Reklama
Pulsar - wyjątkowy portal naukowy. Pulsar - wyjątkowy portal naukowy. Mirosław Gryń / pulsar
Człowiek

Czy bez śmierci życie miałoby jeszcze sens? Z pragnieniem wiecznej młodości są trzy problemy

I nie umrzemy nawet po śmierci. Pytania o cyfrowe odpowiedniki ludzi
Struktura

I nie umrzemy nawet po śmierci. Pytania o cyfrowe odpowiedniki ludzi

Dzisiaj trzeba się zastanowić nie nad tym, „czy będziemy w stanie cyfrowo unieśmiertelnić ludzi”, lecz „kiedy, jak i do jakiego stopnia”, a także jak będzie wyglądać społeczeństwo, w którym zmarli, ale cyfrowo nieśmiertelni, będą funkcjonować na równi z żywymi.

Bogowie nie starzeją się i nie chorują; ich nieustająca młodość jest gwarantowana samą ich naturą – albo ambrozją, nektarem lub amritą. To tych ostatnich zazdrościli im ludzie, którym nie wystarczała obietnica wieczności po śmierci. Na różne sposoby próbowali przechytrzyć los. I nadal próbują. [Artykuł także do słuchania]

Pod koniec grudnia zawsze pojawia się przekonanie, że coś się kończy. Widzimy siebie sprzed roku i próbujemy złapać uciekający czas za ogon. Robimy podsumowania i listy postanowień, obiecujemy sobie, że zaczniemy żyć lepiej. Dziś biotechnologia oferuje tabletki odsuwające starość, ale marzenie o wiecznym życiu jest starsze niż nauka – dlatego religie pełne są nieśmiertelnych istot i krain wiecznej młodości. Bogowie nie starzeją się i nie chorują; ich nieustająca młodość jest gwarantowana samą ich naturą – albo ambrozją, nektarem lub amritą. To tych ostatnich zazdrościli im ludzie, którym nie wystarczała obietnica wieczności po śmierci. Na różne sposoby próbowali przechytrzyć los.

Czytaj też (Pulsar): Strefy szczęśliwych stulatków. Czy tutaj naprawdę żyje się długo i zdrowo? Obalamy mity

Ciało

W akadyjskim „Eposie o Gilgameszu” z końca III tysiąclecia p.n.e. tytułowy bohater, król Uruk, przeżywa wstrząs po śmierci swego przyjaciela Enkidu i sam postanawia jej uniknąć. Gdy dowiaduje się o roślinie przywracającej młodość, zdobywa ją, ale też szybko traci, co stanowi ostrzeżenie, że pogoń za nieśmiertelnością może prowadzić tylko do rozpaczy.

W mitologii greckiej Eos, zakochana w Titonosie, wybłagała dla niego u Zeusa dar nieśmiertelności, ale zapomniała poprosić go o wieczną młodość. Ukochany bogini jutrzenki żyje wiecznie, ale jego ciało się kurczy i zamienia w świerszcza. Owidiusz opowiada o Sybilli Kumańskiej, która prosi Apollina o tyle lat życia, ile ziaren piasku utrzyma w dłoni. I choć je dostaje, z każdym rokiem kurczy się i słabnie, aż zostaje po niej tylko głos. Grecy widzieli w wieczności nie dar, tylko potencjalne przekleństwo, ponieważ narusza ona boski porządek. Przekroczenie granicy między człowiekiem a bogiem ma swoją cenę.

Tintos i EosDP/ArchiwumTintos i Eos

Nieśmiertelność nie była dla ludzi, dlatego mity i legendy przestrzegają też przed pozornym zwycięstwem nad śmiercią, w którym ciało trwa bez duszy. Nieumarli – wampiry, strzygi czy zombie – to stworzenia, których istnienie nie jest triumfem, lecz wynaturzeniem. Stanowią zagrożenie dla żywych i dowód, że nieśmiertelność może być najgorszą formą potępienia.

