzy wyprawiali się aż na północny Atlantyk w pobliże Labradoru i Nowej Fundlandii. Później przybyli Holendrzy, którzy w pogoni za wielkimi ssakami docierali aż na Spitsbergen. W obu przypadkach główną ofiarą polowań był wal grenlandzki osiągający długość 20 m i masę nawet 100 ton. Prawdziwa rzeź tych zwierząt, które od zawsze trzymały się arktycznych akwenów, zaczęła się pod koniec XVIII w., gdy do łowów dołączyli wielorybnicy brytyjscy i amerykańscy. Szacuje się, że do początku XX w. wybito co najmniej 250 tys. wali grenlandzkich, doprowadzając gatunek na skraj zagłady.

Dramatyczny opis tej walki o przetrwanie wyłania się z lektury ponad 700 dzienników okrętowych pochodzących głównie z XIX w., a prowadzonych przez kapitanów amerykańskich i brytyjskich statków wielorybniczych. Odnotowywano w nich codziennie pozycję statku, dopisując spostrzeżenia i komentarze. Do nich sięgnęli biolodzy Nicholas Freymueller i Damien Fordham. Wraz ze zespołem zrekonstruowali trasy ekspedycji łowieckich. „Wielorybnicy nie dawali wytchnienia walom grenlandzkim, często sami ryzykując życiem – po zlikwidowaniu populacji zamieszkujących łatwiej dostępne akweny podążali za zwierzętami w rejony, w których pogoda, ocean i lód były raczej wrogami ludzi niż ich sprzymierzeńcami” – piszą badacze w PNAS.

Chęć zarobku była silniejsza od obawy przed śmiercią. Wybito by wszystkie te wieloryby, gdyby nie gruba bariera lodu morskiego, przez którą statki nie mogły się przebić. Według autorów badań właśnie te lodowe refugia, do których ludzie nie zdołali dotrzeć, umożliwiły gatunkowi najpierw przetrwanie, a następnie zwiększenie liczebności.

Oczywiście wciąż nie ma mowy o powrocie do czasów sprzed masowych polowań. Niemniej dwie z czterech głównych populacji (zamieszkujące wody wokół Alaski oraz akweny wschodniej Kanady i zachodniej Grenlandii) powiększyły się pięciokrotnie i dziś liczą po około 10 tys. osobników. Niestety pozostałe dwa stada – z Morza Ochockiego oraz z mórz Barentsa i Grenlandzkiego – wciąż są w kryzysie i – jak wskazują szacunki – liczą najwyżej po paręset osobników. „Według nas jedną z głównych przyczyn jest to, że w pierwszym przypadku refugia przetrwały długo i miały duże rozmiary, a w drugim były niewielkie i nie zapewniały walom grenlandzkim dostatecznej ochrony przed ludźmi” – konkludują badacze.


Dziękujemy, że jesteś z nami. To jest pierwsza wzmianka na ten temat. Pulsar dostarcza najciekawsze informacje naukowe i przybliża najnowsze badania naukowe. Jeśli korzystasz z publikowanych przez Pulsar materiałów, prosimy o powołanie się na nasz portal. Źródło: www.projektpulsar.pl.

Reklama