Dusza

W hinduizmie i buddyzmie nieśmiertelnymi nie są ci, którzy żyją wiecznie, ale ci, którzy przełamują cykl narodzin i śmierci. W tekstach Upaniszad pojawia się koncepcja samsary – wędrówki dusz, w której liczba wcieleń jest praktycznie nieskończona. Celem jest przerwanie tego cyklu przez oświecenie, a dążenie do wiecznego fizycznego życia to forma przywiązania, które samo w sobie powoduje cierpienie.

W tradycji judeochrześcijańskiej nieśmiertelna jest dusza, nie ciało. W starotestamentowych tekstach z III–I w. p.n.e. oraz w Listach Pawła czy Apokalipsie Jana pojawia się świat wiecznego trwania, w którym zmartwychwstanie jest możliwe, jednak tylko w przekształconym, niedoczesnym ciele. Nieśmiertelność ma bardziej charakter eschatologiczny jako przetrwanie świadomości, relacji i pamięci. Chrześcijaństwo wprowadza też nowy warunek – na wieczność trzeba sobie zasłużyć, co przesuwa akcent z biologii na etykę, z ciała na zachowanie i wybory moralne.

Filozofowie różnych szkół i epok często drwili z ludzkiego lęku przed śmiercią i podkreślali, że jeśli nie nadamy życiu wartości poprzez działania, to nie ma ono sensu. Mimo to i tak była ona obsesją wielu władców, zwłaszcza w starożytnych Chinach. W taoizmie istniał co prawda nurt, wedle którego prawdziwe trwanie polegało na zjednoczeniu ducha z Dao i powrocie do rytmu natury, ale jednocześnie stosowano mnóstwo praktyk mających wydłużyć życie ciała – od alchemii po ćwiczenia i oczyszczające diety. Gdy uznano, że długowieczność da się uzyskać dzięki różnym roślinom i minerałom, zaczęły się poszukiwania eliksiru młodości.

Czytaj też (Polityka): Jak dożyć setki, radzi fizjoterapeuta i dietetyk. 10 przykazań długowieczności

Alchemia

Pierwsze wzmianki o eliksirze długowieczności i praktykach odmładzających sięgają IV w. p.n.e., ale dopiero Qin Shi Huang zinstytucjonalizował poszukiwanie nieśmiertelności. Pierwszy cesarz Chin tak o niej marzył, że rozsyłał ekspedycje po całym kraju w poszukiwaniu yao, magicznej substancji wydłużającej życie, i kazał nawet odnaleźć żyjących wiecznie magów z mitycznej wyspy szczęśliwości Penglai. Jego alchemicy mieszali cynober (siarczek rtęci) ze złotem i jadeitem, wierząc, że z takich substancji składają się ciała bogów. Późniejsze teksty medyczne z czasów Tangów opisują xiandan – pigułki z cynobru i arsenowych minerałów, które wielu władców zabiły szybciej niż starość.

Qin Shi HuangDP/ArchiwumQin Shi Huang

Taoizm pozostawiał tu furtkę, bo jeśli ktoś zmarł po zażyciu tabletek z rtęcią, wierzono, że osiągał duchową nieśmiertelność. Władcy chińscy byli też przekonani, że sposobem na wydłużenie życia jest współżycie z młodymi kobietami, stale dostarczanymi im do haremów. Tradycji tej wierny pozostał Mao Zedong.

W świecie islamu pojawiła się koncepcja eliksiru czerwonego i białego, będącego metaforą procesów oczyszczania i „dojrzewania” materii, które – przeniesione na ciało człowieka – miały zapewniać długowieczność. Dzieła Dżabira ibn Hajjana (VIII–IX w.) i Ibn Siny (Awicenny) łączyły mikrochemię metali z pierwszymi próbami klasyfikowania przemian w ludzkim organizmie. Medycy ci nie wierzyli w fizyczną nieśmiertelność, lecz w metafizyczną harmonię z kosmicznym porządkiem.

Podobnie w Europie – zaczęło się od poszukiwania kamienia filozoficznego, który by mógł transmutować metale w złoto, musiał jednocześnie oczyszczać i leczyć ciało. Co prawda alchemicy marzyli o biologicznym przedłużeniu życia, jednak w służbie zbawienia duszy, więc miało to bardziej metafizyczny wymiar. Dziesiątki alchemików pracowało w nadziei na sukces, twierdząc, że trwanie podtrzymuje to, co lotne, subtelne, trudne do uchwycenia, jakiś duch materii, któremu nadawano różne nazwy. Według Michała Sędziwoja (ok. 1566–1636), alchemika z Krakowa, była to „sól życia”, niewidzialna część powietrza, bez której gaśnie ogień i umiera każde stworzenie. Paradoksalnie miał rację, intuicyjnie wyczuł bowiem istnienie tlenu.

Poszukiwania alchemików przyspieszyły rozwój nauki. Paracelsus (1493–1541) pierwszy zastąpił tajemnicę eksperymentem, twierdząc, że arcanum vitae można stworzyć dzięki poznaniu właściwości minerałów. Jego traktaty o siarczanach, solach i alkoholach to protochemia oraz pierwsza próba medycznego ujęcia starości jako procesu biologicznej entropii, a nie boskiej kary. Dziś naukowcy tak jak alchemicy szukają nieśmiertelności, tylko nie ma w tym wymiaru metafizycznego. Poza tym znacznie lepiej niż oni wiedzą, gdzie jej szukać.

Czytaj też (Polityka): Poszukiwanie genów długowieczności

Biologia

W latach 60. XX w. biolog Leonard Hayflick udowodnił, że komórki ludzkie nie dzielą się w nieskończoność. Z czasem się okazało, że stoją za tym telomery i mitochondria. Te pierwsze to czapeczki ochronne na końcach chromosomów, które skracają się z każdym podziałem komórki, a gdy skrócą się zbyt mocno, wchodzi ona w stan starzenia albo obumiera. A produkujące energię mitochondria kumulują błędy, mutacje i stres oksydacyjny, co wywołuje proces destrukcji tkanek, mięśni, skóry i mózgu.

ParacelsusDP/ArchiwumParacelsus

Nadzieję pobudziło odkrycie meduzy Turritopsis dohrnii, która potrafi cofać się do wcześniejszego stadium życia – jak Benjamin Button biologii. W takim klimacie Shinya Yamanaka ogłosił w 2006 r. odkrycie czterech genów, które cofają dojrzałą komórkę do stadium młodości, choć ceną jest większe ryzyko nowotworu. Zaczęto też manipulować mitochondriami, wprowadzając białka naprawiające błędy w DNA myszy, co wydłużyło ich życie nawet o kilkadziesiąt procent. Odmładzające terapie stały się intensywnie rozwijaną gałęzią medycyny, która obiecuje przesunąć biologiczny limit człowieka daleko poza 120 lat.

Symbolem sukcesu biogeriatrii stała się grupa leków GLP-1 – semaglutyd (Ozempic), tirzepatyd i pokrewne preparaty – stosowanych pierwotnie w leczeniu cukrzycy typu 2, a dziś znanych z tego, że regulują apetyt, spalanie tłuszczu, metabolizm oraz wpływają na starzenie się skóry i mieszków włosowych. W latach 2024–25 pojawiły się pierwsze zapowiedzi leków GLP-1 2.0, które mają nie tylko działać metabolicznie, lecz także łączyć kilka szlaków hormonalnych naraz i wpływać na procesy komórkowego starzenia, „resetując” wiek biologiczny.

Trwają też eksperymenty z senolitykami, które mają usuwać starzejące się komórki. Gdy u myszy udało się je wyeliminować, poprawiała się jakość ich mięśni, praca nerek, gęstość kości i wydolność serca. Rozwija się również rapamycyna, kolejny kandydat na eliksir młodości, który u zwierząt wydłuża życie o kilkanaście procent, a w połączeniu z innymi lekami – nawet o ok. 30 proc., a także poprawia funkcje poznawcze i odporność. W 2024 r. ruszyły pierwsze badania u ludzi, a lek podaje się również w formie zastrzyków, choć trudno go traktować jak witaminę – rapamycyna może osłabiać odporność, zwiększać podatność na infekcje i zaburzać gospodarkę lipidową.

Szkodliwe okazało się też „wampirze” przetaczanie osocza od młodych dawców. Pomysł wziął się stąd, że po chirurgicznym połączeniu młodej i starej myszy (parabioza) tkanki tej drugiej się odmładzały dzięki krążącemu w młodym organizmie zestawowi białek i cząsteczek regulujących regenerację. Gdy w 2016 r. pojawiła się opowieść o „odmładzających transfuzjach”, w Stanach Zjednoczonych zaczęły powstawać firmy sprzedające infuzje młodego osocza jako terapię anti-aging. Jednak po ostrzeżeniu FDA w 2019 r., że jest to metoda nieskuteczna i ryzykowna, bo wiąże się z ryzykiem powikłań immunologicznych, większość z nich zawiesiła działalność. Co nie znaczy, że biogerontologia przestała się rozwijać, zwłaszcza że łożą na nią bogacze.

Wybrańcy

We wrześniu mikrofony wychwyciły dialog między Xi Jinpingiem a Władimirem Putinem w Pekinie – wspominali o tym, że już niedługo 100- czy 150-latkowie będą normą oraz że już dziś jako 70-latkowie nadal są dziećmi. Najwyraźniej potomek Qin Shi Huanga oraz Iwana Groźnego (który trzymał na dworze i radził się alchemika Eliseusa Bomelijego) odziedziczyli obsesję na punkcie długowieczności. Poza tym wszyscy dyktatorzy upatrują w starości zagrożenie dla swojej władzy. To dlatego Rosja i Chiny inwestują w długowieczność systemowo.

Badaniami nad starzeniem w Moskwie kieruje Maria Woroncowa, starsza córka Putina, endokrynolożka, której powierzono finansowany przez państwo program badań nad regeneracją komórek. Kreml wyłożył setki milionów rubli na projekty, które mają zatrzymać zegar w ciele władcy. Chiny robią to na jeszcze większą skalę, od badań nad przeszczepami organów i sztucznymi tkankami, przez inżynierię genetyczną, po rozbudowane programy biomedyczne, które mogą się wiązać z nielegalnym pozyskiwaniem organów.

Amerykańscy miliarderzy inwestują w firmy szukające wiecznej młodości. Jeff Bezos finansuje firmę Altos Labs, która pracuje nad epigenetycznym resetem komórek. Bryan Johnson uczynił ze swego ciała projekt technologiczny, dlatego codziennie mierzy setki parametrów biologicznych, poddaje się protokołom mającym odmłodzić wątrobę, skórę, jelita, ćwiczy i łyka najróżniejsze suplementy. Elon Musk snuje wizje transferu świadomości, a start-upy takie jak Calico, Unity Biotechnology czy Retro Biosciences zbierają setki milionów dolarów na walkę z procesem zwanym senescencją, w którym komórki przestają się dzielić, zaczynają działać gorzej i wysyłają sygnały zapalne przyspieszające starzenie.

Wszyscy oni uważają, że ich życie jest ważniejsze niż biologia – mają środki, by próbować ją oszukać. I wszyscy wierzą, że istnieje sposób, by mogli trwać dłużej niż inni. Współczesne laboratoria starzenia i gabinety medycyny estetycznej stały się nowymi komnatami alchemicznymi, tyle że zamiast retort stoją w nich kriostaty, zamiast rtęci działa CRISPR, a zamiast zaklęć używa się języka białek.

Czytaj też (Polityka): Wiek długowiecznych

Cena

Są jednak trzy problemy. Pierwszy – natury etycznej: im bardziej elity próbują uciec od starości, tym bardziej nieśmiertelność staje się towarem luksusowym. Może dlatego wrześniowa rozmowa Xi z Putinem wywołała takie poruszenie. To współczesna wersja opowieści, którą ludzkość powtarza od tysięcy lat: nieśmiertelność należy się tym, którzy mają władzę, zasoby i obsesję kontroli. Tyle że pierwszy raz świat może się podzielić na tych, którzy mogą sobie kupić młodość, i tych, których na nią nie stać, więc podobnie jak Gilgamesz muszą się pogodzić z przemijaniem.

Bryan JohnsonEast NewsBryan Johnson

Problem drugi jest natury biologicznej. Nawet jeśli będziemy mogli żyć długo bez bólu, słabości i zmarszczek, świat nie będzie nas już cieszyć tak jak w młodości, bo mózg traci zdolność do „nagrody nowości” wraz z kurczeniem się pamięci epizodycznej. David Eagleman, neurobiolog z Uniwersytetu Stanforda, zauważył, że mózg kompresuje wspomnienia w zależności od liczby nowych bodźców – w młodości, gdy jest dużo nowości i zachwytów, czas mija wolniej, ale po czterdziestce następuje „iluzja przyspieszania”. Lata mijają niepostrzeżenie, a święta i nowy rok zaskakują niczym nieoczekiwany gość. Więc nasza hipotetyczna wygrana z czasem będzie połowiczna, bo znajdziemy się w pułapce.

Nie mamy tabletki zatrzymującej powolne usychanie synaps, kory przedczołowej, hipokampu i szlaków dopaminowych – ani zastrzyków przywracających pamięć czy entuzjazm 20-latka. Czynimy więc jeden krok w stronę alchemicznego marzenia i dwa kroki w stronę jego dekonstrukcji. Długowieczność, jeśli kiedyś nadejdzie, nie będzie triumfem nad czasem, lecz nowym, nieprzewidywalnym eksperymentem.

Problem trzeci, filozoficzny, polega na tym, że śmiertelność jest nie tylko granicą, ale warunkiem sensu. Gdyby życie trwało wiecznie, nie byłoby choroby miłości, potrzeby wybaczenia, radości z ostatniego dnia roku ani poczucia, że każda decyzja coś znaczy. Niepewność końca nie musi odbierać nadziei. Może za to zwracać uwagę na to, o czym przypominali filozofowie: że wartość życia nie mierzy się jego długością, lecz tym, ile sensu zdążyliśmy w nim zmieścić.

Najtrafniej ujął to myśliciel brytyjski Bernard Williams, mówiąc, że każde pragnienie kiedyś się wyczerpie, więc wieczność byłaby niekończącą się nudą i udręką bycia z samym sobą. Filozofia i biologia mówią jednym głosem – nawet jeśli możemy żyć dłużej, to nie jesteśmy stworzeni do wieczności. W dodatku, jak zapowiada paleontolog Henry Gee, nasz gatunek wyginie tak samo, jak wyginęły wszystkie inne homininy. I to wcześniej, niż myślimy. W takim ujęciu obsesja nieśmiertelności naprawdę wygląda jak próba zawrócenia rzeki kijem – spektakularna, kosztowna i z góry skazana na porażkę.

Dobrą wiadomością jest, że starzenie spowalnia ciemna czekolada. Według nowych analiz z King’s College London ci, którzy mają we krwi więcej teobrominy, są biologicznie młodsi niż wskazywałaby metryka. Badacze zastrzegają, że nie jest to pretekst, by zwiększyć spożycie tego tłustego i słodkiego przysmaku, ale jeśli po całej tej opowieści o telomerach, mitochondriach i ambicjach dyktatorów okaże się, że najbardziej demokratyczną drogą do długowieczności jest pyszna niedroga ciemnobrązowa kostka – to może jednak nie wszystko stracone.

Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną